Na Antarktydę pod biało-czerwoną banderą


Mariusz:

Pogoda miała być naszym sprzymierzeńcem podczas żeglugi w kierunku Szetlandów Południowych. To od nich, podobnie jak w 2011 roku, planowałem rozpocząć nasz pobyt w Antarktyce. Jest to najcieplejszy skrawek Antarktyki, gdzie spore połacie lądu, będąc wolnymi od lodu, są przyjaznym domem licznych stad zwierząt, rozmnażających się i wychowujących swe maleństwa.

Żeglugę Kanałem Beagle’a rozpoczęliśmy od podniesienia bandery Yacht Klubu Polska. Otrzymałem w listopadzie indywidualny patent flagowy, o który wystąpił mój rodzinny Yacht Klub Inowrocław. Upoważnia on mnie do noszenia bandery klubowej na dowolnej jednostce w miejsce narodowej. To był niewątpliwie wzniosły moment. Na flagsztoku rufy Katharsis II dumnie zawisła biało-czerwona bandera z godłem państwowym i charakterystycznym czerwonym krzyżem z niebieską obwódką przy drzewcu.

Chwilę potem dostrzegliśmy na horyzoncie polski jacht Chief One. Wracał do Ushuaia z czarterowego rejsu na Antarktydę. Zbliżyliśmy się do siebie, chwilę pogaworzyliśmy. Chief One zrobił wokół nas kółko, po czym ruszyliśmy, każdy w swoją stronę. 

Zachodni wiatr pozwolił płynąć nam żwawo w kierunku Cieśniny Drake’a. Był on natomiast na tyle słaby, że zachęcił mnie do tego, by nadłożyć nieco drogi i popłynąć w kierunku Przylądka Horn. Południk Hornu planowaliśmy przekroczyć później, w drodze z Szetlandów Południowych do Zatoki Małgorzaty. Byłoby to nasze kolejne przejście Hornu, będąc daleko od niego. A tak podpłynęliśmy na żaglach pod sam przylądek. Dla sporej części naszej załogi: Doktora, Tomka z Basią i Wiesia z Darią było to pierwsze opłynięcie Hornu. Tym bardziej było to dla nich ważne, że mogli doświadczyć przejścia Przylądka Horn, mając go w zasięgu wzroku. Symbolem Hornu jest albatros na tle Wyspy Horn. Tylu albatrosów w jednym miejscu nie widzieliśmy dotychczas w żadnym miejscu. Przygotowały nam niesamowite widowisko, podrywając się całym stadem do lotu. Zgodnie z tradycją podzieliliśmy się z Neptunem odrobiną dobrego trunku i obraliśmy kurs na Wyspę Króla Jerzego.

Neptun okazał się dla nas łagodny. Początek był nawet zbyt łagodny, kiedy to wiatr nie był w stanie wypełnić żagli przy rozhuśtanym morzu. Musieliśmy zrzucić grota, gdyż odgłos trzepiących żagli był trudny do zaakceptowania. Przez 12 godzin płynęliśmy ślamazarnym tempem na zrefowanych żaglach przednich, by nie uszkodzić grota. 

Otarł się o nas jeden głębszy niż, ale będąc na jego skraju nie wystawiliśmy się na pełną jego moc. Robiło się coraz chłodniej, ale zarówno temperatura powietrza, jak i wody były dodatnie. Od czasu do czasu smagały nas strugi deszczu. Trudno byłoby nazwać tę żeglugę przyjemną, ale z pewnością nie była nadto męcząca.

Kierunek wiatru nie pozwalał nam na żeglugę jednym halsem w kierunku wejścia do Cieśniny Bransfielda, która oddziela Szetlandy Południowe od kontynentu. To przez nią wychodzi na wody Oceanu Południowego większość gór lodowych oderwanych od lodowców zachodniego brzegu Półwyspu Antarktycznego. Płynęliśmy nieco bardziej na zachód do przesmyku między wyspami Nelsona i Robertsona. Zakładałem, że góry lodowe nie utrudnią nam żeglugi i rzeczywiście pierwszą górę lodową zobaczyliśmy dopiero na kilka godzin przed dopłynięciem do Szetlandów. 

Końcówkę żeglugi mieliśmy mglistą i deszczową. Nie na taką aurę liczyłem, ale pogody się nie wybiera. Mijając Wyspę Nelsona zobaczyliśmy liczne grupy baraszkujących w wodzie pingwinów. Uroczy to widok, który ocieplił ponure kształty spowitego w ciężkich chmurach mijanego wybrzeża. W niedzielne południe wpłynęliśmy do Zatoki Admiralicji, by rzucić kotwicę nieopodal Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego. Wróciliśmy w to samo miejsce, w którym przyszło nam rozpocząć pierwszą przygodę Antarktyczną 9 lat temu. Jakie zbierzemy tym razem doświadczenia pokarzą najbliższe tygodnie. 

Kategorie:Ameryka Południowa, Antarktyda, Chile, Cieśnina Drake'a, Morza i Oceany, Ocean Południowy

1 komentarz

  1. Ahoj,

    Znowu piekne okolice. Chief One kiedys nazywal sie Sassi i troche sie scigal. Byl tez kiedys w polskich rekach jako Julianna. Kapitan Izydor Ryzak z Chicago poprowadzil rejs z Lake St Claire, Lake Erie, Lake Ontario, St Lawrance do Atlantyku. Dalej z Nowego Yorku do Polski. w 2003.
    W Arctowskim na pewno warto wspiac sie na gorke z ktorej widac cala Zatoke Admiralicji,, Serdeczne Pozdrowienia z King.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: