Napisane przez: Hanuś | 2011/01/02

Bal Sylwestrowy na pokladzie Katharsis II

W ostatnich dniach roku pogoda wyjatkowo nam dopisala i umozliwila zorganizowanie balu sylwestrowego. Z prognoz wynikalo, iz od czwartku do soboty ma slabo wiac. Zapowiedzi sie sprawdzily. W piatek wiatru bylo jak na lekarstwo i dodatkowo z niekorzystnego dla nas kierunku, bo od rufy. Przy slabym wietrze od rufy i nawet niewielkim zafalowaniu, trudno jest osiagac satysfakcjonujace predkosci, a dodatkowo bardzo ryla lodka na boki. Gdyby nie byl to Sylwester, to zapewne kombinowalibysmy ze spinakerem. Ale Mariusz zadecydowal, ze organizujemy bal sylwestrowy. Dlatego wspomagalismy sie silnikiem i nie kombinowalismy za bardzo z zaglami przy tym malym wietrze.

Jeszcze na Tahiti, podczas zakupow swiatecznych, kupilismy tak na wszelki wypadek rozne gadzety balony, kolorowe serpentyny i trabki. Nie moglo zabraknac sylwestrowego kiczu. Jak juz zapadla decyzja, ze jest bal, to zaczely sie przygotowania. W ramach kulinarnych atrakcji przewidzielismy garmazeryjne przysmaki. Wojtek od rana mial wene na przygotowywanie salatek. I tak powstaly wariacje warzywne oraz tunczykowe. Jako, ze w zalodze mamy cebulozercow oraz takich co za surowa cebula delikatnie mowiac nie przepadaja, to Wojtek postanowil przygotowac po dwie wersje kazdej z salatek z cebula i bez niej. Poza czterema, pieknie udekorowanymi misami salatek na stole zagoscily jajka na twardo, a do nich do wyboru: sos tatarski lub groszek z majonezem. Poza tym mielismy wybor francuskich pasztetow, gotowana szynke, sardynki w oliwie i pomidorach, malze podwedzane w oliwie, dwa rodzaje sledzi. Nie zabraklo takze oliwek. I znowu pelen wybor: oliwki zielone z papryka, czarne, pasty oliwkowe. Pomimo, ze bylismy na srodku oceanu, to stol znowu uginal sie od smakolykow. Na deser Robert przygotowal arbuza. Na Rapa Nui kupilismy ogromny okaz, ktory na szczescie dotrwal do Sylwestra. Zefir przecial go na pol. Z jednej czesci wycial miazsz, ktory nastepnie oczyscil z pestek, pokroil na male kawaleczki, wrzucil z powrotem do arbuzowej misy i zalal odrobina alkoholu. I tak powstal zefirkowy poncz, ktory podczas wieczoru niestety dwa razy ladowal na podlodze. Ocean byl spokojny, jednak zawsze to ocean i co jakis czas przechodzila zagubiona wieksza fala.

Wiekszosc zalogi zostala zaangazowana do dmuchania balonow. Bylo ich calkiem duzo, zajely pol salonu. Czesc trafila na rufe, gdzie figlarnie powiewaly na wietrze, a reszte rozlokowalismy pod pokladem. Doszly do tego kolorowe serpentyny i bylismy gotowi do zabawy.

Uroczyste otwieranie szampana odbylo sie dwukrotnie, pierwsze o polnocy czasu polskiego. U nas wybila dopiero osiemnasta godzina, wiec przed nami bylo szesc godzin zabawy i wyczekiwania do kolejnej dwunastej. Czas ten spozytkowalismy na zjedzenie kolacji oraz szalone tance, na pokladzie i pod pokladem. Momentami ciezko sie bylo utrzymac na parkiecie. Ale to nie z powodu nadmiaru drinkow, tylko fal, ktore bujaly lodka na boki.

O polnocy czasu lodkowego odpalilismy szampana, zimne ognie i zlozylismy sobie noworoczne zyczenia. Ale jak to na oceanie, czas bylo zabawe konczyc. Ktos musial zostac na wachcie, a reszta wyspac sie, zeby pozniej przejac wachty w dobrej formie. Sylwester byl bardzo udany. Wszyscy bawili sie wysmienicie. Mamy maly dlug wdziecznosci u Neptuna za te pogode. Gdyby byl sztorm, to pewnie nasze swietowanie ograniczylo by sie do lampki szampana o polnocy.

Nowy Rok tez byl bardzo spokojny. Wial slaby wiatr, fale byly niewielkie. Od rana plynelismy juz na zaglach. Wiatr zmienil kierunek na polnocno zachodni, a cisnienie zaczelo spadac, zapowiadajac nadejscie zimnego frontu. Widocznosc spadla do 2 kabli i otoczyla nas mroczna mgla.

Robert przygotowal na noworoczny obiad ogromna mise spaghetti bolognese, a na deser spalaszowalismy przerozne ciasteczka i czekolady. Popoludnie i wieczor uplynely leniwie przed ekranem. Zorganizowalismy sobie pokaz filmow najpierw wspomnienie wieczoru sylwestrowego, a potem kino fabularne.

W nocy z soboty na niedziele zaczelo sie rozwiewac. Potwierdza sie prognoza. Jestesmy bardzo blisko centrum nizu. Tomek z Zefirkiem po raz kolejny przyjeli przejscie frontu, spedzajac wachte w strugach zimnego deszczu. Temperatura wody spadla do 7 stopni, a powietrza do 9. Zdazylismy przed silniejszym wiatrem jeszcze zrobic zwrot przez rufe i plyniemy prawym halsem, nie obciazajac naszego patentu na bloczek od genui. Ze spokojnej jazdy zrobila nam sie iscie regatowa.Predkosc lodki nie spada ponizej 9 wezlow, a wiatru ponizej 25. Fale powoli sie rozbudowuja, ale ciagle jest jeszcze znosnie. Prognoza wrozy fale do 9 metrow. Zmienilismy wczoraj sztormowy zagiel na staysaila, gdyz ten lepiej pracuje przy roznych kierunkach wiatru, a mozna go jeszcze mocno zrefowac. I tak plyniemy sobie spokojnie, przejmujac stery zwolnilismy naszego autopilota z obowiazkow. Do Przyladka Horn mamy jeszcze 1000 mil morskich.

02.01.2011 godzina 0800, nasza pozycja: 47st08,95 S i 91st02,57 W, plyniemy kursem rzeczywistym 135st z predkoscia 10 wezlow, wiatr 25-33 wezlow z kierunku rzeczywistego 250st.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: