Równik po raz szósty


Mariusz:

Lany poniedziałek rozpoczęliśmy obserwowaniem dziwnych obiektów. Wokół nas pojawiły się jednostki, które widzieliśmy na ekranie AIS, a których nie mogliśmy dostrzec okiem uzbrojonym w lornetkę. Poruszały się z niedużą prędkością w różnych kierunkach. Każde z nas miało swoją teorię. Po jakimś czasie dostrzegliśmy statek rybacki. Musiały być to sieci uzbrojone w nadajniki AIS. 

Na odcinku z Kapsztadu do równika drugą i ostatnią wyspą na trasie jest Wyspa Wniebowstąpienia. Znajduje się tam baza brytyjskiej marynarki wojennej, która nawet w normalnych czasach nie zachęca do zatrzymywania się. Nie planowaliśmy tam stawać, ale dlaczego by nie przepłynąć za dnia wzdłuż jej brzegów. Wiatr wiejący od rufy wyrzucił nas prawie 200 mil na wschód od niej. Na dwie godziny przed zachodem słońca zrobiliśmy zwrot obierając kurs na Wyspę Wniebowstąpienia.

Neptun zaczął zabawiać się z nami. Wiatr wzmógł się, dając realną szansę na dopłynięcie do Wyspy Wniebwstąpienia za dnia. Po kilku godzinach płynięcia na wyspę po kursie, wiatr jednak skręcił o 30 stopni, w wyniku czego następnego dnia przed zachodem słońca znaleźliśmy się nie przy wyspie, a kilkadziesiąt mil na południe od niej. Zrobiliśmy kolejny zwrot i minęliśmy Wyspę Wniebowstąpienia o północy z wtorku na środę, przyglądając się jedynie łunie oświetlonego lotniska i bazy.

Przed nami kolejnym punktem na trasie do Europy był równik, a wraz z nim pas ciszy. ITCZ – czyli strefa konwergencji tropikalnej jest pasem o zmiennej szerokości, leżącym między wiatrami pasatowymi z półkuli północnej i południowej. Masy gorącego powietrza wypychane są tam pionowo do góry, przez co przy powierzchni wody wiatrów jest tyle co na lekarstwo. Za to pojawiają się tam często chmury burzowe, z towarzyszącymi szkwałami. 

Im bliżej byliśmy strefy ciszy, tym wiatr tężał. Zupełnie niezgodnie z teorią. Zapewne miał na to wpływ niż, który pojawił się w miejsce wyżu azorskiego ściskając północny pasat i zwężając strefę ciszy. To tylko domysł, gdyż prognozy pogody tego nie potwierdzały. Nie zgadzała się nie tylko siła wiatru, ale i kierunek. Zamiast słabnących wiatrów pasatowych, mieliśmy coraz silniejsze podmuchy z dramatycznymi zmianami kierunku wiania, nawet o 180 stopni, zwłaszcza spod deszczowych chmur, układających się w długie i ciemne warkocze. Wiatr siadł w piątkowy poranek, ale tylko na chwilę. 

Ponownie zdechł w sobotę rano. Do tej pory, a przepłynęliśmy już ponad 3000 mil, nie musieliśmy włączać silnika, poza krótkim płynięciem wzdłuż brzegów Świętej Heleny. Nie spieszymy się, pozwalając sobie na powolną żeglugę z wiatrem wiejącym w granicach 6 – 8 węzłów. Kiedy wiatr spada poniżej 5 węzłów mamy dwie opcje: czekać na wiatr albo wspomóc się silnikiem. Do tego momentu w takich warunkach bujaliśmy się na falach i po kilku godzinach wiatr wracał. Tym razem byliśmy blisko równika, chcieliśmy go przejść za widoku i postanowiliśmy włączyć silnik. Ku naszemu całkowitemu zaskoczeniu silnik zaczął przegrzewać się. Brak przepływu wody morskiej przez układ chłodzenia oznaczał, że wymieniona w Kapsztadzie rozwarstwiona rura łącząca kolektor wydechowy z tłumikiem, nie była przyczyną awarii, z którą borykaliśmy się podczas naszej tegorocznej antarktycznej wyprawy, a jedynie jednym z jej objawów. Sprawdziłem tylko, czy nie uszkodził się wirnik pompy wodnej. Okazało się, że jest sprawny. Dalszemu przeglądowi układu chłodzenia przeszkodził wiatr. Rozwiało się tak, że jeszcze na 7 mil przed równikiem mieliśmy jazdę z wiatrem wiejącym 24-28 węzłów. 

Wiatr ostatecznie odpuścił około 1600. Zaczął słabnąć, zmieniając kierunek z północno-wschodniego na zachodni. Początkowo płynęliśmy wzdłuż równika, jakbyśmy nie zamierzali go przecinać. Zrobiliśmy w końcu zwrot i dwie godziny później przekraczaliśmy równik. To już szóste przecięcie przez Katharsis II umownej granicy między półkulą północną i południową. Ostatni raz byliśmy na półkuli północnej w październiku 2015 roku, płynąc z Palau do Indonezji.

Postanowiłem sprawdzić, czy woda przed równikiem kręci się w odpływie zlewu w jedną stronę, a za nim w drugą. Przez ten zmieniający się wiatr za późno zabrałem się za udokumentowanie tego zjawiska. Będąc kilkaset metrów na południe od równika włączyłem kamerę i … woda w umywalce wpadła do odpływu nie wirując ani w lewo, ani w prawo. Można by rzec, że równik został narysowany grubą kreską.

Po raz pierwszy nie mieliśmy na pokładzie załoganta, dla którego byłoby to dziewicze przejście przez równik. Tym samym nie było komu zrobić chrztu morskiego. Zamiast przebierać się za Neptuna i Prozerpinę usiedliśmy z zadumą w kokpicie, próbując zapomnieć o niesprawnym silniku, popijając bąbelki. Towarzyszył nam krwawy zachód słońca.

Niedzielny dzień upłynął na siedzeniu w maszynowni. W tym czasie przez 8 godzin przepłynęliśmy zaledwie 9 mil morskich. Temperatura i warunki pod podłogą, gdzie znajduje się silnik i generator zbliżone były do sauny. Mimo ciągłego uzupełniania płynów o mało nie zasłabłem. Wszystko na to wskazuje, że mamy rozwarstwioną jedną z rur: łączącą tłumik z separatorem wody lub wylotową. Naprawa tego w warunkach morskich przy tak nielicznej załodze jest prawie niemożliwa. Na razie skutkuje metoda z ostatniej antarktycznej wyprawy – odpowietrzanie układu. Od niedzielnego wieczora płyniemy na silniku przy niemal bezwietrznej pogodzie. 

Jest poniedziałek 20 kwietnia 2020 roku, godzina 14:00 UTC. Nasza pozycja: 02o54,8’S, 019o26,4’W. Płyniemy kursem 340o, z wiatrem 2 – 4 węzłów i ze wspomaganiem silnika z prędkością 5,0 węzłów. 

 

Kategorie:Atlantyk, Morza i Oceany

9 komentarzy

  1. Zaciawiony jestem silnikiem. I tak sobie poradzicie. Czyli znowu w grze….strasznie pozdrawiam

  2. Niech moc będzie z Wami … ( moc sprawnego silnika)

    • Dzięki! Póki co działał. Teraz śmigamy wciąż na żaglach, ale wiadomo, że silnik, to kwestia bezpieczeństwa, no i jakoś do portu trzeba wjechać. A na żaglach nie wolno 😉
      Ściskamy Was! Pozdrowienia do Inowrocławia gorące przesyłamy!

  3. Narracja jak u Conrada (Korzeniowskiego). Opis nietypowego przekraczania równika na poziomie podręcznika żeglarstwa.
    Pozdrowienia dla wolnych żeglarzy – z wiosennego kraju, gdzie miarą wolności jest pozwolenie wchodzenia do lasu 🙂
    JJC.

    • Dziękujemy. Myślę, że nasz kapitan powinien się kiedyś zabrać za napisanie książki. Muszę mu chyba zacząć wiercić dziurę w brzuchu. Proszę pozdrowić drzewa od nas 😉

  4. Witamy!
    W czasach zarazy 🙂
    Spokojnej żeglugi!
    BM

  5. Serniczek jak od najlepszego cukiernika…szkoda tylko,że konsumpcja w maszynowni.

    • Witam 🙂
      Spójrzcie …być może będzie istotne w obecnej szalonej rzeczywistości ….
      https://wiadomosci.onet.pl/lublin/polacy-
      utkneli-na-jachcie-koncza-im-sie-zapasy-czlonek-zalogi-zostalismy-pozostawieni/qhwfy2n
      Pozdrawiam serdecznie ….
      Filip

      • Łatwej sytuacji nie mają. Dobrze, że paliwo zatankowali. My na szczęście wszystko mamy. Wiadomo, świeże warzywa i owoce będą się powoli kończyć, ale zapasów jedzenia mamy jeszcze na kilka miesięcy. My wracamy można powiedzieć w ramach akcji „powrót do domu”, więc powinni nas wpuścić do portu 😉
        Pozdrawiamy

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: