Napisane przez: Hanuś | 2014/10/01

Kraina Łowców Głów – Vonavona i Rendova

Po przywitaniu ekipy w Gizo jak najszybciej podnieśliśmy kotwicę i popłynęliśmy do wioski Boboe w lagunie Vonavona. Na odwiedzenie tego miejsca namówił nas Bill – jej mieszkaniec i jak się później okazało także pastor. Podczas naszego pobytu w Gizo jeszcze w sierpniu przypłynął z kuzynem by sprzedać nam swoje rzeźby. Opowiadał wówczas o swojej wiosce i urokach pobliskiej rafy. Gdy wróciliśmy na łódkę we wrześniu pojawił się ponownie i umówiliśmy się na wypad w jego rejony.
Laguna Vonavona jest płytsza od Marovo. Żegluga w jej wnętrzu nie należała do łatwych. Nasze mapy nie pokazywały głębokości ani większości raf. Mariusz znalazł gdzieś informację, że jej głębokość wynosi 4 do 5 metrów. Ponownie ściągnął zdjęcia satelitarne regionu i w ten sposób wytyczył trasę. Momentami mieliśmy mniej niż metr wody pod kilem, jednak ani razu nie dotknęliśmy dna. Po dopłynięciu do Malazaki Island umówiliśmy się z Billem na nurkowania w okolicy i wizytę w wiosce. Mieszkańcy Wysp Salomona nie kultywują rytuału savusavu, jak na Fidżi, niemniej zawsze wypada spytać się lokalnego wodza o zgodę na pobyt i wskazanie miejsc tabu. Często za odwiedzenie miejsc historycznych – kastom i za możliwość nurkowania pobierane są opłaty, które przekazywane są na rzecz wspólnoty tworzonej przez mieszkańców. Bill w imieniu swojej wioski poprosił nas także o pomoc przy naprawie silnika do łódki, która jest dla nich jedynym sposobem dostania się do Gizo. Zadania podjął się Kuba.
W ramach zwiedzania wioski odwiedziliśmy kościół i szkołę, gdzie Roma nakreśliła granice naszego kraju i opowiedziała trochę o Polsce. Z okazji naszego przyjazdu lokalni artyści przygotowali swoje skarby i zorganizowano małą wystawę salomońskiego rzemiosła oraz staroci. Poza najróżniejszymi rzeźbami kupić można było starą biżuterię należącą do żony wodza, jak również tradycyjne pieniądze z muszli. Zanim pojawiła się na Wyspach Salomona waluta w postaci dolarów, poza wymianą barterową funkcjonowały także muszlowe pieniądze. Były to krążki zrobione ze skamieniałych przydaczni. Im większy i grubszy krążek, tym większa była jego wartość. Za takie pieniądze wodzowie kupowali żony i ziemie.
Po kolejnych kilku godzinach uważnej żeglugi po wodach Vonavona, otaczającej wyspę o tej samej nazwie, zakotwiczyliśmy jeszcze w jednym miejscu – przy Lola Island. Jest to niewielka wysepka z piękną złotą plażą, na której znajduje się mały hotel. Poza chęcią zjedzenia homarów na lunch w niewielkiej restauracji i przetestowaniem nowych miejsc nurkowych, chcieliśmy jeszcze odwiedzić Skull Island, leżącą nieopodal. Dla tubylców jest to święte miejsce, dlatego nie chcieliśmy sami tam płynąć. Poprosiliśmy w Zipolo Habu Resort o zorganizowanie łódki z tutejszym przewodnikiem. Skull Island była czczona przez mieszkańców Laguny Roviana, której wodzowie słynęli z polowań na ludzi. Zapuszczali się oni na łowy od Gizo po wyspy Isabel i Choiseul. Zdobywając głowy przywódców i wojowników innych plemion wierzono, że przejmuje się ich siłę i moc. Na Skull Island odbywały się modły za powodzenie połowów rybackich, jak również za pomyślność polowań na ludzi, dlatego tutaj składowano trofea, by dodawały mocy i wspierały modły.
Skull Island okazała się niewielkim skrawkiem koralowej skały porośniętej gęsto palmami i tropikalną roślinnością. Na środku wysepki utworzono z koralowców podest, na którym umieszczano ołtarze z czaszkami. Teraz znajduje się tam zaledwie kilkanaście czaszek, gdyż sanktuarium ucierpiało podczas wielu huraganów. W XIX wieku w czasach świetności wodzów i polowań z jednej wyprawy przywożono nawet 80 czaszek.
Na całych Salomonach praktykowano zdobywanie głów, jednak najsilniej było to kultywowane w okolicach Wysp Vonavona i Rendova. Dlatego pobyt w tych okolicach nazwaliśmy wizytą w Krainie Łowców Głów.

Naszym kolejnym celem, było jedno ze słynnych nurkowo miejsc na Salomonach – Rendova Island. Munda Bar, przez który musieliśmy przepłynąć, by wydostać się na zewnątrz laguny, okazał się łatwą przeszkodą dla Katharsis. Zatrzymaliśmy się w zatoce przy Kenelo Point. Z pokładu widzieliśmy kilka domostw na brzegu i to całkiem porządnie wybudowanych. Jak się później okazało, a dokładniej jak dowiedzieli się Marek z Marcinem, którzy w każdym nowym miejscu zawierali znajomości z tubylcami płynąc do nich na ląd na deskach lub zagadując podpływających do nas na pirogach, że mieszka tu jedna rodzina, około 20 osób. Bogato pobudowane, jak na salomońskie warunki, budynki są własnością członków rodziny, którzy przez lata pracowali w Australii, Nowej Zelandii i Kanadzie. Zamontowano nawet kilka baterii słonecznych i telewizję satelitarną. Był to spory kontrast w porównaniu do oddalonej o kilkanaście mil morskich wioski Boboe.
Nurkowanie na zewnątrz Haipe Reef, a nawet we wnętrzu tuż pod łódką były bardzo ciekawe. Jedna tylko rzecz była niepokojąca… Gdy byliśmy już po kąpielach w idealnie przejrzystej wodzie zatoki i po nurkach na rafie swoją obecność zaznaczyły krokodyle. Jeden śmignął koło nas, gdy byliśmy w drodze na kolejne nurkowanie na zewnątrz rafy. Cały czas płynął pod wodą i dostrzegliśmy go dopiero, gdy pojawił się przy samym pontonie. Poważnie nas wystraszył i nie zdecydowaliśmy się nurkować blisko przesmyku i wejścia do zatoki, gdzie początkowo planowaliśmy, tylko odpłynęliśmy daleko wzdłuż rafy, hen od spotkanego czterometrowego gada. Podczas gdy my przeżywaliśmy spotkanie z krokodylem i rozglądaliśmy się dookoła przed zanurzeniem pod wodę, Magda beztrosko pływała wokół jachtu. Woda była tak przejrzysta, że postanowiła wrócić na jacht po maskę z rurką. Po wejściu na pokład, Marek wypatrzył w pobliżu jachtu sporej wielkości krokodyla. Od tego czasu już nikt do wody nie wszedł, a my na drugi dzień pożeglowaliśmy do Morovo Lagoon z dala od krokodyli z Rendova.


Responses

  1. To jest prawdziwa egzotyka. Pływanie z krokodylami – prawdziwy hardcore. Widok handlującego na końcu świata Mareczka – bezcenne. A do tego tubylec z Vonavona ubrany w Markowe markowe okulary. Super.
    Pozdrowienia i ucałowania dla wszystkich.
    Z niecierpliwością czkamy na dalsze relacje z Luizjadów


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: