Site icon Nie sprzedawajcie swych marzeń

Pożegnanie z Wyspami Salomona

powrót do Gizo 11.09.2014 ZS

Nasz pobyt na Wyspach Salomonach był niezwykle intensywny. Udało nam się odwiedzić kilka interesujących miejsc w okolicach Gizo, zaliczyć fantastyczne nurkowania, zetknąć się z tamtejszą kulturą i powiększyć kolekcję naszych pamiątek z podróży. Pogodę mieliśmy istnie wakacyjną. Do tej pory nigdzie na Pacyfiku nie zdarzyło się, by przez ponad tydzień mieć idealną pogodę nurkową, czyli słoneczną i bezwietrzną. Minusem takiej aury, poza męczącym upałem, był brak możliwości postawienia żagli i pokazania Magdzie, Markowi i Marcinowi, którzy byli pierwszy raz na Katharsis, jej prawdziwego i pięknego oblicza.
Czas nas naglił. Jeszcze 11 września pływaliśmy i nurkowaliśmy w Morovo Lagoon, chcąc maksymalnie wykorzystać czas i w nocy popłynęliśmy do Gizo. Wyjeżdżająca ekipa (Magda, Marek, Marcin i Michał) zdążyła na poranny samolot, a nas już witały Magda z Kasią. Od kilku dni były w Gizo ciesząc się salomońskim ciepłem i słońcem. Kaśka dołączyła do nas, by wspólnie pożeglować do Australii. Magda spędziła z nami dwa dni w Gizo, po czym wróciła do Polski.
Wyspy Salomona opuściliśmy 15 września. Miejsce to było jednym z ciekawszych odwiedzonych przez nas na Pacyfiku. Podwodny świat, spotkania z tutejszymi mieszkańcami i zetknięcie z salomońską kulturą wywarło na nas duże wrażenie. Ludzie żyją tu niczym w raju – otaczają ich wspaniałe widoki, turkusowa woda, mnóstwo słońca, bogate życie świata podwodnego. Jednak często jest to wszystko co posiadają. Żyć jak przodkowie, mając świadomość istnienia nowego świata musi być trudne. Tym bardziej, że docierają tu informacje o postępie cywilizacyjnym, a oni są zawieszeni gdzieś pomiędzy przeszłością a nowym światem i nie mogą tego zmienić. Prowincja Zachodnia, czyli Gizo oraz okolice i tak wypadały całkiem nieźle, jeśli chodzi o zamożność mieszkańców. Świadczy o tym chociaż fakt, że prawie wszystkie dzieciaki w wioskach były poubierane. Na południu Guadacanal, naszym pierwszym przystanku na Wyspach Salomona, sytuacja mieszkańców wyglądała znacznie gorzej. Dzieci po zdjęciu mundurków po powrocie ze szkoły nie miały często co na siebie ubrać i widać było, że je to krępuje. Cieszyłam się, gdy mieszkańcy starali się z nami w jakiś sposób handlować, sprzedając nam na przykład trzy kokosy do picia. My mogliśmy się im odwdzięczyć ubraniami, naszą żywnością, materiałami szkolnymi. Była to wymiana, a nie rozdawanie. Myślę, że dla tych ludzi to też było ważne, gdyż mogli w ten sposób zachować honor. Staraliśmy się także zawsze kupić jakąś muszlę, czy rękodzieło. Sprzedaż przepięknych mahoniowych, hebanowych lub kamiennych rzeźb, w które włożono niezwykle dużo pracy były praktycznie jedynym dochodem mieszkańców. Zetknięcie z ludźmi, którzy poza kawałkiem ziemi i domu z liści palmowych nic nie mają, było momentami przygnębiające i zmusiło mnie do refleksji oraz przyjrzenia się sobie oraz mojemu światu.

Exit mobile version