Napisane przez: Hanuś | 2010/07/04

z półkuli północnej na południową (01.07)

do równika coraz bliżej… zgodnie z żeglarską tradycją osoby, które pierwszy raz przepływają przez równik muszą przejść chrzest; Mariusz z Jurkiem już kiedyś przecinali równik, więc postanowili przygotować mały chrzest dla neofitów, czyli Natalii, Tomka i Hanusi;
Jurek już od dwóch dni opowiadał jaką to okropną miksturę do wypicia nam przygotuje!
01.07 w nocy zerwano nas na równe nogi (została mila do równika); zimno, ciemno, spać się chce, no ale równik nie codziennie się mija! humory nam dopisywały, dostaliśmy po kieliszku roztworu o mało zachęcającym zapachu, no ale co tam, „my nie damy rady?”; no ale muszę przyznać, że Panowie się postarali… nie dałam rady wszystkiego wypić na raz – musiałam zrobić sobie małą przerwę na „rozmowę z Neptunem” i po przerwie dokończyłam walkę ze swoją miksturą… nawet twardziel Tomcio miał problemy z wypiciem tego zacnego trunku na raz; a oto z czego składała nie mikstura:
Pernod (anyżowa wódka), woda z ogórków konserwowych wraz z gorczycą, nutella, ptasie mleczko nadziewa papryczką piri-piri, kawałeczki ogórków konserwowych, płatki owsiane, koncentrat pomidorowy, wasabi, kolendra, surowe jajko, jamajski ostry sos; prawda, że nie brzmi zachęcająco… oj nie było łatwo! po wypiciu tych delicjii dostaliśmy po szklaneczce whisky, żeby jakoś to wszystko strawić;
od 0400 mieliśmy wachtę z Jureczkiem, który jak tylko zrobiło sie widno, to wypatrywał lądu; o 0645 Jureczek dojrzał Isla San Cristobal – najbardziej wysuniętą na zachód wyspę Galapagos – nasz cel; kotwicę rzuciliśmy o 1200; GALAPAGOS!!!


Kategorie

%d blogerów lubi to: