Site icon Nie sprzedawajcie swych marzeń

Katharsis II gościem Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku

szanty na Barce

Barka – siedziba Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku i Katharsis II

Do Polskiego Klubu Żeglarskiego zawitaliśmy tydzień przed oficjalnym otwarciem sezonu, a i tak mnóstwo kręciło się tu osób. Gdy wpływaliśmy do mariny, przy niewielkim wietrze kołysało się mnóstwo Optymistów nadzorowanych z małej motorówki przez Krzysia, redaktora naczelnego i instruktora klubu. Myśleliśmy, że maluchy mają zajęcia. Jednak, gdy podpłynęliśmy bliżej okazało się, że większość dzieci siedzących w małych żaglówka pełnoletność już osiągnęła i są to uczestnicy kursu żeglarskiego dla dorosłych. Spodobało nam się, że od rana tyle się w klubie dzieje. Poranną kawę wypiliśmy na Barce w towarzystwie komandora klubu Janusza, pani sekretarz – uśmiechniętej Lucynki i adeptów sztuki żeglarskiej, którzy zajęcia zakończyli regatami. Wieczorem mieli zjechać się członkowie i sympatycy klubu. Zaplanowane zostało spotkanie z okazji przypłynięcia do Nowego Jorku polskiej załogi, czyli nas na pokładzie Katharsis II. Cały ciężar występów przed publicznością spadł na Mariusza, a my z Tomkiem stanowiliśmy wsparcie. Wieczór upłynął na miłych pogawędkach o żeglowaniu, rejsach i dalszych planach.
Od poniedziałku zapowiadano pogorszenie pogody i jedynie niedziela miała być słoneczna. W sobotni wieczór dostaliśmy mnóstwo rad, od czego powinniśmy zacząć zwiedzanie Nowego Jorku. Po niedzielnym śniadaniu mieliśmy ruszyć na Manhattan do Central Parku na spacer, jednak żal nam było opuszczać Barkę. Znowu było tu mnóstwo ludzi i panowała świetna atmosfera. Jedynie w weekend członkowie klubu mają czas, żeby tu wpaść. Od poniedziałku miały zapanować pustki i wtedy postanowiliśmy rozpocząć zwiedzanie, tym bardziej, że w niedzielę wieczorem przyjeżdżali do nas goście z Kanady. Zbyszek i Jarek postanowili nas odwiedzić i spędzić z nami kilka dni.
W niedzielę kawkowaliśmy, gaworzyliśmy, pokazywaliśmy chętnym łódkę, a wieczorem Tomcio wyciągnął gitarę i dał popis szantowy. Wcześniej wykazał się kulinarnie, tzn. upiekł rogaliki i babkę piaskową z polewą czekoladową. Na stole nie zabrakło też sushi ze złowionych przez nas mahi-mahi. Była to ciekawa kompozycja z upieczonymi przez komandora żeberkami z grilla. Wszystko się świetnie komponowało z najprawdziwszym polskim piwem. Był to swego rodzaju japońsko– amerykańsko – polski mix.

Wieczorem, zgodnie z zapowiedziami dołączyli do nas Jarek i Zbyszek. Zawsze jak któryś nich przyjeżdża na łódkę, to czuję się jakby było Boże Narodzenie, gdyż tyle przywożą nam prezentów. Nigdy o nikim nie zapominają. Zbysinek jest mistrzem w wynajdywaniu smaczków i cudów z wyposażenia kuchni, a Jarek zaskakuje rozmaitymi gadżetami.

Exit mobile version