Napisane przez: Hanuś | 2012/03/05

nurki na Little Cayman

Nurkowanie na wraku fregaty przy Cayman Brac dało początek świetnym zejściom pod wodę przez następne dni. Po piątku spędzonym przy East End na weekend przenieśliśmy się na północno-zachodni kraniec Małego Kajmanu. Byliśmy tu dobrze osłonięci od fal, a dodatkowo niewielki dystans dzielił nas od Bloody Bay, gdzie planowaliśmy nurkować. Zanim daliśmy pierwszego nura popłynęliśmy pontonem z Kasią, Zenią, Mariuszem i Waldkiem na południowe wybrzeże do błękitnej laguny, gdzie znajduje się hotel i centrum nurkowe. Zapytaliśmy o najatrakcyjniejsze nurkowisko i polecono nam Randy’s Gazebo w Bloody Bay. Zaopatrzyliśmy się w mapę z nurkowiskami i po kąpieli w tutejszej lazurowej wodzie laguny wróciliśmy na łódkę, by szykować butle i skafandry. Tego dnia udało nam sie tylko raz zanurkować. Był to świetny popołudniowy nurek przy Lea Lea’s Lookout. Jest to spokojne miejsce, gdzie nurkuje się wzdłuż ściany.
Na drugi dzień już przed 8 rano byliśmy z Mariuszem w pontonie, by odnaleźć boję oznaczającą Randy’s Gazebo. Atrakcją tego miejsca jest komin, do którego wchodzi się na głębokości kilkunastu metrów, a wypływa w ścianie na 26 metrach. Niestety boja zajęta była przez dużą łódź nurkową, ale tylko do 11, więc na kolejnego nurka planowaliśmy tu wrócić, a w zamian zeszliśmy na Ringer’s Wall. Niesamowite wrażenie robi ściana, gdzie zaledwie kilkanaście metrów od brzegu dno zapada sie na ponad 300 metrów. Błękitna głębia kusi swoją tajemniczością, a beztrosko pływające ryby wśród korali porastających ścianę przypominają bardziej akwariowe stworzenia niż mieszkańców niebezpiecznych wód. Ciekawiło nas czy rafa mocno się różni na większej głębokości. Zdecydowaliśmy się z Mariuszem na chwilę zejść na 40 metrów, pilnując czasu bezdekompresyjnego i ilości zużywanego powietrza. Niżej pływało znacznie mniej kolorowych, małych ryb, a krajobraz wydawał sie bardziej surowy. Spotkaliśmy za to ogromnego lobstera, kryjącego się pod jednym z nawisów ściany. Po południu, zgodnie z planem, zaliczyliśmy Randy’s Gazebo. Warto było czekać na to miejsce, gdyż wpływanie w komin było dla mnie nowym i ciekawym nurkowym doświadczeniem. Zanurzasz się w wąski przesmyk, nie wiedząc gdzie wypłyniesz (oczywiście miejsce mieliśmy przeanalizowane zgodnie z planem pokazanym nam w centrum nurkowym). Jednak pojawia się dreszczyk emocji, gdy wpływa się w ciemny korytarz, czekając na promienie światła mające pojawić się gdzieś w głębi. Całe nurkowanie było kapitalne, gdyż poza kominem przepływaliśmy przez przeróżne przepływy, spotkaliśmy wiele ryb. Jeden granik (grouper nassau) przyłączył się do nas i pływał z nami przez kilkanaście minut. Był tak ciekawski i natrętny, że pływając musiałam uważać, żeby nie trącić go pletwą.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: