Docierając tam, gdzie niewielu dociera


Od kwietnia Katharsis II urzędowała na Polinezji Francuskiej. Był to czas wakacyjnych rejsów z przyjaciółmi i rodziną, sielski, anielski z dużym pierwiastkiem rajskim. Nie brakowało oczywiście drobnych elementów dramatu, ale na szczęście tylko takiego, który ubarwiał rzeczywistość. Jest o czym opowiadać…. do tego będę powoli wracać i odgrzebywać nasze galerie ze zdjęciami i filmami. Teraz, tak na szybko i bieżąco, chciałabym opowiedzieć o dwóch dniach w dwóch wyjątkowych miejscach… 

Opuszczając kilka dni temu Polinezję Francuską i rozpoczynając rejs w kierunku chilijskiej Patagonii, zostawiliśmy za rufą Wyspy Gambiera i pożeglowaliśmy na wschód. Planowaliśmy jednodniowy pobyt na Wyspie Pitcairn. Jest to bardzo ciekawe i niezwykle odizolowane miejsce na Pacyfiku. Już dwukrotnie mijaliśmy ten archipelag i nie udawało nam się go odwiedzić. Za pierwszym razem, w 2010 roku, w czasie rejsu z Tahiti na Horn, wiatry zaprowadziły nas południową trasą i Pitcairn została daleko na północ od naszej ruty. Po raz drugi mijaliśmy Pitcairn w 2013 roku żeglując z Galapagos na Wyspy Gambiera. Wówczas zabrakło nam zwyczajnie czasu. Spieszyliśmy się na Gambiery, gdzie dolatywał do nas przyjaciel. Ale jak to mówią: „do trzech razy sztuka”. Tym razem pogoda dopisała idealnie. Pitcairn oddalona jest od Gambier o około 300 mil morskich. Po wypłynięciu w czwartkowe południe, 7 listopada, brzegi Pitcairn ujrzeliśmy w sobotę, 9 listopada, o poranku. W rejs z Gambier do Patagonii wyruszyliśmy w pięcioosobowym składzie. Rozeszły się nasze morskie drogi z dotychczasowym towarzyszem żeglarskich przygód na Katharsis II, Tomkiem Gralą. Do naszej pary dołączyli przyjaciele z Gdyni – Basia i Tomek Borda. Jest z nami również dobra duszyczka Katharsis II i załogantka wielu rejsów – Ola Magoń.

Pitcairn Island Group składa się z czterech wysp: głównej i jedynej zamieszkałej – Pitcairn oraz bezludnych Henderson, Ducie i Oeno. Stanowią one zamorskie terytorium Wielkiej Brytanii, a głową państwa jest tu królowa Elżbieta II.

Pierwszym Europejczykiem, który dostrzegł w 1767 roku wyspę, był angielski żeglarz Robert Pitcairn i stąd jej nazwa. Kiedy w 1790 roku doszło do buntu na angielskim okręcie „Bounty”, dowódca rebelii, Fletcher Christian, odnalazł w dziennikach z wypraw po Pacyfiku wzmiankę o wyspie Pitcairn i tam postanowił zabrać swoją załogę wraz z kilkoma kobietami i mężczyznami z Tahiti. Przed dopłynięciem na Pitcairn obejrzeliśmy film „Bunt na HMS Bounty”, gdzie w rolę Fletchera wcielił się Mel Gibson, a brytyjskiego dowódcy okrętu „Bounty” Anthony Hopkins.

Buntownicy po dotarciu do Pitcairn spalili okręt, by zamazać ślady po sobie. Już w trzecim roku pobytu doszło do konfliktu między angielskimi marynarzami i Polinezyjczykami, w wyniku którego zginęli praktycznie wszyscy mężczyźni. Gdy do Pitcairn dotarł w 1808 roku amerykański statek wielorybniczy, na wyspie pozostawał już tylko jeden buntownik – John Adams  – wraz z 9 kobietami z Tahiti i sporą gromadką dzieci. Potomkowie buntowników z Bounty do dziś żyją na wyspie. Ludność Pitcairn wciąż maleje, głównie za sprawą migracji do Nowej Zelandii. Obecnie wyspę zamieszkuje 49 osób, w tym 7 dzieci (5 w wieku szkolnym). Poza mieszkańcami na wyspie przebywają na stałe 4 zatrudnione osoby – policjant, lekarz, nauczyciel oraz pracownik społeczny. Osoby te przyjeżdżają na roczne lub dwuletnie kontrakty z Nowej Zelandii. Dzieci, po ukończeniu klas podstawowych prowadzonych przez nauczyciela na miejscu, wysyłane są do szkoły z internatem do Nowej Zelandii. Mieszkańcy zajmują się głównie uprawą owoców i warzyw oraz produkcją miodu. Duży dochód stanowi także sprzedaż znaczków pocztowych poszukiwanych przez kolekcjonerów. Wyspa jest wciąż mocno odizolowana od świata, gdyż nie ma tu lotniska, a statek z zaopatrzeniem przypływa średnio co trzy miesiące. Poza tym do brzegów Pitcairn przypływa sporadycznie niewielki statek z turystami oraz żeglarze przemierzający Pacyfik. Niestety nie ma tu bezpiecznej zatoki ani chroniącego pierścienia rafy koralowej. Jest to wyspa wulkaniczna, którą otacza otwarty ocean i o brzegi uderzają zazwyczaj duże fale. Jedynym miejscem pozwalającym dostać się na ląd jest małe nabrzeże wybudowane przy Zatoce Bounty na północno-wschodnim brzegu. Nam trafiła się praktycznie bezwietrzna pogoda, czyli idealne warunki na desant na ląd. Pomimo że nie było wiatru, oceaniczna fala bujała na wszystkie strony zakotwiczoną Katharsis II. Na ląd popłynęliśmy naszym pontonem, jednak nie było możliwości zostawienia go bezpiecznie przy nabrzeżu. Dlatego odprowadziłam ponton do jachtu i wróciłam do portu na naszej dmuchanej desce – była to niezła gimnastyka i ćwiczenie na równowagę. Ale lekką deskę przynajmniej bez problemu wynieśliśmy na ląd.

Z nabrzeża odebrała nas Brenda Christian (potomkini Fletchera Christiana i tahitańskiej księżniczki Mauatua) oraz policjant. Zawieźli nas quadami (jest to główny środek transportu mieszkańców) do wioski, gdzie dokonaliśmy wszystkich formalności związanych z wpłynięciem do nowego kraju. Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę z Brucem (policjantem) i odwiedziliśmy Muzeum Pitcairn. Jest tam kilka eksponatów wyłowionych z wraku Bounty, jak również kolekcja znaczków pocztowych. Rozrysowane jest drzewo genealogiczne mieszkańców Pitcairn. Po muzeum oprowadzała nas Meralda Warren, również potomkini przywódcy buntu na Bounty i polinezyjskiej księżniczki (siódme pokolenie). Spacerując po Adamstown dotarliśmy także na grób Johna Adamsa i jego tahitiańskiej żony.

Poza egzotyczną historią z czasów europejskich odkrywców Pacyfiku, Pitcairn ma też niechlubną z czasów najnowszych. W 2004 roku odbył się proces 7 mężczyzn z Pitcairn oskarżonych o przestępstwa seksualne dotyczące wykorzystywania nieletnich.

Informacje o Pitcairn w przewodnikach głównie wspominają o historycznym aspekcie tej oddalonej od świata wyspy. Dla mnie okazała się przepięknym miejscem z cudownymi krajobrazami, bujną, soczystą roślinnością i obłędnie przejrzystą wodą okalającą jej brzegi. W samej Bounty Bay baraszkowała mama wielorybia z małym. Po powrocie z lądu wskoczyliśmy do oceanu. Wieloryby niestety gdzieś odpłynęły, ale mnogość ryb, przepiękne podwodne krajobrazy i krystaliczna woda w zupełności nas usatysfakcjonowały. Po wyjściu z wody popłynęliśmy z Mariuszem na ląd, gdyż wywołała nas przez radio Brenda i poinformowała, że ma warzywa i owoce, o które prosiliśmy rano. Mieszkańcy przygotowali dla nas dwa kartony świeżych produktów ze swoich ogródków, za które zapłaciliśmy jedynie część tego, co musieliśmy płacić na Polinezji. A jakość tych towarów… rewelacja! Uwielbiam warzywa oraz owoce i tego typu doświadczenia są zawsze dla mnie bardzo ważne.

Po powrocie na pokład okazało się, że wieloryby wpłynęły z powrotem do zatoki. Rozmawiając rano z mieszkańcami Adamstown pytaliśmy, czy można wskoczyć do wody, skoro w zatoce pływa wielorybia mama z małym. Baliśmy się, że nasza obecność może im przeszkadzać. Powiedziano nam, że zupełnie nie. Jak wieloryby pojawiły się przy naszej burcie, wskoczyliśmy do wody. Po chwili mama wielorybia podpłynęła do nas, zatoczyła kółko, machnęła ogonem i, jakby trzymając małego pod płetwą, popłynęła na głęboką wodę. To było tak niesamowite przeżycie, że z emocji i wrażeń popłakałam się. Będąc tak blisko tych ogromnych zwierząt czułam, jak są delikatne i świadome naszej obecności.

Po jednym niezwykłym dniu na Pitcairn popłynęliśmy na oddaloną o 100 mil na wschód Henderson. Jest to niezamieszkała koralowa wyspa, na którą w ciągu roku dociera zaledwie garstka ludzi. Gdy zbliżaliśmy się do Henderson, padał gęsty deszcz, a o brzeg rozbijały się oceaniczne fale. Kotwicę rzuciliśmy przy północnym brzegu, gdzie rozciąga się długa piaszczysta plaża. Dno widać było już na 30 metrach. Tak krystalicznie przejrzystą wodę nieczęsto się spotyka. Po zjedzeniu niedzielnego śniadania, zrzuciliśmy ponton i podjęliśmy próbę zdobycia lądu. Przybojowa fala nie dawała szans na bezpieczne wylądowanie przy brzegu. Zjechaliśmy całe północne nabrzeże w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca na lądowanie. Niestety nie wyglądało to dobrze. Wśród przybojowych fal Mariusz wypatrzył spokojniejsze miejsce, gdzie postanowiliśmy dostać się wpław. Tomek został na pontonie, by zabezpieczać nas, a Basia, Ola, Mariusz i ja uzbrojeni w maski, pianki i płetwy wskoczyliśmy do wody. Postanowiliśmy przebić się przez przybojowe fale. Po wskoczeniu do wody przywitało nas stado rekinów – całkiem ciekawskich. Wyczerpująca chwila pedałowania płetwami i byliśmy na lądzie. Henderson zdobyte!!!! Olka wyjęła spod pianki puszkę piwa, które uroczyście wypiliśmy na zdobytym lądzie. Ciekawe było tu spotkanie z ptakami. Lokalne głuptaki zupełnie nas się nie bały, a wręcz się nami interesowały. Gdy przysiadłam z kamerą na plaży, jeden z głuptaków podszedł do mnie na wyciągnięcie ręki i wcale nie chciał odfrunąć. Chyba rzadko mają kontakt z ludźmi… Na plaży znaleźliśmy mnóstwo przepięknych muszli oraz palmę kokosową, z której pozyskaliśmy 10 dojrzałych kokosów. Sporym wysiłkiem było dostarczenie ich na łódkę – najpierw trzeba je było donieść do naszego miejsca lądowania na plaży, a następnie przepłynąć z nimi przez falę przybojową. Ciekawie wyglądał Mariusz z dwoma kokosami włożonymi pod piankę na klatce piersiowej i Olka z zamontowanymi na wysokości pośladków… Po udanej akcji przeprawienia się ze skarbami na ponton, wróciliśmy na Katharsis II, podnieśliśmy kotwicę i wróciliśmy do żeglugi na wschód.

Jesteśmy w drodze na Patagonię. Neptun nam sprzyja i póki co wszystkie znaki na wodzie i niebie wskazują, że uda nam się zatrzymać na krótki postój przy Wyspie Wielkanocnej.

 

Kategorie:Morza i Oceany, Ocean Spokojny, Pitcairn

9 komentarzy

  1. Dzięki za relację z końca świata. Pozdrowienia z Inowrocławia

  2. Piękna sprawa. Wy odpoczywacie, zwiedzacie. A ja przeglądam Waszą podróż w pracy. Tylko Wam pogratulować zwiedzania świata.

  3. ZAZDROŚĆ,ZAZDROŚĆ szczera prawdziwa do n-tej potęgi:)) Pozdrawiam

  4. Zazdroszczę Wam tych pacyficznych wysp… Lądowałem kiedyś przy sporym przyboju na Selvagens, jest adrenalinka. A foty macie coraz lepsze 🙂

  5. Może zamiast oglądać „Bunt na Bounty”, warto było przeczytać „Jutro przypłynie królowa”. Tyle, że wtedy okazałoby się, że Pitcairn to nie jest takie sielskie anielskie miejsce. I żaden raj, tylko piekło, dla mieszkających tam kobiet.

    • Czytaliśmy o tragicznej historii mieszkanek Pitcairn, które były wykorzystywane przez mężczyzn w swojej społeczności i procesie, który odbył się w Nowej Zelandii (o czym wspomniałam we wpisie). Kobiety i dziewczynki przeżyły piekło i jest to potworne, że takie okropności dzieją się na świecie, niestety w tym zachodnim też. Ja spędziłam na Pitcairn kilka godzin i oczarowało mnie piękno tej wyspy, jej roślinność i magiczny świat podwodny. Zdziwiło mnie, że we wszystkich materiałach, które wyszukiwałam były informacje głównie o buntownikach i gwałcicielach, a praktycznie nic o niezwykle krystalicznie czystej wodzie i unikalnym ekosystemie, gdzie ryby i dzikie ptaki zamiast uciekać od ludzi, wykazują zainteresowanie nami.

  6. Świetnie widzieć nowe wiadomości ! 🙂

  7. Super, nareszcie nowe wiesci z pokladu Katharsis, stopy wody!
    Pozdrawiamy
    A&M&N

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: