Czas ruszać w Morze


Po ponad czteromiesięcznym pobycie Katharsis II w Polsce oddaliśmy cumy i ponownie ruszyliśmy w morze. Początkowo planowaliśmy wypływać 1 października, jednak ostatnie sprawy organizacyjne i przygotowania do rejsu spowodowały, że opuściliśmy Gdynię 6 października 2020 roku. Tak się przypadkowo złożyło, że była to dokładnie 11 rocznica pierwszego wpłynięcia Katharsis II do Polski. Intensywny czas przygotowań do rejsu i domykania lądowych spraw spowodował, iż umknęła nam ta data. Poza tym zupełnie nie było czasu, by szczególnie celebrować ten dzień. Chcieliśmy ruszyć nim nadejdą ciężkie jesienne sztormy na Bałtyku oraz Morzu Północnym. Każdy dzień stawał się istotny. Poza tym sytuacja pandemiczna zaczęła się zaostrzać i jak się okazało później ponownie czmychnęliśmy w morze, nim ilość zakażeń dziennych raptownie wzrosła i zaczęła osiągać bardzo niepokojące ilości, a w życie społeczne powróciły zakazy, obostrzenia i pandemiczna atmosfera grozy. 

Wpływając pod koniec maja do Polski sądziliśmy, iż uda nam się po małych pracach serwisowych ruszyć w rejs po Bałtyku. Jednak jeszcze w lipcu sytuacja związana z opuszczaniem polskich wód była niejasna, a przepisy związane z pandemią i kwarantanną wciąż się zmieniały. Dlatego zawieszeni w swego rodzaju niepewności nie ruszyliśmy na podbój nadbałtyckich miast i urokliwych szkierów, tylko osiedliśmy w Gdyni. A z jachtem jest tak, że zawsze jest coś do zrobienia, naprawienia, czy udoskonalenia… I tak nam umknęły aż cztery miesiące…

Jesień nie przyniosła otwarcia świata, wręcz przeciwnie. Dlatego nie braliśmy pod uwagę powrotu na Atlantyk i dalej Pacyfik. Czasy pandemii i ograniczeń w żegludze postanowiliśmy wykorzystać na intensywne prace remontowe i serwisowe. Nasz pokład tekowy po 11 latach żeglugi, ponad 140 tysiącach przepłyniętych mil morskich i 5 wyprawach polarnych, wymaga już wymiany. Drewno we wnętrzu doznało wielu uszkodzeń podczas rejsów w zimne rejony. Przyda mu się trochę uwagi i pracy szkutnika. Stąd powstał pomysł, by pożeglować do Turcji, gdzie od 11 lat stoi Jedyneczka, czyli Katharsis. Zima jest tam łagodna i sprzyja pracom na jachcie, a ilość dostępnych fachowców znacznie większa niż w Polsce, gdzie praktycznie każdy szkutnik i cieśla ma już grafik rozpisany na przyszłe sezony. Tak dużą jednostkę jak nasza ciężko jest wcisnąć w harmonogram między inne prace. 

Rejs z Polski do Turcji to interesująca żeglarsko wyprawa wiodąca z Bałtyku, przez Kanał Kiloński, Morze Północe, Kanał Angielski, Zatokę Biskajską, Ocean Atlantycki wzdłuż brzegów Portugalii, Cieśninę Gibraltaru i Morze Śródziemne. W sumie obejmuje ona około 4000 mil morskich. Gdyby nie pandemia i związane z nią obostrzenia można by zaplanować ciekawą trasę z wieloma postojami. Nie tym razem jednak… 

Zdecydowaliśmy się popłynąć do Marmaris w Turcji praktycznie non-stop. Po drodze chcemy zatrzymać się jedynie na Malcie. Dodatkowe postoje wymusić może na nas sztormowa pogoda. 

W rejs wyruszyliśmy w 5 – osobowym składzie. Dołączyli do nas Ania z Darkiem oraz Olka. 

Ola od 5 lat jest naszym kompanem na Katharsis II i regularnie uczestniczy w długich rejsach oceanicznych. Anię i Darka spotkaliśmy po raz pierwszy w 2015 roku w Nowej Zelandii. My dopłynęliśmy do Auckland na Katharsis II po wyprawie polarnej na Morze Rossa. Oni zaś dotarli na Zieloną Wyspę z Oceanii na swoim jachcie Lady Twin. Nasze drogi przecięły się ponownie na Antypodach w 2018 roku. Tegoroczne spotkanie zaaranżowała z kolei pandemia koronawirusa. My uciekliśmy przed zamknięciem w Afryce Południowej i przypłynęliśmy Katharsis II do Polski. Anię i Darka pandemia początkowo rozdzieliła… W lutym tego roku Darek pomagał na jachcie Selma Expedition prowadzić rejs na Antarktydę. Gdy wrócił z białego kontynentu świat się zamykał. Darek utknął początkowo w Argentynie, a następnie w Australii, skąd nie mógł się już przedostać do Nowej Zelandii, gdzie na ich jachcie była Ania. Żadne argumenty i wstawiennictwo nie pomogły i jedynym sposobem, by mogli się spotkać, był powrót do kraju. Lady Twin, która jest ich domem, została na Antypodach, a oni znaleźli się w Polsce. Tak oto nasze drogi się ponownie przecięły i od lipca czas upływa nam razem na Katharsis II.

We wtorkowe popołudnie 6 października oddaliśmy cumy i opuściliśmy gościnną Marina Yacht Park w Gdyni. Bardzo się tam zadomowiliśmy i łza w oku się zakręciła, gdy zostawialiśmy za rufą Basen Prezydencki, w którym przez cztery miesiące naszymi sąsiadami byli ORP Błyskawica oraz takie legendy żeglarstwa jak Dar Pomorza, Dar Młodzieży, Zawisza Czarny, Pogoria, Gedania i inne polskie jachty. Smutek związany z pożegnaniem przyćmiewała jednak ekscytacja i radość związana z rozpoczęciem kolejnej przygody. Tuż za główkami portu podpłynął do nas Irek z Wojtkiem, którzy na pontonie zrobili wokół Katharsis II rundę honorową. Jeszcze przed zachodem słońca postawiliśmy żagle i obraliśmy kurs na Hel. Z wiatrem śmignęliśmy wzdłuż polskich plaż aż do Bornholmu. Potem warunki zmieniły się i wzdłuż niemieckiego wybrzeża rozpoczęliśmy halsowanie pod wiatr. Prognoza zapowiadała sztorm i zdecydowaliśmy się 35-węzłowy wiatr w nos przeczekać na kotwicy przy Darser Ort, gdzie w spokoju zjedliśmy kolację oraz zajęliśmy się drobnymi poprawkami w sztauowaniu, które zweryfikowała podwiatrowa żegluga. Do wejścia do Kanału Kilońskiego dopłynęliśmy w idealnym czasie, czyli w sobotni poranek tuż przed otwarciem śluzy. Praktycznie z biegu wjechaliśmy do środka wraz z całym tłumem niemieckich jachtów, wykorzystujących jesienną aurę na weekendowe żeglowanie. Jachtów i statków w śluzie było tak dużo, że nikt nas nie pytał skąd płyniemy. Dopiero po pokonaniu całego kanału u wejścia do śluzy przed rzeką Elbą wywołała nas obsługa kanału. Oficer na służbie nazwał nas Niespodzianką i był zdezorientowany jak się znaleźliśmy niezauważeni na końcu kanału. Całą drogę od śluzy na wejściu do wyjściowej pokonaliśmy w 7 godziny w towarzystwie dużych statków handlowych. Gdy w 2009 roku pokonywaliśmy Kanał Kiloński umieszczono na pokładzie Katharsis IIpilota. Tym razem nikt się do nas nie dosiadł. 

Żegluga po wyjściu na pełne morze była bardzo wymagająca. Silny wiatr zachodni zmuszał nas do halsowania. Fale przewalające się przez pokład zalewały stojących na wachcie próbując dostać się za kołnierze mocno pozapinanych sztormiaków. Duży ruch statków handlowych, farmy wiatrowe i platformy wiertnicze były przeszkodami, które omijaliśmy slalomem w sztormowych warunkach. Morze Północne broniło swej sławy nieprzystępnego i y w totrudnego. Wiatr odpuścił dopiero przy Dover. Niestety malownicze klify opatulone były angielską mgłą lub zasłaniała je firanka drobnego deszczu. Pomimo słabych warunków zrobiliśmy sobie załogowe zdjęcie pamiątkowe na tle słynnych białych ścian i z wiatrem wpłynęliśmy w Kanał Angielski. W iście angielskiej pogodzie pokonaliśmy cały kanał trzymając się brytyjskiego wybrzeża. W połowie drogi przez kanał dopadły nas wprawdzie sztormowe wiatry, ale wiejąc od rufy nie były ani przez chwilę męczące. Noc z wtorku na środę spędziliśmy w towarzystwie wyjącego wiatru, płynąc bezpiecznie tylko na żaglach przednich.

W środę rano 14 października na horyzoncie pojawiło się stado delfinów, które towarzyszyły nam przez cały dzień serfując po stromych falach oraz robiąc pokazy skoków przy burcie i przed dziobem Katharsis II. W asyście tych cudownych zwierząt wpłynęliśmy na Atlantyk. Delfiny wprowadziły nas na Ocean, a niebo narysowało podwójną tęczę na horyzoncie… były to magiczne chwile. Dla mnie każdy powrót na Atlantyk jest szczególny. Po tym jak wypadłam za burtę w grudniu 2009 roku na Atlantyku w ciemną noc i wróciłam na pokład Katharsis II zawsze witam się z tym Oceanem ze szczególnym uczuciem. Tak sobie myślę, że mamy jakiś pakt. A to powitanie było wyjątkowe.

Z 35 węzłowym wiatrem od rufy wpłynęliśmy po zachodzie słońca na Biskaje. Jest to akwen słynący jesienią ze sztormowych wiatrów, które przy silnych prądach wytwarzają trudną falę. Pokonując ten akwen w 2009 roku zmagaliśmy się właśnie z takimi falami. Widzieliśmy jak wielkie kontenerowce i statki handlowe walczą z wiatrem i morzem ledwo utrzymując prędkość manewrową. Dziwnym uczuciem było wyprzedzanie na sztormowych żaglach tych wielkich potworów i zostawianie ich za rufą. Tym razem Zatoka Biskajska okazała się łagodna jak baranek. Jakby zrobiła prezent Ani, która miała wachtę kambuzową i marzyły jej się pierogi ruskie. W piątek 16 października przywitało nas zupełnie spokojne morze i czyste niebo, które pierwszy raz w tym rejsie pozwoliło nam zobaczyć wychodzące z wody słońce. W poprzednich dniach niebo było każdego poranka grubo zasłane chmurami. Cały dzień wiał delikatny wiaterek i było niewielkie zafalowanie, dzięki czemu Ania mogła zrealizować swój kambuzowy plan, czyli pierogi ruskie. Dopiero pod wieczór wiatr zaczął tężeć i w nocy z piątku na sobotę mieliśmy już 30 węzłów wiatru od dziobu i silny przechył. Jednak obiad dawno było już zjedzony, a w kambuzie nie było śladu po żmudnej pracy. Dzisiaj wieczorem 17 października powinniśmy opuścić Biskaje i osiągnąć wysokość Portugalii. Płyniemy w układzie bardzo rozległego niżu, którego sztormowe wiatry mają zamiar nas poważnie wyłomotać w poniedziałek i wtorek, chyba że zdążymy się gdzieś przed nimi schować.

Jest sobota 17 października 2020 roku, 11 dzień od opuszczenia mariny w Gdyni, godzina 1500 czasu UTC-1. Nasza pozycja: 43o46,1’N, 005o59,6’W. Płyniemy kursem 150o, z wiatrem o sile 25-27 węzłów z prędkością 7,5 węzła.

W najbliższych wpisach wykorzystywać będziemy poza naszymi także zdjęcia reszty załogi będą one oznaczone ich inicjałami: Olka (AM), Ania (AŁ), Darek (DŁ).

Kategorie:Atlantyk, Europa, Morze Bałtyckie, Polska, Uncategorized

4 komentarze

  1. Dzięki za relacje. Trzymam kciuki za kolejną wyprawę. Jestem z Wami od prawie roku śledząc Waszą stronę. Jestem od lat żeglarzem marzycielem i chyba już tak zostanie. Wasze relacje umożliwiają mi żeglować razem z Wami. Czekam na kolejnej ciekawe opisy, wspomnienia oraz zdjęcia. Życzę sprzyjających wiatrów.

  2. Czytając kolejny rozdział opowieści Katharsis II przypomina się cytat Pompejusza Plutarcha – „Navigare necesse est, vivere non est necesse”. Kolejne Wasze żeglarskie wyzwanie i dla tych co na lądzie – nareszcie trochę dobrych wiadomości „w trudnych czasach”. Doświadczony skipper, profesjonalna Załoga, dobry jacht, i „tęcza wokoło” (bardzo ciekawe zdjęcia!). Macie wszystko! Dobrych wiatrów i stopy wody…

  3. ” Popłyneli koledzy w rejs , fale ich kołyszą gdzieś … ”
    Jak zwykle w dobrym towarzystwie i z uśmiechem na twarzach , żeglujcie bezpiecznie do celu. I nie dajcie się tej covidowej cholerze.
    Krzychu.

  4. Haniu, poza żeglarskim masz niewątpliwy talent literacki. Czekam na dalsze opisy ( wygodnie sącząc winko wśród kolorowych jesiennych drzew )

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: