Napisane przez: Hanuś | 2012/12/13

Adios San Diego

Dwa miesiące spędzone w San Diego upłynęły przede wszystkim pod hasłem dopieszczania Katharsis. Poza zaplanowaną wymianą bomu, żagli i olinowania ruchomego, udało się także wyczyścić kadłub i nałożyć nową warstwę antyfoulingu, wypolerować butry oraz wyczyścić i poolejować pokład. Łódka po tych wszystkich zabiegach pielęgnacyjno-regeneracyjnych wygląda jak nowa. Lśni, błyszczy i zadaje szyku na całego. Byliśmy mile zaskoczeni zaledwie kilkoma rysami, które pozostawił w kadłubie arktyczny lód. Jedynie nasza echosonda patrząca w przód musiała zostać wymieniona, gdyż kra ją po prostu ścięła, niczym gilotyna głowę. Lista rzeczy serwisowanych jest bardzo długa. Praca tak nas pochłonęła, że poza krótkim wypadem do Las Vegas i do Polski nawet nie mieliśmy czasu i sił na zwiedzanie Kalifornii. Nie wspomnę o zaległościach blogowych …
Katharsis w świetnej formie gotowa była wybrać się w kolejny rejs. W czwartek 6 grudnia późnym wieczorem opuściliśmy marinę w San Diego, w której się już zadomowiliśmy. Ale jak to mówią, długie postoje nie służą ani łajbie, ani załodze. Czas był już ruszyć w morze. Naszym planem na najbliższe miesiące jest podążanie ku cieplejszym miejscom. Po ostatnimm bardzo chłodnym lecie, spędzonym wśród lodów i niedźwiedzi polarnych, zima ma nam upłynać przy temperaturze nie spadającej poniżej 20 stopni, wśród palm i widoków na lazurową wodę. Nasz kurs to południowy-wschód, który zawiedzie nas do Meksyku, a potem na Kostarykę.
Pierwszy odcinek podróży był krótki, gdyż zaledwie do położonej o 70 mil morskich od San Diego Ensenady. Jest to pierwszy port meksykański na południe od granicy ze Stanami Zjednoczonymi. Tutaj zaplanowaliśmy odprawę i dopełnienie wszystkich formalności związanych z wpłynięciem do nowego kraju. Jednak nasz pobyt musiał się przedłużyć i okazało sie, że poza sprawdzeniem sprawności tutejszych urzędów, testowaliśmy także dostępność akumulatorów…. Po zacumowaniu w marinie w Ensenada poczuliśmy nieprzyjemny zapach pod pokładem, jakby ktoś rozbił kilka zepsutych jajek. Okazało się, że doszło do zwarcia cel akumulatorów startowych do silnika i agregatu. Awaria taka, jak wyjaśnili mi chłopacy, jest niezmiernie poważna. Mogło dojść do pożaru lub eksplozji. W naszym przypadku zakończyło się bezwypadkowo, ale byliśmy unieruchomieni do czasu zainstalowania nowych akumulatorów. Na szczęście był to poranek piątkowy, a nie weekendowy, więc udało się zorganizować nowe akumulatory jeszcze tego samego dnia. Tak to już jest na łódce, że zawsze może się coś zepsuć i trzeba to przyjmować ze spokojem, z czym akurat Mariusz nie ma problemu. Kryzys został zażegnany i w sobotni wieczór pożeglowaliśmy ku południowemu cyplowi Półwyspu Kalifornijskiego, do Cabo San Lucas. Nowe żagle przepięknie prezentowały się na wietrze.
Z każdym kolejnym dniem robiło się coraz cieplej, a temperatura wody podnosiła się w wielce zadowalającym tempie – od 15 stopni w Ensenada do 29 w Cabo. Poprawa temperatury powietrza i wody wpłynęła pozytywnie nie tylko na nasze humory, ale także zwiększyła szanse połowowe. Jak tylko woda ociepliła się na nasz haczyk złapał się tuńczyć, a potem kolejny. Nie zabrakło też okazałych mahi-mahi. Cała nasza trójka stęskniona już była za carpaccio i stekami z tuńczyka, ceviche z mahi. Na północy objadaliśmy się wyśmienitymi dorszami i halibutami, ale smak surowej ryby z ciepłego Pacyfiku, to zupełnie inna bajka…
Jest środa 12 grudnia, stoimy w IGY Marina w Cabo San Lacas. Jest ciepło, zewsząt docierają dźwięki wesołej muzyki i zapachy z okolicznych restauracj. Dookoła kręcą się taxi wodne wożące turystów na tutejsze plaże oraz śmigają skutery wodne. Klimat iście wakacyjny.


Responses

  1. No i cudownie, ze znowu daliscie znak zycia! Uwazajcie na siebie, a przede wszystkim oby te nowe zagle wypelnialy sie zawsze pomyslnymi waitrami.

  2. 🙂 nowe mile , nowe fotki , nowe opowieści ….:-)

  3. Nareszcie !!!
    Ale przytrzymaliscie nas w napieciu. Tyle przerwy bez znaków życia !
    To teraz zycze silnych wiatrów :-))

  4. Haniu, cudownie sie Ciebie czyta! 🙂 a zdjęcia..aż zazdrość bierze. no i te urocze foki!

    Pozdrowienia z zimowej Polski,
    Gamoniowa Ola 🙂

  5. Pani Hanno,
    jestem na Pani blogu trochę przypadkowo, więc daję sobie prawo do obiektywnej oceny tekstów, zdjęć i klipów: są one tak ciekawe, wręcz fascynujące, że jako szczur lądowy zaczynam żałować (i to bardzo, bardzo żałować!), że nie umiem żeglować. Więc chyba czeka mnie na stare lata jakiś kurs na majtka…
    Trzymam kciuki za przygody i za wenę. Pozdrawiam – Mariusz Motty.

  6. Nareszcie odwzwaliscie się . My będziemy od 4 stycznia w Playa Del Carmen. Możecie szybko tam doplynac ?:)

  7. Witajcie.Próbowałem się z Wami skontaktować.Miałem nadzieję na wspólne spotkanie imieninowe 30XI,i może obejrzenie kolejnego filmu z Waszego wspaniałego rejsu.Ale niestety Mariusza telefon był ,, głuchy,,na moje starania.Kiedy więc bedziecie w Warszawie abysmy mogli spędzić wieczór przy opowiesciach z Waszej wyprawy???bardzo prosze Mariusza o jakiś kontakt mailowy,telefoniczny lub na skypie. Pozdrawiam Andrzej Fiedziuk….

  8. poza zwyczajowymi życzeniami WS i SNR , życzę Wam aby każda kolejna przebyta mila była milą szczęśliwą i aby przynosiła ciągle nowe i niesamowite doznania, które będziecie mogli chłonąć wszystkimi zmysłami, aby każda zakończona wyprawa była początkiem nowej wyprawy i abyśmy my mogli o tym się dowiadywać od Was, czytając i oglądając ten blog 🙂 , a teraz kończę bo jestem tak objedzony że nie mam siły nawet pisać.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: