Mariusz:
Sztorm, który przeszedł nad nami u wybrzeży Irlandii przyniósł spore ochłodzenie. Każdego dnia zmuszeni byliśmy dokładać kolejne warstwy ubrań. Skończyło się dogrzewanie w kokpicie. Wilgotny i chłodny wiatr smagał nas od rufy. Wychładzając kokpit penetrował przez otwartą zejściówkę mesę jachtu.
Jeszcze w Kapsztadzie zamówiliśmy nową rurę wydechową do naszego ogrzewania. Chcieliśmy zmodyfikować układ zgodnie z pomysłem Wiesia po tym, jak nasze ogrzewanie zaczęło odstawiać się przy wiatrach wiejących od rufy. Rurę zdążyliśmy odebrać w dniu wypływania z Kapsztadu, ale ogrzewanie mieliśmy w proszku. Zrobiło się przenikliwie chłodno, z temperaturami pod pokładem spadającymi w nocy do 10oC.
Kierunek wiatru nie pozwolił nam nacieszyć oczu widokiem lądu. Irlandię minęliśmy w sporej od niej odległości. 13 maja późnym popołudniem zobaczyliśmy wysepki St.Kilda, leżące u północno – zachodnich wybrzeży Szkocji. Widoczność była fantastyczna i te niewielkie wyspy można było podziwiać z odległości kilkudziesięciu mil. Dzień na północy Europy zaczął się znacznie wydłużać. Poświatę mieliśmy jeszcze grubo po 2200, a brzask około 0300.
Następnego wieczora mieliśmy mijać północno – wschodni cypel Szkocji. Kusiło mnie, by przepłynąć krótszą drogą między Orkadami a głównym lądem przez rwący Pentland Firth. Jest to jeden z najniebezpieczniejszych przesmyków, ze względu na silne, dochodzące do 9 węzłów prądy. Niestety przepływanie w tym rejonie wypadło na kolejną krótką nockę. Mieliśmy mieć przeciwne prądy, co wykluczyło całkowicie podjęcie próby udania się w tą kipiel.
Postanowiłem nadłożyć nieco drogi i opłynąć Orkady od północy. Mieliśmy nadzieję, że chociaż ich widok sprawi nam przyjemność. Było to dla nas symboliczne miejsce. Przecież zaledwie 3 miesiące temu, kotwiczyliśmy w ciężkim sztormie przy Orkadach Południowych w Antarktyce. Niestety, deszcz i mgła zmieniła otoczenie tego wieczoru. Musimy zostawić sobie podziwianie krajobrazów północnej Szkocji na inny, normalny rejs.
Przy Fair Isle osiągnęliśmy najbardziej na północ położoną pozycję w naszym rejsie: 59o35,4’N. Minęliśmy ją o świcie, by uwiecznić ją w kadrze, po czym zrobiliśmy zwrot i skręciliśmy w głąb Morza Północnego.
Płytkie Morze Północne potrafi dać się żeglarzom we znaki. Buduje się tam krótka stroma fala. Ja zdecydowałem się na opływanie Wysp Brytyjskich wiedząc, że będziemy mieli na Morzu Północnym korzystne warunki. Tak też było. Przez cały trawers tego akwenu towarzyszył nam wiatr baksztagowy. Nie mniej jego siła stopniowo rosła i na wiatromierzu coraz częściej zaczęła gościć liczba większa niż 32, czyli 8 w skali Beauforta. Po niebie przesuwały się wałki ciężkich chmur. Towarzyszył im deszcz, zmiana kierunku wiania o 60o. To powodowało, że jacht nienaturalnie ustawiał się z wiatrem do fali. W konsekwencji rzucało nami na wszystkie strony, jak mówi Hania „jak kotem po tyfusie”. Wymuszało to na nas robienie zwrotu przez rufę. Przed wpłynięciem w Cieśniny Duńskie zrobiliśmy jeszcze siedem takich zwrotów. Prawdziwy zygzak po Morzu Północnym.
W Skagerrak wpłynęliśmy o północy z soboty na niedzielę 17 maja. Wiatr wyraźnie wzmógł się i zaczął dochodzić do 40 węzłów. Przez półtorej doby mieliśmy ekscytująca jazdę. Musieliśmy uważać na wzmożony ruch statków. Wiatr od rufy z lewej burty uniemożliwiał nam korygowanie kursu w prawo. Na zakręcie w Kattegat w okolicach Skagen nawet wyprzedziliśmy jeden ze statków. Płynęliśmy momentami z prędkością ponad 12 węzłów, mając tylko grota na 3 refie i zredukowanego do minimum sztaksla. Za nami piętrzyły się fale, a o ich sile mogliśmy przekonać się obserwując rozbijanie się ich o dzioby statków płynących z na przeciwka.
Morze uspokoiło się dopiero przed wejściem w Sund. Będąc w pobliżu północnego krańca Zelandii poczuliśmy zapach lądu. Ten zawsze kojarzy mi się z końcem rejsu. Zrzuciliśmy grota, by nie ryzykować wykonywania niepotrzebnych i niebezpiecznych manewrów w ciasnej i pełnej statków cieśninie. Szybko przemierzyliśmy Sund, mijając przy prawie bezwietrznej pogodzie prawą burtą Kopenhagę.
Wpłynęliśmy na Bałtyk. Dla nas oznaczało początek ostatniej prostej do Gdańska. Ponownie zaczęło powiewać. Pojawiła się cieplejsza bryza. Postanowiliśmy popłynąć na samym grocie, by nieco zwolnić i mieć czas na odrobinę snu i ogarnięcie jachtu przed wpłynięciem do portu.
Planujemy rzucać cumy w Marinie Gdańsk jutro w środę 20 maja w samo południe, chyba że Służba Graniczna nas nieco przetrzyma.
Jest wtorek 19 maja 2020 roku, 54 dni od opuszczenia mariny w Kapsztadzie, godzina 1430 czasu UTC+2. Nasza pozycja: 54o56,9’N, 016o58,1’W. Płyniemy kursem 070o, z wiatrem o sile 16-20 węzłów z prędkością 6,5 węzła. Jest mgliście i pada deszcz.

