Napisane przez: Mariusz | 2012/07/21

Dobijamy do zielonych brzegów Grenlandii

Mariusz:
W środowy wieczór odebrałem maila od Gerarda Natanka, który rekomendował nam kilka miejsc na postój na Grenlandii. Byliśmy wtedy 200 mil morskich na południe od Nuuk. Okazało się, że wszystkie były na południe od naszej pozycji. Ale właściwie dlaczego mamy zaczynać wędrówkę na północ Grenlandii od stolicy? Nie lubię się cofać, więc zacząłem oglądać mapę i wybrałem na miejsce do lądowania fiord, który leżał nieco na północ od nas. Zmieniliśmy kurs na wschodni z zamiarem wylądowania na grenlandzkiej ziemi w poranny czwartek, niecałe pięć dni od opuszczenia Trinity Bay.
Gerard jest jednym z dobrych duchów kibicujących naszej wyprawie. Sam był uczestnikiem Przejścia Północno – Zachodniego na Nektonie w 2006 roku, prowadzonym przez jego brata Tadka. Wtedy to dwa polskie jachty Nekton i Stary dokonały tego wyczynu. Tak w ogóle to jeszcze dwie polskie jednostki przeszły tę trasę. Pierwszym był Vagabond II – jacht Janusza Kurbiela z legendarnym Ludomirem Mączką i Wojtkiem Jakobsonem. Przejście z zachodu na wschód zajęło im cztery kolejne lata – od 1985 do 1988. Czwartym był w 2010 roku bydgoski Solanus pod komendą Bronisława Radlińskiego, którego spotkaliśmy w Rio de Janeiro w jego drodze powrotnej do kraju po okrążeniu Ameryki Południowej.
Przejście Północno – Zachodnie (Northwest Passage) nie ma jednej określonej trasy. Umownie liczy się je od koła polarnego po jednej stronie Ameryki Północnej do tego po drugiej stronie. Klasycznie uznaje się również jako przepłynięcie dowolną drogą cieśninami północnej Kanady począwszy od Pond Inlet w północno – wschodniej Kanadzie, a skończywszy na Cieśninie Beringa. Do tego będziemy jeszcze wielokrotnie wracać. Pierwszym, któremu udało się pokonać NWP był Ronald Amundsen na Gjoa w latach 1903-1906. Do dzisiaj udało się to zaledwie stukilku jednostkom, w tym było nieco więcej niż 50 jachtów.
Dopiero od niedawna NWP otwiera się całkowicie. Nie oznacza to jednak, że wszystkie cieśniny są wolne od lodu. Zazwyczaj droga, którą przepłynął Amundsen (i zapewnie taką wybierzemy) otwiera się około 15 sierpnia. Ale i to nie jest regułą – np.: Solanus został zablokowany 22 sierpnia przez czop lodu, który wysunął się z Cieśniny Bellota. Tegoroczna sytuacja lodowa napawa optymizmem. Lód w Zatoce Baffina topi się szybciej niż zazwyczaj. Zablokowana jest za to całkowicie Cieśnina Lancastera, a powinna być już teraz wolna od lodu. Tak więc musimy się przyglądać rozwojowi sytuacji lodowej. Zapewne nie opłaca sie płynąć do Pond Inlet przed 5 sierpnia. Mamy więc dwa tygodnie do wykorzystania na Grenlandii, zanim nie wrócimy do Kanady. A potem już tylko wyścig z czasem. Z Pond Inlet do Cieśniny Beringa będziemy mieli około 2500 mil morskich (cała nasza trasa z Nowej Funlandii do Vancouver to 7500 mil morskich – 1000 mil za nami).
Zachodnie wybrzeże Grenlandii jest wolne od lodu na długo przed wybrzeżem Ziemi Baffina. Dlatego płynąc na północ, to Grenlandia sprzyja żeglarzom. Amundsen musiał płynąć mocno na północ do Zatoki Melvilla zanim skręcił na zachód w kierunku Kanady. Dzisiaj topniejący lód pozwala na opuszczenie Grenlandii wcześniej, na wysokości Upernavik. Będziemy mieli więc jeszcze około 1000 mil żeglugi wzdłuż wybrzeża i kilka ciekawych przystanków. Oby pogoda dopisała.
Czwartkowy poranek przywitał nas mgłą. Mgły nikt nie lubi, zwłaszcza, gdy na radarze zaczynają pojawiać się góry lodowe. Te duże łatwo ominąć, ale okruchy lodu, które mogą spowodować uszkodzenie kadłuba już nie, bo ich na radarze nie widać. Przy widoczności rzędu 100 metrów na reakcję mamy zaledwie kilka sekund. Na szczęście w nic nie wjechaliśmy, ale oczy aż bolały od wpatrywania się w wodę przed dziobem.
Na niecałą milę od lądu mgła opadła i w pełnym słońcu mogliśmy wpłynąć do Fiskenaesfjorden lub (po inuicku wcale łatwiej nie jest) do Qeqertarsuatsiaq. Nie za bardzo miałem ochotę na rzucanie kotwicy przy malowniczo położonej wiosce rybackiej o tej samej nazwie co fiord. Sami chcieliśmy zobaczyć jakie ryby tu pływają. Niestety mapy Grenlandii są kiepskie, głębokości na nich nie dawały nadziei na znalezienie kotwicowiska poza wioską, lub jedynym innym opisanym w locji. Woda w fiordzie miała przepiękny, szmaragdowy kolor, niestety z zerową przeźroczystością. Wyposażeni jednak w sonar patrzący do przodu, nie poddaliśmy się. Wpłynęliśmy kilka mil w głąb fiordu i po spenetrowaniu jednej z zatok okazało się, że woda w niej jest wprawdzie głęboka na 70 metrów, ale jest tam podwodne wyniesienie do kilkunastu metrów, którego nie ma na mapach. Rzuciliśmy tam kotwicę (63st.06,81N; 50st.30,51W), z nadzieją na złapanie kilku dorszy, które uwielbiają podwodne pagórki.


Responses

  1. Trzymamy kciuki… Marek I Aneta


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: