Wspomnienia z Meksyku cz.12 – Urodziny Hanulka w Huatulco


Do mariny Chahue w Huatulco dopłynęliśmy w sobotę 2 lutego. Planowaliśmy spędzić tu weekend oraz czas niezbędny na załatwianie wszystkich formalności związanych z opuszczeniem Meksyku. Długość postoju determinowała także pogoda. Przed wyłynięciem Mariusz chciał mieć pewność, iż w Golfo de Tehuantepec, słynnej z mocnych wiatrów, nie dopadnie nas silny sztorm.
W niedzielę wypadały moje urodziny, które wyprawiono mi wspaniale. Zaczęło się już od śniadania, kiedy to na stole w mesie przywitał mnie piękny bukiet kwiatów z kartką urodzinową oraz uśmiechy i uściski od wszystkich. Urodzinowe śniadanie przygotował sam kapitan – moje ulubione omlety, które cudnie komponowały się z lampką szampana.
Urodzinowa kolacja przeszła moje najśmielsze oczekiwania… Początkowo ustaliliśmy, że z tej okazji upieczemy indyka. Miała to być wielka uczta na Katharsis. Jednak w ciągu dnia Mariusz zmienił zdanie i wieczorem, zamiast pichcić w kuchni, co z resztą bardzo lubimy robić, przenieśliśmy się w bajkową scenerię. Mariusz postanowił zabrać nas wszystkich na plażę w Tangolunda Bay, gdzie przy jednym z hoteli przygotowano dla nas stolik z pochodniami. Dookoła nie było nikogo (poza kelnerami, którzy nas obsługiwali). Słychać było tylko szum fal rozbijających się o brzeg. Atmosfera oraz sceneria były nas urocze i niesamowite, że stwierdziliśmy, iż na kolację mogłyby być suchary i woda, a i tak byłaby to cudowna uczta…. Jednak menu dorównało otoczeniu i oprawie – było olśniewające. Na koniec jeden z kelnerów przygotował specjalną kawę, której proces przygotowania był niczym spektakl z płonącymi ogniami.

Po niedzielnym ucztowaniu, w poniedziałek zaczęły sie przygotowania do wypłynięcia. Prognoza wskazywała, iż w najbliższych dniach ma być spokojnie i stosunkowo bezwietrznie. Neptun był dla nas przychylny i nie zapowiadał silnych sztormów. Trudniejsze okazało się pokonanie meksykańskiej biurokracji. Planowaliśmy załatwić wszystkie formalności w poniedziałek. Jednak zanim pani w kapitanacie przebrnęła przez formularze i niezbędne dokumenty, to biuro emigracyjne zostało zamknięte (czynne jest jedynie do 13)…. Celników umówionych mieliśmy na wtorek na 9 rano, by zaraz po ich wizycie wypłynąć. Najpierw trzeba było jednak załatwić sprawy z paszportami, czyli pojechać jeszcze raz (we wtorek, po godzinie 9 rano) do urzędu imigracyjnego, zdobyć niezbędne pieczątki, wrócić ponownie do kapitanatu po kolejne stemple, by następnie spotkać się na pokładzie z celnikami. Wszytko to trwało dość długo, a to chyba dlatego, że nie mają tu zbyt dużej wprawy w tych sprawach… Byliśmy dopiero 5 jednostką w 2013 roku (a to już luty), którą odprawiano w Huatulco. Ale w końcu wszystkie formalności zostały dopięte. O 1315 5 lutego 2013 roku opuśliliśmy marinę Chahua i obraliśmy kurs na Kostarykę.

Kategorie:Ameryka Środkowa, Meksyk

3 komentarze

  1. Życzenia wszystkiego dobrego dla jubilatki…..
    Wzrok cioci Zeni, gdy patrzy na homara – bezcenne.

  2. Hanuś
    nieustającej pomyślności i szczęścia

  3. Najlepsze zyczenia urodzinowe!!!
    Pomyslnych wiatrow i wspanialych celow!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: