<- Castries (16.12)


po wyjeździe całej załogi 13 grudnia zostałyśmy z Madzią we dwie na łódce; jednego dnia wybrałyśmy się do Castries – stolicy St.Lucia – pół godziny drogi lokalnym busem z Rodney; zebrałyśmy się wcześnie, żeby zdążyć wrócić do Rodney przed zmrokiem (ok. 18) – może brzmi to śmiesznie, ale same wieczorem poza marinę się nie ruszałyśmy; nie jest tu jakoś specjalnie niebezpiecznie, ale nasza uroda mimo wszystko zwraca uwagę lokalnych mieszkańców i potwornie zagadują;

podróżowanie po St.Lucia jest dość proste – główną drogą prowadzącą wokół wyspy jeżdżą minibusy (nie wg rozkładu… jak jedzie, to jedzie – ale na szczęście bardzo często); no i takim busem pojechałyśmy do Castries; współpasażerowie (na zdjęciu) przestrzegali nas, żebyśmy uważały na aparaty i portfele, no i życzyli nam miłego zwiedzania; tutaj wszyscy są bardzo otwarci i sympatyczni – zawsze pytają się co słychać, czy wszystko ok, opowiadają coś, poradzą, gdzie np. można dobrze zjeść – sami z siebie (bo przecież nie trzeba w milczeniu jechać autobusem albo stać w kolejce w sklepie czy banku…)

Castries zrobiło na nas od razu inne wrażenie niż Rodney – niestety dość brudno, no i jakoś mniej bezpiecznie – automatycznie mocniej trzymasz torebkę jak wysiądziesz z busa i staniesz na ulicy Castries… przeszłyśmy się główną ulicą, a potem buszowałyśmy po lokalnym ryneczku w poszukiwaniu jakiś ciekawych bibelotów; potem piweczko w barze przy rynku nad samą zatoką, no i powrót, bo właściwie, to nic więcej już do oglądania nie było, a poza tym wykończyły nas miejscowe stragany…

Kategorie:Karaiby, Saint Lucia

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: