Site icon Nie sprzedawajcie swych marzeń

Wspomnienia z Meksyku cz.13 – Adios Mexico

wypływamy z Mariny Chahue 05.02.2013

Gdy opuszczaliśmy marinę Chahua we wtorkowe popołudnie 5 lutego niebo onute było szarymi chmurami. Wiatru było jak na lekarstwo, więc wspomagaliśmy się silnikiem. Do pokonania mieliśmy prawie 700 mil morskich. Cieszyła nas perspektywa spędzenia kilku dni na morzu bez zawijania do portów. Zatokę Tehuantepec słynącą z silnych wiatrów zastaliśmy spokojną i praktycznie bezwietrzną. Taka aura występuje w tym rejonie raz na kilka tygodni. Warunki pogodowe nie pozwalały poszaleć na żaglach, ale za to sprzyjały tworzeniu urozmaiconych dań. Z okazji opuszczania wód terytorialnych i ostatecznego żegnania Meksyku Mariusz postanowił urządzić pożegnalną ucztę. Przekornie nie były to fajitas, czy inne tutejsze specjały, a pieczone kaczki z jabłkami podane z gotowanymi ziemniakami i buraczkami na ciepło. Muszę przyznać, że danie to wyszło wybornie. Do tej pory nie mogłam przekonać się to tego drobiu, ale tym razem wszystko pachniało tak cudnie, że skusiłam sie na kawałek kaczki. Ta przygotowana przez Mariusza bardzo mi zasmakowała i myślę, że od tej pory nie będę już unikać kaczki w jabłkach.
Kolejne dni przyniosły trochę wiatru i mogliśmy rozwinąć żagle. Jednak żadny sztorm już do brzegów Kostaryki nas nie dopadł. Zdąrzyliśmy przy delikatnej porannej bryzie wpłynać rano w sobotę 9 lutego do mariny w Papagayo. Dopiero gdy staliśmy już zacumowani i zabraliśmy się za mycie pokładu pogoda zmieniła się. Podmuchy do 35 węzłów zaczęły mknąć nad Zatoką Culebra.

Exit mobile version