Napisane przez: Hanuś | 2012/06/04

Katharsis II gościem Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku

Barka – siedziba Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku i Katharsis II

Do Polskiego Klubu Żeglarskiego zawitaliśmy tydzień przed oficjalnym otwarciem sezonu, a i tak mnóstwo kręciło się tu osób. Gdy wpływaliśmy do mariny, przy niewielkim wietrze kołysało się mnóstwo Optymistów nadzorowanych z małej motorówki przez Krzysia, redaktora naczelnego i instruktora klubu. Myśleliśmy, że maluchy mają zajęcia. Jednak, gdy podpłynęliśmy bliżej okazało się, że większość dzieci siedzących w małych żaglówka pełnoletność już osiągnęła i są to uczestnicy kursu żeglarskiego dla dorosłych. Spodobało nam się, że od rana tyle się w klubie dzieje. Poranną kawę wypiliśmy na Barce w towarzystwie komandora klubu Janusza, pani sekretarz – uśmiechniętej Lucynki i adeptów sztuki żeglarskiej, którzy zajęcia zakończyli regatami. Wieczorem mieli zjechać się członkowie i sympatycy klubu. Zaplanowane zostało spotkanie z okazji przypłynięcia do Nowego Jorku polskiej załogi, czyli nas na pokładzie Katharsis II. Cały ciężar występów przed publicznością spadł na Mariusza, a my z Tomkiem stanowiliśmy wsparcie. Wieczór upłynął na miłych pogawędkach o żeglowaniu, rejsach i dalszych planach.
Od poniedziałku zapowiadano pogorszenie pogody i jedynie niedziela miała być słoneczna. W sobotni wieczór dostaliśmy mnóstwo rad, od czego powinniśmy zacząć zwiedzanie Nowego Jorku. Po niedzielnym śniadaniu mieliśmy ruszyć na Manhattan do Central Parku na spacer, jednak żal nam było opuszczać Barkę. Znowu było tu mnóstwo ludzi i panowała świetna atmosfera. Jedynie w weekend członkowie klubu mają czas, żeby tu wpaść. Od poniedziałku miały zapanować pustki i wtedy postanowiliśmy rozpocząć zwiedzanie, tym bardziej, że w niedzielę wieczorem przyjeżdżali do nas goście z Kanady. Zbyszek i Jarek postanowili nas odwiedzić i spędzić z nami kilka dni.
W niedzielę kawkowaliśmy, gaworzyliśmy, pokazywaliśmy chętnym łódkę, a wieczorem Tomcio wyciągnął gitarę i dał popis szantowy. Wcześniej wykazał się kulinarnie, tzn. upiekł rogaliki i babkę piaskową z polewą czekoladową. Na stole nie zabrakło też sushi ze złowionych przez nas mahi-mahi. Była to ciekawa kompozycja z upieczonymi przez komandora żeberkami z grilla. Wszystko się świetnie komponowało z najprawdziwszym polskim piwem. Był to swego rodzaju japońsko– amerykańsko – polski mix.

Wieczorem, zgodnie z zapowiedziami dołączyli do nas Jarek i Zbyszek. Zawsze jak któryś nich przyjeżdża na łódkę, to czuję się jakby było Boże Narodzenie, gdyż tyle przywożą nam prezentów. Nigdy o nikim nie zapominają. Zbysinek jest mistrzem w wynajdywaniu smaczków i cudów z wyposażenia kuchni, a Jarek zaskakuje rozmaitymi gadżetami.


Responses

  1. Za kazdym razem jak czytam wiesci od Was z pokladu, to mam wielki niedosyt, bo to juz na tyle w tym poscie i znowu trzeba czekac!
    „Moje morze” zaczyna sie w tym roku w czerwcu i trwac bedzie raptem tydzien, potem raz jeszcze wrzesien i byc moze pazdziernik… . Dlatego dzien bez wiesci z Katharsis po prostu traci na uroku, a tak, to z Wami moge udac sie w rejs!

    Pozdrawiam goraco i czekam na wiecej

    • Takie słowa od razu mobilizują do tego, żeby usiąść i coś nowego napisać! Dziękuję i cieszę się, że nasz blog poprawia komuś nastrój.

  2. Hania !

    Wasz blog nie tylko poprawia humor, ale co ważniejsze to przypomina co w życiu liczy się najbardziej… – i zdecydowanie nie jest to codzienne spędzanie 12h w biurowcu w towarzystwie laptopa… 😉

    !! WOW !! – to najwłaściwsze podsumowanie tego co przez ostatnią godzinę przeczytałem i zobaczyłem na Twoim blogu… a na pewno na tym nie zakończę…

    Zdecydowanie dołączam do odwiedzających bloga i z niecierpliwością czekających na kolejne wpisy…

    Ps.
    Ogromnie się cieszę, że u Ciebie wszystko bardzo ok ! Kibicuję Tobie i Twojej załodze…

    Pozdrowienia,
    Mikołaj G.

    • Dzięki Mikołaj! Cieszę się, że blog poprawił Ci humor. Zaraz biorę się za zaległości. My już właściwie wypływamy z USA, a na blogu wciąż siedzimy w NYC. Pozdrawiam gorące z wietrznego i chłodnego, ale na szczęście słonecznego Bar Harbour w Maine. Takie komentarze niezmiernie mobilizują do nadrabiania zaległości blogowych. Hanuś


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: