Napisane przez: Hanuś | 2011/02/11

Kierunek – kolo podbiegunowe (09.02)

W srode pogoda sie poprawila i moglismy bezpiecznie opuscic Wyspy Argentynskie i ruszyc na poludnie. Wialo slabo z polnocnego-wschodu. Poczatkowo swiecilo slonce i gdzie niegdzie pojawialy sie gory lodowe. Pyrkajac na silniku pokonywalismy kolejne mile morskie. Popoludniu wraz ze sloncem opuscil nas tez spokoj. Ilosc lodu stopniowo sie zwiekszala, nie wrozac nic dobrego… Gromadzace sie przy burtach Katharsis coraz to wieksze ilosci lodu budzily w nas niepokoj. Okolo godziny 1700 doplynelismy do miejsca, mozna powiedziec, uslanego w lodzie. Plynelismy bardzo powoli, zachowujac predkosc manewrowa, zeby omijac wieksze bryly lodu. Mniejsze odpychane byly przez ekipe na dziobie za pomoca dlugich tyczek. Napiecie na pokladzie roslo jak w dobrym trillerze. Gdzies zaczely pojawiac sie mysli, ze trzeba bedzie zawracac i zarzucic plan poplyniecia na kolo podbiegunowe. Ale jeszcze bardziej gnebily mysli, ze jak lod zacznie sie zaraz zageszczac, co moze spowodowac nagly wiatr lub zmiana pradu, to bedziemy po prostu uwiezieni wsrod lodowych rzezb. A to bylby juz scenariusz do horroru…

Na szczescie udalo nam sie znalezc przeswit i umknac z tej lodowej pulapki. Mariusz szybko znalazl plan B. Przeanalizowal jak przy kierunku wiatru majacym wiac przez najblizsze godziny beda przesuwac sie lody. Wytyczyl nowa trase do bezpiecznego kotwicowiska, gdzie mielismy przeczekac noc. Wiadomo, plywanie po ciemku wsrod tych bialo-snieznych przeszkod jest wybitnie niebezpieczne. Wieczorem bezpiecznie rzucilismy kotwice przy dwoch malych wysepkach, mogacych nas skutecznie ochronic przed przesuwajacym sie lodem. Najwiekszym niebezpieczenstwem tej nocy byla dla nas ewentualna zmiana kierunku wiatru. Dlatego podczas wachty kotwicznej wzmozona uwage skupialismy na wiatromierzu. Okolo 0400 nad ranem wiatr nas troche wystraszyl, kiedy dal do 45 wezlow. Na szczescie byl to tylko chwilowy kaprys, szczesliwie bez zmiany kierunku. Sile podmuchow kotwica wytrzymala.

Okolo 1100 wiatr zelzal na tyle, ze moglismy podniesc kotwice i obrac kurs na rownoleznik 66. Caly dzien byla paskudna pogoda, wialo, padal deszcz na zmiane ze sniegiem, bardzo pogarszajac widocznosc. A bylo czego wygladac…. Przeplywaly kolo nas gory lodowe wielkosci malych wiosek w towarzystwie calych gromad mniejszych bryl lodowych. Po dosc meczacym dniu, 10 lutego o godzinie 1900 Katharsis II przeciela poludniowe kolo podbiegunowe.

No to sie udalo! Ale musze przyznac, ze latwo nie bylo… Jak przypomne sobie te gestosc lodu z poprzedniego popoludnia…. Neptun nam na szczescie odpuscil i pozwolil dotknac kolo podbiegunowe. Nasz kapitan wypil z nim symboliczna szklanke rumu i ruszylismy w droge powrotna na Patagonie, zostawiajac za rufa nieprawdopodobna Antarktyde.

Mariusz:

Nic dodac, nic ujac. Udalo sie nam bezpiecznie dopiac celu. Plyniecie dalej na poludnie nie mialo juz sensu. Jedyne znane mi miejsce na rzucenie kotwicy, to malenka wysepka Detaille, dwadziescia kilka mil ponizej kola polarnego. Wyspa ma przebadane dno tylko od polnocy, tam jest wiec komfortowe kotwicowisko. Od pieciu dni wiatr wial bezustannie z polnocno wschodniego kierunku, tak wiec zatoczka zapewne zawalona byla lodem. Podobnie jak poprzedniego dnia przejscie kolo Prospect Point. A bez bezpiecznego schronienia, zwlaszcza w nocy, plywanie wsrod lodu to igranie z losem. Prognoza na noc przewidywala sztorm w Zatoce Malgorzaty, lezacej na poludnie od naszej pozycji, tak wiec podjalem decyzje o powrocie.

Od przesmyku Matha do Przyladka Horn dzieli nas 630 mil morskich. Powrot jest nieco trudniejszy niz doplyniecie na Antarktyde, podobnie jak zejscie ze szczytu, ktore z reguly jest trudniejsze od wspinaczki.

Na szczescie po raz pierwszy od dwoch tygodni pojawila sie taka kombinacja nizow, ktora powinna byc laskawa dla nas. Rozpoczelismy podroz od malego przetrzepania przez front zwiazany z nizem, ktorego centrum jest nieco na zachod od nas. Polnocny wiatr mial nam pozwolic w nocy z czwartku na piatek oddalenie sie od Polwyspu Antarktycznego. Tak sie stalo i bedac na wodach, na ktorych nie powinno byc juz nieoznaczonych skal, moglismy po dziesieciu godzinach plyniecia skrecic na polnoc. Wiatr oczywiscie skrecil na zachodni. Adrenaliny nie brakowalo przed zapadnieciem ciemnosci. Gotow bylem stanac w dryfie, by uniknac ewentualnej kolizji z gora lodowa, ale wyglada na to, ze ten kilkudniowy wiatr zepchnal lod bardziej na poludnie.

Przez najblizsze 24 godziny bedziemy zeglowac w kierunku Hornu. Jutro wieczorem spodziewam sie sztormu, ktorego centrum powinno byc na polnoc od nas. Bede chcial poplynac z tym silnym wiatrem w kierunku Pacyfiku, by zminimalizowac bonanze pod pokladem i podejsc pod Przyladek Horn od zachodu. Taki jest plan na dzis. Poki co zaloga w dobrych humorach, chociaz nieco zmeczona wczorajszymi kwadratowymi falami, ktore towarzyszyly naszemu wyplynieciu z Antarktydy.


Responses

  1. I tak właśnie spełniają się marzenia o które warto walczyć !!!
    Gratulacje dla wszystkich!!!
    Buziaki dla Mareczka :* Kasia

  2. Gratulacje dla całej Ekipy Katharsis II!! Mega szacun!!

    [ przesyłam buziaki dla Kuby 🙂 ]

  3. Moje gratulacje przekroczenia koła podbiegunowego. Blog jest extra i cieszę się, że go regularnie prowadzicie. Moglibyście jedynie robić od czasu do czasu zrzut map z trasą jaką robicie lub wykorzystać maps.google.com do pokazania swojej trasy…

    Pozdrawiam i stopy wody pod kilem,
    Paweł Premicz

  4. Ahoj żeglarze,
    Bardzo Wam gratuluje tak wspaniałego wyczynu – naprawdę szczere się cieszę.
    Bloga śledzę od jakiegoś czasu a to za sprawą wspólnego znajomego Irka. O. ( Poznaliśmy się z w Palma de Mallorca w 2002, który był chyba wtedy również z Mariuszem na rejsie).
    Rzadko, ale mamy kontakt mailowy i wspominał ze pływał jakiś czas temu na Katharsis, a wiadomo Internet to kopalnia informacji i tak trafiłam Haniu na Twój blog.
    Nalezę również tez do ludzi pozytywnie zakręconych i czytane przez mnie Twoje spostrzeżenia, opisy powodują ze chociaż na chwile mogę pokolorować sobie zimową rzeczywistość (nawet te relacje z Antarktydy J)
    30 kwietnia lecimy na 2 tygodnie na Martynikę, gdzie wypożyczamy katamarany i zamierzamy płynąc dalej na południe czyli Wyspy Zawietrzne (część archipelagu Małe Antyle). W naszym zasięgu są Grenadyny, Grenada, St Lucia, st Vincent i Barbados. Hania jeżeli masz jakiekolwiek cenne rady, miejsca, zatoczki , które powinniśmy odwiedzić (a nie wspomniałaś na blogu) będę wdzięczna za info.

    Jeszcze raz gratulacje tak wspaniałego wyczynu i spełnienia swoich MARZEŃ..

    Patrycja
    patrycja.manthey@gmail.com


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: