Napisane przez: Hanuś | 2015/01/26

Katharsis II z wizytą na Macquarie Island

Wyspa Macquarie znajduje się mniej więcej w połowie drogi między Tasmanią a Antarkydą na 54° 30′ S, 158° 57′ E. Geograficzne zaliczana jest ona to terytoriów subantarktycznych, a politycznie podlega pod władze Tasmanii. Jest to niezwykle ciekawe miejsce, zarówno ze względów geologicznych, jak również występującej tu fauny i flory. Maqcuarie powstała między 30 a 11 milionów lat temu w wyniku wypiętrzenia się dna oceanu na skutek stykania się dwóch płyt oceanicznych – australijskiej i pacyficznej. Jest to jedynie miejsce na Pacyfiku, gdzie lądem jest dno oceanu. Dla Europejczyków wyspę odkrył Frederick Hasselborough 11 lipca 1810 roku. Została ona przyłączona do kolonii brytyjskiej – Nowej Południowej Walii i nazwano ją na cześć ówczesnego gubernatora tej prowincji. Od 1890 roku Macquarie należy do Tasmanii. Początkowo wyspa wykorzystywana była do pozyskiwania oleju (1902-1920). Wytwarzano go z tłuszczu pingwinów. W latach 1911-1914 stanowiła bazę dla Australijskiej Ekspedycji Antarktycznej. Doceniając unikalność tego miejsca władze Tasmanii ustanowiły wyspę jako sanktuarium dzikiej przyrody (od 1933), a od 1972 roku Macquarie jest rezerwatem podlegającym pod Tasmańskie Parki Narodowe. W 1997 roku wyspa została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, głównie ze względu na unikalne cechy geologiczne.
Nas pociągało to miejsce przede wszystkim ze względów na jej mieszkańców – słonie morskie, których jest tu ponad 100 tysięcy oraz cztery gatunki pingwinów: białobrewe (ang. Gentoo Penguin), królewskie (ang. King Penguin), skocze scalne (ang. Rockhopper Penguin) oraz występujące wyłącznie na Macquarie pingwiny krótkoczube (ang. Royal Penguin). Wyspa jest domem dla 3,5 miliona ptaków morskich. Niezwykle malowniczy krajobraz Macquarie zawdzięcza bogatej, jak na te szerokości geograficzne, florze. Nie występują tu drzewa, jedynie trawy a roślinność nie wyrasta powyżej 1 metra. Ekosystem wyspy zaburzany był systematycznie od czasu przybycia na nią ludzi w XIXw. Foki, słonie morskie i pingwiny zabijane były dla futer i tłuszczu. Wrogiem dla ptaków stały się przywiezione na statkach szczury i myszy. Z kolei florę wyniszczały króliki, które rozprzestrzeniły się po pozostawieniu ich przez poławiaczy fok około 1870 roku.
W 2007 roku rządy Australii i Tasmanii podjęły decyzję o rozpoczęciu akcji oczyszczania wyspy z intruzów. Przeznaczono na ten cel około 25 milionów dolarów australijskich. Przedsięwzięcie zakładało walkę poprzez rozkładanie pułapek oraz polowania z udziałem psów. Akcję wspierali nowozelandzcy myśliwi. Przez osiem lat zmagano się ze szczurami, myszami i królikami, aż 8 kwietnia 2014 roku ogłoszono wyspę wolną od tych szkodników. Stopniowe pozbywanie się przez te lata królików, pozwoliło odbudować roślinność. Na stacji pokazywano nam zdjęcia poszczególnych miejsc sprzed lat, które mogliśmy porównać ze stanem obecnym. Gołe połacie ziemi na nowo porastają wspaniałe bujne trawy.
Myślę, że z obawy przed przywiezieniem przez żeglarzy na wyspę szkodników, tasmańskie władze nakładają tak duże obostrzenia dla odwiedzających jednostek. Jedynie dwa jachty rocznie mogą uzyskać pozwolenie na odwiedziny na wyspie, przy spełnieniu odpowiednich wymogów. Jednym z nich jest posiadanie certyfikatu czystości wystawione przez specjalne służby sanitarne. Taką kontrolę Katharsis II przeszła w Hobart. Pozwolenie na odwiedziny Macquarie wystawione mieliśmy przez szefa Parków Narodowych Tasmanii na dwa dni – 22-23 stycznia. Ze względu na pogodę nie byliśmy w stanie dotrzeć w tym czasie na wyspę. Na szczęście udało się Mariuszowi przesunąć ten termin na 23-24. Ostatnie odwiedziny jachtu miały miejsce dwa lata temu. Nasz pobyt na Macquarie był pierwszą wizytą Polaków na wyspie.
W czasie pobytu na lądzie jest się pod opieką tutejszych strażników parku. Mariusz z szefem strażników – Chrisem kontaktował się jeszcze przed dopłynięciem na miejsce. Na całej wyspie wyznaczone są dwa miejsca, gdzie turyści mogą zejść na ląd. Jednym są okolice bazy przy Buckles Bay przy północno-wschodnim krańcu wyspy, a drugim – Sandy Bay położona na wschodnim wybrzeżu. Mariusz ustalił z Chrisem, że pierwszego dnia odwiedzimy Sandy Bay, gdzie naszym przewodnikiem będzie Mike – strażnik parku, nowozelandzki myśliwy biorący udział w akcji oczyszczania wyspy ze szkodników. Na drugi dzień zaplanowany mieliśmy spacer z Chrisem po bazie i okolicy. Na Macquarie dopłynęliśmy późnym wieczorem, więc nie mogliśmy przyjrzeć się od razu wyspie. Następny poranek był z kolei bardzo mglisty, co też nie pozwalało na podziwianie krajobrazów. Po ustaleniu z Chrisem harmonogramu naszego pobytu, popłynęliśmy do Sandy Bay, gdzie czekał na nas Mike. Widoczność była bardzo słaba, ze względu na gęstą mgłę. Ale zbliżając się do lądu można było dostrzec pingwiny rozsiane na każdej plaży i usłyszeć ich głośny gwar. Sandy Bay zamieszkują słonie morskie, wydrzyki, kolonia pingwinów królewskich i trzy kolonie pingwinów krótkoczubych. Po wylądowaniu na plaży przywitali nas przedstawiciele wszystkich mieszkańców. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem tego niezwykłego miejsca. Oba gatunki pingwinów widziałam po raz pierwszy. Nie mogłam się napatrzeć na cudnie mieniące się żółto-pomarańczowe piórka i grzywy. Im intensywniejsze ubarwienie, tym starszy osobnik.W przypadku krótkoczubych długość grzywy i jej kolorystyka zdradzają wiek. A u pingwinów królewskich nasycenie barwnika w piórkach podgardla i na łbie świadczy o przeżytych zimach.
Po zachwytach nad stadem słoni wylegujących się na plaży i przywitaniu się z pierwszymi pingwinami, Mike zabrał nas na plażę, gdzie swoje lęgowisko miała kolonia pingwinów królewskich. Widok był nieprawdopodobny. Na całej długości i szerokości plaży usadowione były te cudne nieloty. Mieliśmy niezwykle dużo szczęścia, gdyż trafiliśmy na koniec okresu wysiadywania jaj. Dzięki czemu udało nam się zobaczyć zarówno pingwiny wysiadujące jaja, jak również pierwsze młode wyklute w tym sezonie. Samo zobaczenie tych pingwinów było dla mnie ogromnym przeżyciem. A ten dodatkowy prezent, jakim było zobaczenie jaj i młodych, było pełnią szczęścia i aż wydawało się niemożliwym. Byłam wzruszona tym widokiem. Jak to mówi Tomciu, „wzruszyłam się jak stary siennik” i popłakałam z wrażenia.
Kolejnym miejscem, które pokazał nam Mike, była kolonia pingwinów krótkoczubych usytuowana na wzgórzu. Na wzniesieniach znajdują się trzy duże kolonie tych osobników. Widzieliśmy wąwóz, którym pingwiny schodzą w dół do morza, gdzie wypływają na żer, a następnie drepczą pod górę do kolonii. Zastanawiało mnie, dlaczego pingwiny te zadają sobie tyle trudu, żeby wdrapać się pod górę, a nie zajmą równiny bliżej plaży. Na drugi dzień Chris opowiedział nam, że jedna z teorii wyjaśnia to w ten sposób, że pingwiny na okres rozrodczy wracają w miejsce, gdzie rozmnażali się ich przodkowie. Mają jakby zakodowaną tą pozycję geograficzną w głowie i zawsze wracają w to samo miejsce. Jako, że wyspa wciąż podnosi się – 1mm rocznie, to może obecne miejsca wylęgu, były niegdyś blisko plaży, a teraz znajdują się na równinach wśród wzgórz.
Emocji i wspaniałych przeżyć po wizycie w Sandy Bay nie brakowało nam. Ale to nie był jeszcze koniec miłych niespodzianek na ten dzień. Na wieczór zostaliśmy zaproszeni do bazy na kolację. Jako, że spędziliśmy z Mike’m cudowne popołudnie, to postanowiliśmy zabrać go ze sobą z powrotem do Buckles Bay, gdzie znajdowała się baza. Mike miał podążyć na południe, by skontrolować kolejne miejsca, jednak zdecydowaliśmy się go porwać. Obiecaliśmy odstawić go do Sandy Bay następnego popołudnia. Po konsultacji przez radio ze swoim szefem Chrisem, Mike pozwolił się porwać. Z takiego przebiegu zdarzeń ucieszyła się Kate, dziewczyna Mike, która spodziewała się go zobaczyć dopiero za kilka dni.
Tego lata w bazie przebywało 16 osób, które zgotowały nam niezwykle ciepłe przyjęcie. Szefem stacji jest Ivor Harris, który w młodości latał na polskich szybowcach. Pamiętał ich dziwnie brzmiące nazwy: mucha, jaskółka, bocian. Kucharz – Ben Bogusz, którego ojciec był Polakiem, przygotował wspaniałą ucztę. Przed kolacją zostaliśmy poczęstowani piwem, które w bazie warzy Peter. Wieczór upłynął niezwykle miło. Takiego przyjęcia zupełnie się nie spodziewaliśmy. Okazało się, że jesteśmy pierwszą ekipą, która została zaproszona na kolację. Zazwyczaj turyści częstowani są herbatą i ciastkami po zwiedzaniu bazy. My ugoszczeni zostaliśmy wspaniałą kolacją, na którą poza kilkoma daniami gorącymi, podano także sałatkę ze świeżych warzyw. Było to dla nas ogromne wyróżnienie, zważywszy, że warzywa są tutaj niezwykle cenne. Hodowane są pod specjalnymi lampami w jednym z małych budynków w bazie. Całe zaopatrzenie na wyspę dostarczane jest tylko raz do roku, więc żywność, to głównie suchy prowiant oraz produkty mrożone. Jedzenie świeżych warzyw to w takim miejscu duże święto i my mogliśmy w nim uczestniczyć. My dołożyliśmy się z kilkoma butelkami wina, które przyczyniły się do zaciśnięcia więzi i długich debat.
Na drugi dzień mgła podniosła się i nad Macquarie świeciło ciepłe słońce. Wyspa wyglądała cudownie. Płaskowyż otulony soczystą zielenią z obwódką czarnych bazaltowych plaż odcinających wyspę od niebieskiego oceanu malował wspaniały widok. Zgodnie z prognozami, pogoda miała się wkrótce zmienić, jednak nam udało się to słoneczne przedpołudnie wykorzystać na spacer po bazie i okolicy. Chris najpierw zabrał nas przed biuro meteorologiczne, gdzie byliśmy świadkami wypuszczania balonika ze stacją pomiarową. Codziennie o 1015 i 2215 dokonywane są pomiary. Balonik wypełniony wodorem porywa ministację z czujnikiem temperatury, wilgotności powietrza i ciśnienia w atmosferę, skąd przesyłane są dane do biura i dalej do centrum meteorologicznego na kontynencie.
Chris opowiedział nam o historii wyspy, o jej walorach geologicznych i faunie oraz florze. Weszliśmy razem na punkt widokowy, z którego rozpościerał się wspaniały widok na okolicę. Odwiedziliśmy także kolonię pingwinów białobrewych i słonie morskie wylegujące się w trawach przy plażach Buckles Bay. Po spacerze zatrzymaliśmy się na chwilę w mesie, gdzie wypiliśmy kawę i pożegnaliśmy się ze wszystkimi. Po krótkiej rewizycie na Katharsis II popłynęliśmy do Sandy Bay, gdzie wysadziliśmy Mike’a. Zanim obraliśmy kurs na Morze Rossa i pożeglowaliśmy na południe, popłynęliśmy wzdłuż wybrzeża do Lusitania Bay, by z pokładu zobaczyć olbrzymią kolonię pingwinów królewskich. Późna pora i rozwiewający się wiatr uniemożliwiły nam spuszczenie pontonu. Tym akcentem zakończyliśmy naszą niezwykłą wizytę na Macquarie Island.
Gnamy dalej na południe. Za godzinę przekroczymy sześćdziesiąty równoleżnik i w ten sposób wpłyniemy na wody Antarktyki. Otacza nas wilgoć i przenikliwy chłód, ale na mróz musimy jeszcze poczekać. Przetacza się przez nas ostatni chyba sztorm przed dojściem do strefy lodu. Jutro powinniśmy zobaczyć pierwsze góry lodowe.
Selma Expedition, która wypłynęła trzy dni przed nami toruje nam drogę, będąc ponad 400 mil przed nami. Jesteśmy w kontakcie z nimi i mamy nadzieję na antarktyczne rendezvous.
Jest poniedziałek 26 stycznia 2015 roku, godzina 1800 czasu łódkowego (UTC+11). Nasza pozycja: 59st.56min. S 163st.29min. E. Wieje północno-zachodni wiatr o sile 45 węzłów. Płyniemy kursem 140 z prędkością 10 węzłów. Do Bay of Wales pozostaje nam 1270 mil morskich.


Responses

  1. Przepiękne dopełnienie moich wirtualnych exploracji.
    Pozdrowienia

    • Cieszymy się, że wciąż jesteście z nami!

  2. Wspaniały , prosty świat przyrody. Dziękuję za piękną relację. Pozdrawiam, Krzychu.

  3. Hanuś!

    Super interesująca relacja z pobytu na Macquarie Island! Wyspy, z pewnością dla większości z nas, kompletnie nieznanej! I jeszcze fajniejszy foto-reportaż! Musisz koniecznie pomyśleć, po powrocie – whenever it will happen! – o napisaniu książki–relacji z paroletniego rejsu na Katharsis II, z bogatym materiałem zdjęciowym. Byłaby to super pozycja na rynku. Z wielką ochotą bym ją przeczytał. 🙂

    W chwili gdy piszę tę notkę widzę, że przekroczyliście już 61 równoleżnik! Zatem jesteście już w bezludnych sześćdziesiątkach …
    Świetna pozycja – patrząc na to, co dzieje się z Selmą od ponad doby pod Ballenami … Ale na pewno wszystko to wiecie!

    Trzymajcie się bezpiecznie, ściskam,

    Robert

    • Dziękujemy za takie ciepłe wsparcie. Rzeczywiście staramy się dobrze żeglować. Pozdrawiamy

  4. Mapy ogólnodostępne mało przydatne do lokalizacji waszego miejsca postojów,dlatego lepiej je podawać też z danymi szer. i dł.geograficznej.Życzę przychylnych dla Was żywiołów.

    • Na trackerze jest możliwość nałożenia siatki geograficznej. Może będzie czytelniej.
      Pozdrawiamy

  5. Przegenialne, po prostu przegenialne! Doktorze Mariusz, łap się w kadry, co byśmy mogli Ciebie tutaj lepiej widzieć!:)

  6. Ku… ale jazda!!!!!!

    • Piotruś, miejsce obłęd! I na pewno pod wodą są te Twoje stworzonka!

  7. Ze zdjęć napradę wynika, że pingwiny były wszędzie. Ale to musiał być niezwykły widok! Bardzo chętnie bym to sam ujrzał… Pamiętam, że widziałem kiedyś pingwina na plaży w Mrzeżynie. Zabłąkał się jeden. Zabrali go gdzieś potem, nie wiem gdzie. Ale nikt nie chciał mi uwierzyć, że widziałem go w środku lata na plaży…

  8. Ale ciśniecie. Fantastico! Trzymajcie się ciepło! bo tego Wam zapewne potrzeba. Pozdrowienia.

  9. Przepiękne relacje czytając i oglądając można choć na chwilę przenieś się w ten niezwykły klimat Waszych obłędnych podróży i zmagań z żywiołem.Gratulujemy i kibicujemy Wam z całego serca.SZCZĘŚĆ WAM BOŻE! Krystyna i Tadeusz Wiącek z rodziną. Inowrocław


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: