Napisane przez: Hanuś | 2018/02/19

Półmetek wyprawy

Mariusz:
14 lutego 2018 roku, po 53 dniach i 10 godzinach oraz przebyciu 7975 mil morskich od wypłynięcia z Kapsztadu w RPA, Katharsis II minął południkowy półmetek wyprawy dookoła Antarktydy z metą w Hobart w Australii. Był nim południk 97st.07’E. 4 dni wcześniej Katharsis II przepłynął połowę z 360 południków potrzebnych do domknięcia pętli wokół Antarktydy poniżej 60o szerokości geograficznej południowej. Od wejścia na wody Antarktyki na przecięciu równoleżnika 60oS przepłynięcie połowy Antarktycznej pętli zajęło 35 dni i 20 godzin.
Średni dobowy przelot w pierwszej połowie wyprawy wyniósł 149,3 mil morskich, przy czym na etapie z Kapsztadu do 60.st. szerokości geograficznej południowej był znacznie większy i wynosił 171,7 mil morskich, a w pasie Antarktyki między 60.st. a 70.st. szerokości geograficznej południowej wyniósł 141,8 mil morskich. Widać wyraźnie, że żegluga w kierunku wschodnim po wodach Antarktyki jest wolniejsza od tej samej po wodach Oceanu Południowego.
Takie są dotychczasowe statystyki z pierwszej połowy wyprawy. W drugiej wzrośnie nieco udział płynięcia po czystych od lodu wodach Oceanu Południowego. W pasie Antarktyki nie będą nam za to sprzyjały jasne noce, gdyż kończy się już lato na półkuli południowej. W miejscach występowania gór lodowych, podczas ciemnych godzin i ograniczonej widoczności, będziemy musieli bardzo zwalniać, czy wręcz stawać w dryfie, by uniknąć kolizji z lodowym niebezpieczeństwem. Liczę z kolei na nieco korzystniejsze układy pogodowe niż do tej pory. Końcówka lata powinna przynieść silniejsze wiatry, a co za tym idzie szybszą żeglugę.
Czy uda nam się poprawić statystyki pokażą najbliższe tygodnie. Zależy mi na jak najlepszym tempie żeglugi, ale nie za cenę bezpieczeństwa. Kiedy decydowałem się podjąć wyzwanie, jakim jest opłynięcie Antarktydy po jej wodach, stawiałem sobie za główny cel trasę, czyli zrobienie pętli po wodach Antarktyki non-stop. Takiej trasy żaden żeglarz wcześniej nie pokonał. Jest to wyzwanie samo w sobie. Dwie znane mi próby opłynięcia Antarktydy na wodach położonych na południe od 60 równoleżnika, podejmowane przez doświadczonych żeglarzy, kończyły się przerwaniem rejsu. Pierwsza miała miejsce w 2005 roku, kiedy to rosyjski jacht Apostol Anrdey stracił płetwę sterową na wysokości Morza Rossa i po prowizorycznych naprawach załoga zmuszona była popłynąć do Wellington w Nowej Zelandii. Druga próba w wykonaniu rosyjsko – ukraińskiej załogi w 2012 roku na jachcie Scorpius została przerwana na Morzu Dumont d’Urvilla. Po uszkodzeniach spowodowanych ciężkim sztormem jacht skierował się na naprawy do Hobart.
Opłynięcie Antarktydy non-stop, zapisane w historii żeglarstwa, miało miejsce jak dotąd, na północ od 60o szerokości geograficznej południowej, czyli poza wodami Antarktyki. Wyczyn Fedora Konyukova na jachcie żaglowym Alye Parusa z 2008 roku został odnotowany przez Światową Radę Rekordów Żeglarskich (WSSRC). Czas rejsu z Albany do Albany w Australii z opłynięciem Antarktydy w pasie między 45.st. a 60.st. szerokości geograficznej południowej wyniósł 102 dni, 00 godzin, 56 minut i 50 sekund. Czas ten uznawany jest przez Światową Radę Rekordów Guinnessa za rekordowe opłynięcie Antarktydy. W ubiegłym roku wynik ten próbowała pobić Lisa Blair, ale po złamaniu masztu musiała przerwać rejs, by dokonać napraw w Kapsztadzie.
Nasza żegluga dookoła Antarktydy rozpoczęła 9 tydzień. Po sztormowych dniach na morzach Rossa i Amundsena przyszła kolej na podwiatrową żeglugę po Morzu Bellingshausena. Jego wschodnią granicą jest Półwysep Antarktyczny. Płynięcia pod wiatr można by uniknąć wspinając się daleko na północ. Często jednak korzystne dla naszej żeglugi wiatry zachodnie wieją dopiero poza granicami Antarktyki, a my na północ od 60.st. nie chcemy wypływać.
Analizując sytuację pogodową zdecydowałem się na kontynuowanie żeglugi wzdłuż brzegów kontynentu. Począwszy od 10 lutego cały czas płyniemy pod wiatr, wybierając korzystniejszy dla kierunku żeglugi hals. W ten sposób wiatry wypchnęły nas na kilka godzin poza południowe koło podbiegunowe. Nie pozwoliły nam również dopłynąć w pobliże Wyspy Piotra I. Będąc 65 mil od jej brzegów skręciliśmy na północny-wschód i zaczęliśmy się jeszcze bardziej od niej oddalać.
15 lutego pojawiły się pierwsze ciemne godziny w trakcie nocy. Z każdym dniem otaczająca nas ciemność będzie coraz dłuższa. Morze Bellingshausena jest najmniej zalodzonym morzem z ośmiu dotychczas odwiedzonych przez nas antarktycznych mórz. Nie oznacza to jednak, że nie ma na nim lodu. Co kilkanaście mil pojawia się na horyzoncie osamotniona góra lodowa.
Zbliżamy się do południka Przylądka Horn. Będzie to już trzeci z Wielkich Przylądków mijany podczas tej wyprawy, po Przylądku Igielnym i Przylądku Leeuwin, wielki żeglarski klasyk. Mam nadzieję, że wiatry nie odrzucą nas na północ w stronę Cieśniny Drake’a i dalej od Półwyspu Antarktycznego i pozwolą nacieszyć oczy widokiem lądu, zanim wpłyniemy na Morze Wedella. Zapowiada się ekscytujący tydzień.

Hanuś:

Ostatni tydzień naszej żeglugi obfitował w okazje do świętowania. Przede wszystkim mijaliśmy półmetek naszej trasy, a dokładnie dwa półmetki: najpierw przekroczenie 180. południka z naszej pętli dookoła Antarktydy po jej wodach oraz umowną połowę trasy rejsu z Kapsztadu do Hobart. Poza tym wypadały akurat Ostatki oraz Walentynki. Jak warunki pod pokładem pozwalają, staramy się wszystkie okazje celebrować wyjątkowym posiłkiem. Chociaż muszę przyznać, że praktycznie każdy obiad jest specjalnym wydarzeniem. Codziennie inna wachta przygotowuje główny posiłek dla całej załogi i wszyscy niezwykle się starają, żeby było to coś bardzo smacznego i ładnie podanego. Każdy prześciga się w pomysłach. A trzeba wziąć pod uwagę, że zasoby mamy ograniczone i nie można po nic wyskoczyć do sklepu, żeby dokupić, jak zabraknie. Trzeba czarować z tego co jest na pokładzie.
Z okazji połowinek południkowych mieliśmy na obiad steki ze strusia na groszkowym puree, a połowę trasy świętowaliśmy piersiami kaczymi w jabłkach (ostatnie świeże jabłka w tym rejsie) i żurawinie na obiad oraz na kolację tatarem w dwóch wariacjach. Na Ostatki nie zabrakło śledzików na naszym stole – były w trzech odsłonach: pod pierzynką, w sosie musztardowym oraz rolmopsy. Walentynkowy obiad był w kolorach czerwono-różowych, a mianowicie pasta z różowym sosem według przepisu Romki z krewetkami i homarami, a na deser ciasto „Czekoladowa chmura”.
Poza tym w ramach obiadów poza okazjami mieliśmy w tym tygodniu na przykład pierogi. I tutaj było urozmaicenie, gdyż część była z nadzieniem mięsnym, a część a la ruskie (zamiast twarogu Tomek dodał do farszu ser feta – rewelacyjny pomysł!). Pierogów nakleiliśmy ponad 150 sztuk. Biorąc pod uwagę, że płynęliśmy pod wiatr i przechył nie pomagał w tych kambuzowych zajęciach, to było to niezłe osiągnięcie. Innego dnia Wojtka naszło na zrobienie kopytek. Nakleił ich z ponad trzech kilogramów ziemniaków. Myślał, że będą na dwa dni… Rozeszły się na jeden obiad. I tak to sobie dogadzamy, jak tylko Neptun pozwoli. Akurat w zeszłym tygodniu dominowały słabe wiatry, więc zajęcia w kambuzie mogły być bardziej złożone. W sztormowych warunkach ograniczamy się do prostych i nieskomplikowanych dań.
Wspólny obiad, do którego zasiadamy prawie w komplecie (jedna osoba zostaje zawsze na wachcie na zewnątrz i pilnuje Katharsis II) jest ważnym momentem w naszym codziennym jachtowym życiu. Jest to zazwyczaj jedyny moment w ciągu doby, kiedy wszyscy są jednocześnie na nogach. Jest to czas zjedzenia posiłku, ale przede wszystkim spędzenia razem czasu. Jest to swoisty rytuał zwieńczony słodkim akcentem, który przynosi kapitan ze swoich specjalnych zapasów.
Po ciężkich, wyczerpujących wachtach dobry posiłek poprawia nastrój.


Responses

  1. Smacznego:)

  2. Trzymamy za Was kciuki!!! Dacie radę. Pozdrowienia z zimowego szusowania w Krynicy. Iwona Jacek I Franek

  3. Patrze, patrze i „zazdraszczam”. Chociaz ogladajac zdjecia zastanawiam sie czy to czasem nie wyprawa kulinarna… hmmm. Buziaki, trzymajcie sie cieplo a ja trzymam kciuki za ciag dalszy.

  4. Tak sobie patrzę na Wasz ślad i zastanawiam się co zgubiliście między wyspami Omega i Eta ?

  5. Chyba już wiem:))))) Melchior Base?

  6. Teraz Arctowski? 🙂

  7. Piekne okolice, Arctowski, Deception Island, Melchior Islands, same mile wspomnienia. Coraz blizej do tej pionowej kreski z Kapsztadu.
    Jak na lodce sa takie frykasiki to co dzieje sie w domu ?
    Po prostu rozpusta kulinarna,,,
    Serdeczne Pozdrowienia,


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: