Napisane przez: Hanuś | 2016/10/16

Sztorm przed podejściem do brzegów Afryki Południowej

Zapowiadane silne uderzenie wiatru z północy nadeszło, zgodnie z prognozami pogody, w piątkowy wieczór. Po 30 węzłowym wietrze w nos i przed kolejnym, tym razem od rufy, Neptun dał nam kilka godzin spokojnej aury. Wykorzystaliśmy ten czas na przygotowania do sztormu – sprawdzaliśmy sztauowanie rzeczy pod pokładem, mocowanie pontonu, klar na pokładzie. Zjedliśmy też obiad w względnie komfortowych warunkach, gdyż morze pamiętało jeszcze wiatr z poprzedniej nocy.
Spodziewaliśmy się silnego 35-węzłowego uderzenia od rufy, dlatego postanowiliśmy zrzucić zupełnie grota i sztormować na samym sztakslu. Do 35 węzłów z wiatrem Mariusz preferuje żeglugę na zrefowanym grocie i przednim żaglu. Jednak przy silniejszych wiatrach i zjazdach z dużych fal bom wyłożony na burtę może zahaczyć o wodę i się złamać. Nie chcieliśmy ryzykować, tym bardziej, że akwen ten słynie ze spektakularnych fal.
W piątek popołudniu wiatr od dziobu zaczął wykręcać idealnie do rufy i tężeć z każdą godziną. Gdy siła wiatru utrzymywała do 39 węzłów płynęliśmy na zrefowanej genui. Dopiero gdy po północy zaczęła pojawiać się „4” z przodu Mariusz zamienił genuę na sztaksla. Prognoza przewidywała wiatr do 35 węzłów, a my już mieliśmy regularne 40. Ale apogeum przyszło dopiero na mojej porannej wachcie, gdzie wiatr wciąż tężał, aż rozkręcił się do stałej 50. Wtedy zrefowałam nawet naszego małego sztaksla. Gdy było jeszcze ciemno, tylko w blasku księżyca widziałam grzywy fal rozbryzgujące się powyżej naszych burt. Prawdziwe przedstawienie zaczęło się po wschodzie słońca, gdy wiała regularna 50. Fale wyrastały za rufą niczym wodne ściany, po czym z impetem wjeżdżały pod łódkę i z nieprawdopodobną mocą przelatywały pod nami. Niektóre gejzery rozbijając się tuż przed dziobem zawracały przetaczając się przez pokład Katharsis II. Jacht wspaniale sobie radził. Aż miło było patrzeć, jak łódeczka tańczy z rozbawionym oceanem. Jedynie nasza szpryc buda nie podołała spotkaniu z silnym wiatrem i rozdarła się. Płótno było już mocno nadwyrężone po wietrznym pobycie na Malediwach i w Kapsztadzie planowaliśmy jego regenerację. A wygląda na to, że będziemy musieli w pośpiechu szykować nową szpryc budę, by dała sobie radę w antarktycznych warunkach.
Wiatr nie dość, że rozpędził morze i kreował ogromne fale, to zaczął już zrywać wodę z powierzchni. W promieniach porannego słońca widać było jak krople słonej wody niesione są nad falami i oblewają ocean jakby białym pyłem. Z zapartym tchem patrzyłam na to widowisko. Cieszyłam się, że jedziemy z wiatrem, bo za nic nie chciałabym w tym momencie płynąć w przeciwnym kierunku i z innej perspektywy oglądać te wodne góry.
Od około 1100 wiatr zaczął siadać i mogliśmy wrócić do żeglugi na genui. Wszystko zgodnie z prognozą, no może poza siłą wiatru. Popołudniu zaczęło cichnąć do kilku węzłów. Jedynie morze przypominało historie poprzedniej nocy. Ale ten spokój, to była jedynie cisza przed burzą. Wieczorem przyszło kolejne uderzenie.


Responses

  1. Bo jak wiatr z tyłu będzie w żagiel dmuchać,
    To wtedy łódź do przodu misi przeć… 😉

  2. 55 węzłów to już kawał wiatru! Niestety trudno jest oddać na zdjęciach wielkość fal i grozę oceanu. Chyba najlepiej ogrom fal pokazuje zdjęcie, na którym Mariusz z troską patrzy na takielunek.
    Życzę pomyślnych wiatrów na tym niezwykle niebezpiecznym akwenie 🙂

    • Zgadza się, aparat wypłaszcza fale na zdjęciach. Czasem jakaś fotka wyjdzie, jak ta którą wspomniałeś. Tak naprawdę to trzeba zobaczyć i przeżyć. A to morze wyglądało naprawdę imponująco

  3. Kolejnym razem spróbuj może z filmikiem 15-20 sec. Na filmie zawsze to lepiej widać….

  4. Chciałbym być tak dzielny jak Wy podczas spotkania z chirurgiem szczękowym…. Na pewno będę wtedy o Was myślał. Pozdrowienia

    • Powodzenia i nie zazdroszczę! Ja tam wolę moje sztormy 🙂

  5. Zaniepokoiliśmy się, bo traker pokazał,że prawie plażą sunęliście spory kawałek przedwczoraj.. Ale chyba już wszystko wróciło do normy i skaczecie po falach na pełnym morzu:) Trzymamy kciuki, do portu już blisko!
    A&J

    • Rzeczywiście można powiedzieć, że prawie plażą sunęliśmy. Szukaliśmy schronienia przy lądzie, gdzie było spokojniej – mniejsze fale i słabszy wiatr. Zazwyczaj uciekamy w morze jak przywieje, ale ten akwen ma swoje zwyczaje. Ale już praktycznie rejs za nami. Za parę godzin powinniśmy być na miejscu. Pozdrawiamy. Szkoda tylko, że Przylądek Dobrej Nadziei przyszło nam w nocy mijać, bo miałam nadzieję na fotki 😦


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: