Z Kapsztadu w NIEZNANE


Tym wpisem przeskakujemy nagle do dnia dzisiejszego. Rozwój sytuacji wymusił to na nas. Chcemy być na bieżąco z tym co dzieje się dookoła. Relacje z ekscytującego miesięcznego żeglowania od Port Charcot do Kapsztadu przez zatoki Półwyspu Antarktycznego, Wyspę Słoniową i Orkady Południowe postaramy się umieścić na blogu pomiędzy wpisami z aktualnych wydarzeń. 

22 lutego 2020 roku o godzinie 2300 wpłynęliśmy do mariny V&A Waterfront w Kapsztadzie i tym samym zakończyliśmy nasz trzymiesięczny rejs z Patagonii przez Półwysep Antarktyczny do Afryki Południowej. Nie obyło się bez emocji w samej końcówce rejsu. Ciągle mieliśmy ograniczone zaufanie do silnika, który potrafił przegrzać się ni z tego ni z owego. Na podejściu do Kapsztadu wiatr wiał w porywach do 40 węzłów. Spychani wiatrem krążyliśmy po porcie czekając na otwarcie dwóch mostów. Silny boczny wiatr wymusił brawurowe wejście do mariny. Manewry w takich warunkach, nawet ze sprawnym silnikiem, nie należą do łatwych. Na szczęście silnik nie zawiódł i zacumowaliśmy bez zadrapania. Cała załoga biła brawo naszemu kapitanowi za tak sprawnie wykonany manewr. Emocji nie brakowało! Jak się później okazało, rozwarstwiła się dużej średnicy gumowa rura łącząca kolektor wydechowy z tłumikiem. Rozwarstwienie potrafiło czasami tak się ułożyć, że podnosiło ciśnienie spalin i zatykały one obieg chłodzącej wody morskiej. Chłopacy podejrzewali już na Antarktydzie, że winowajcą jest właśnie ta rura, ale nie chcieli rozmontowywać jej, gdyż nie mieliśmy zapasowej i istniało niebezpieczeństwo, że po zdjęciu zepsutej rury nie da się jej z powrotem założyć. Teraz mamy nawet dwie z zapasie.

Po długiej wyprawie i czasie spędzonym na morzu z dala od cywilizacji zawsze dopada mnie chwila zawahania… Z jednej strony doskwiera tęsknota za tymi wszystkimi, którzy zostali na lądzie i chęć powrotu, z drugiej zaś jest żal, że coś się kończy. Nie jest to łatwe. Przyzwyczajamy się do życia na jachcie w określonej, zamkniętej grupie, zżywamy się z sobą, stajemy się dobrze działającym zespołem, rejsową rodziną, a potem z dnia na dzień kończy się ten świat. Ale tak to już zawsze musi być. Chwila nostalgii zamienia się z czasem w radość z bycia znowu na lądzie, a zakończony rejs oraz morska rodzina zostają w sercu i wspomnieniach. Wir robót po powrocie do cywilizacji i zamieszanie związane z wyjazdem pozwala szybciej wpaść w normalny lądowy tryb życia. 

Do Kapsztadu dotarliśmy Katharsis II już po raz trzeci. Mijając główki portu i wychodząc na ląd w marinie czuliśmy się z Mariuszem jakbyśmy wracali do siebie. W biurze przywitały nas te same osoby – Joshio i Louis, których spotkaliśmy w 2016 roku i którzy żegnali nas przed wypłynięciem w rejs dookoła Antarktydy w 2017 roku. W V&A Waterfront zobaczyliśmy te same sklepy, restauracje, atrakcje turystyczne, nawet spotkaliśmy te same kelnerki co przed dwoma laty. Wszystko wyglądało tak znajomo i przyjaźnie… Kto mógł przypuszczać, że za niecały miesiąc rzeczywistość będzie się tak zmieniać…

Po dotarciu do mariny poszliśmy zgodnie z naszym katharsisowym zwyczajem na kolację z okazji zakończenia rejsu i zimne piwko z kufelka. Wszyscy zostaliśmy jeszcze na kilka dni w Kapsztadzie, po czym rozjechaliśmy się w swoje strony. My z Mariuszem planowaliśmy na jacht wrócić z końcem marca. Jednak informacja o zamykaniu polskich granic i zaprzestaniu lotów z kraju spowodował, że podjęliśmy decyzję o nagłym powrocie do Kapsztadu. W kilka godzin zmieniliśmy nasz lot, spakowaliśmy się i 15 marca wróciliśmy na pokład Katharsis II. 

Piotr, który zajmował się jachtem, przywitał nas w Kapsztadzie butelką schłodzonych bąbelków. Czasy trudne, ale niektóre miłe zwyczaje udaje się kultywować. Piotr widząc sytuację w Polsce przeorganizował swoje bilety powrotne i do Europy poleciał w przeddzień zamknięcia większości lotów z RPA. 

Zamieszanie i tragedię z rozprzestrzeniającym się korona wirusem obserwowaliśmy z przerażeniem. Planowaliśmy przeczekać w Kapsztadzie do świąt Wielkanocnych i w drugiej połowie kwietnia ruszyć w kierunku Europy. Jednak zmieniająca się dynamicznie sytuacja i wprowadzane w RPA zaostrzenia, po raz kolejny w ostatnich tygodniach, zmieniły nasze plany. W poniedziałek wieczorem 23 marca ogłoszono wprowadzenie zakazu opuszczania domów od północy 26 marca przez kolejne 3 tygodnie. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy czekać zamknięci w pustej marinie na rozwój sytuacji. Postanowiliśmy natychmiast ruszyć w rejs.

Przed korona wirusem plan zakładał płynięcie przez Atlantyk na Wyspy Kanaryjskie w trzyosobowym składzie – miała dołączyć do nas Basia Borda. Jednak zmiana sytuacji na świecie spowodowała, że ruszyliśmy w morze we dwoje. Przez dwa dni intensywnie przygotowaliśmy się do kilkumiesięcznego rejsu. Szykowaliśmy zaprowiantowanie, zatankowaliśmy 3 tony paliwa, kupiliśmy niezbędne części. Doświadczenie zdobyte w trakcie przygotowań do wypraw, w czasie których musimy być samowystarczalni i niezależni przez wiele tygodni bardzo nam się przydało w tej ekspresowej akcji. Przed samym wypłynięciem chcieliśmy jeszcze wyskoczyć na szybki, pożegnalny lunch. Niestety nie udało się, chociaż był to środek dnia…. Wszystkie restauracje i sklepy poza marketami były już pozamykane, a ulice praktycznie wyludnione. Był to surrealistyczny widok. Miejsce zawsze tętniące życiem w dzień teraz było zupełnie puste. Czułam się jak w dziwnym śnie. W ostatniej chwili przed całkowitym zamknięciem opuściliśmy marinę V&A Waterfront. Byliśmy wolni! 

Nie wszystko mieliśmy jeszcze na jachcie gotowe, by od razu ruszyć na otwarty ocean. W natłoku pospiesznych zakupów i kompletowania niezbędnych rzeczy nie mieliśmy zabezpieczonych zapasów pod pokładem. Poza tym w ostatniej chwili okazało się, że mamy zepsuty jeden z czterech prostowników. Na szczęście mieliśmy dodatkowy. Joshio – menadżer mariny uprzedził kapitanat portu, że po odprawie i opuszczeniu V&A zakotwiczymy w pobliskiej zatoce, by usunąć ostatnie usterki. Nikt się nami nie interesował i mogliśmy w spokoju dokończyć przygotowania. 

W sobotę 28 marca 2020 roku podnieśliśmy kotwicę i zostawiliśmy za rufą Kapsztad oraz majestatyczną Górę Stołową. Po raz pierwszy wypływając w rejs nie mamy sprecyzowanego celu. Chcemy być wolni i niezależni, a tak czujemy się na morzu. Płyniemy w Nieznane. Nie wiemy, gdzie dopłyniemy, gdyż większość portów zamknięta jest obecnie dla żeglarzy. Póki co obraliśmy kurs na Wyspę Świętej Heleny, chociaż wiemy, że nie dane nam będzie dotknąć lądu ze względu na wprowadzone również tam restrykcje związane z pandemią korona wirusa. Gdy w najbliższych tygodniach sytuacja się nie unormuje i granice w południowej Europie nadal będą pozamykane dla żeglarzy, popłyniemy do Polski. Porty w kraju powinny być dla nas otwarte. By dopłynąć do domu mamy do pokonania 8000 mil morskich … ahoj przygodo!

Kategorie:Afryka, Atlantyk, Morza i Oceany, Republika Południowej Afryki

8 komentarzy

  1. szczesliwej drogi do domu 🙂

  2. WOW
    Jeśli to nie jest rejs roku 2020 to nie wiem czym to przebić!
    Navigare necesse est, vivere non est necesse.
    W tych czasach – cały czas wolni, cały czas profesjonalni i na własnych warunkach.
    Brawo. Wyzwanie i marzenie – w realizacji.
    Niech Neptun ma Was w swojej opiece.
    I piszcie please…
    – JJC

    • Panie Januszu! Dziękujemy za kibicowanie! Patrząc co dzieje się na świecie, to nasze płynięcie teraz jest niczym REJS WOLNOŚCI i NADZIEI. Pozdrawiamy serdecznie ze wzburzonego Atlantyku. U nas wietrznie, ale słonecznie i coraz cieplej.

  3. Haniu , Mariuszu.
    Się porobiło . Rzutem na taśmę wyrwaliście się z Kapsztadu zanim nie przykuli Was do kei. My siedzimy na tyłkach w domu ( jak połowa świata ) i martwimy się o przyszłość. Bądźcie dla Nas wszystkich powiewem optymizmu z wód Oceanu , ile się da piszcie ( o czymkolwiek ) aby można było choć na chwilę oderwać się od trosk i myśli lądowych. Kurde balans , macie Zadanie !
    Bądźcie zdrowi i bezpieczni.
    Krzychu.

    • Hej Krzysiu! Dzięki za kibicowanie wszystkim naszym rejsom. Ten rzeczywiście zapowiada się ciekawie! Będziemy meldować się regularnie. No i wrzucimy zaległe wpisy z Antaraktydy. Postaramy się, żebyś mógł się od czasu do czasu oderwać od lądowych trosk.

  4. Powodzenia , doplyncie szczesliwie do wybranego portu.

  5. Bon voyage 🙂

  6. Dobrych wiatrów!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: