Napisane przez: Hanuś | 2012/07/19

Goodbye Newfoundland

Po piątkowym leniuchowaniu w Trinity Bay następnego dnia po śniadaniu mieliśmy podnosić kotwicę i od razu ruszać w drogę. Jednak pogoda zrobiła nam niesamowitą niespodziankę i z nieba lał się niemalże żar… W kokpicie w miejscu osłoniętym od wiatru termometr wskazywał 31 stopni Celsjusza, a wilgotność zmalała do 34%. Tak ciepło mieliśmy ostatni raz w maju na Florydzie. Postanowiliśmy rozkoszować się słońcem w spokojnej zatoce, a następnie niespiesznie pożeglować wzdłuż wybrzeża. Letnia atmosfera nastroiła chłopaków do wypicia kufla zimnego piwa, a mnie do kąpieli. Woda miała mniej niż 10 stopni, więc o pływaniu nie było mowy. Zanurzyłam się trzy razy i po chwili wyskakiwałam na pawęż. Myślę, że mogłabym dołączyć do klubu morsów, bo świetnie czułam się po tej kąpieli.
Trinity Bay opuściliśmy 14 lipca o 1340 i trzymając się blisko brzegu pożeglowaliśmy na północ. Pogoda była praktycznie bezwietrzna, a niebo bezchmurne. Takie warunki świetnie nadawały się do obserwacji ornitologicznych oraz wędkowania. Cały czas wypatrywaliśmy Puffiny (maskonury) – małe biało-czarno ptaszki z pomarańczowymi dziobami, będące symbolem Nowej Fundlandii. Są one bardzo płochliwe i gdy zbliżaliśmy się do nich od razu uciekały. Kilka udało nam zobaczyć z kilkunastu metrów. Najkomiczniej wyglądało, gdy te małe stworzenia wzbijały się do lotu po nurkowaniu. Najpierw jakby biegły po wodzie, na następnie odrywając pomarańczowe nóżki od tafli wody wzbijały się w powietrze. Płynąc wzdłuż wybrzeża natrafiliśmy także na kilka stad delfinów.
Jednym z ważnych punktów dnia było polowanie na dorsze. Marek podczas wyprawy po tratwy do Nowej Szkocji kupił specjalnie na ten cel dwie wędki. Dodatkowo łódkowe zostały przyzbrojone w odpowiednie przynęty. Gdy zbliżaliśmy się do wypłyceń, gdzie mogły krążyć ławice dorszy, stawialiśmy jacht w dryfie, a nasi zapaleni wędkarze, czyli Marek i Tomek, jak również amatorzy – Mariusz i Wojtek od razu zarzucali blachy i uderzając nimi o dno starali się wyłowić z wody dorsze. Tego dnia jednak na żadną ławicę nie trafiliśmy. Markowi raz złapała się rozgwiazda, a za drugim razem diabeł morski, którego obecność w danym miejscu wykluczała bytność dorszy. Nieco zrezygnowani wędkarze postanowili spróbować ponownie dopiero u wybrzeży Grendlandii.
Wieczorem zaczęliśmy oddalać się od lądu. Przed północą postawiliśmy żagle i tnąc pod wiatr obraliśmy kurs na Grenlandię. W ciągu następnej doby wiał północno-zachodni wiatr o sile do 30 węzłów. Pozwalało nam to na zrefowanych żaglach mknąć z dużą prędkością do celu. Jednak płynięcie w silnym przechyle jaki powodował bajdewind (kurs pod wiatr) utrudniał pracę w kambuzie (kuchni) i na niedzielny obiad nie upiekliśmy zaplanowanego wcześniej indyka. W poniedziałkową noc, zgodnie z prognozą pogody, wiatr zaczął słabnąć, nasiliły się mgły (temperatura spadła do 6 st. C., a wilgotność powietrza skoczyła do 96%). Zrzuciliśmy żagle i przez kilkanaście godzin wspieraliśmy się silnikiem. W ciągu dnia mieliśmy wejść w kolejny układ niżowy. Zanim jednak zaczęło powiewać 20 węzłów zdążyliśmy przygotować zaległy niedzielny obiad i indyk na spokojnej wodzie piekł się w piekarniku. Gdy podawaliśmy go na stół, znowy płynęliśmy na żaglach. Tym razem jednak z wiatrem, więc komfort pod pokładem był nieporównywalnie większy. Podczas gdy my pałaszowaliśmy wyśmienitego indyka, Katharsis mknęła w baksztagu prawego halsu (kąt względem wiatru 120 stopni) przy wietrze południowo-wschodnim o sile ponad 20 węzłów. Miało lać, ale na szczęście centrum niżu zeszło poniżej nas i przśliznęliśmy się. Wiatr stopniowo odkręcał do wschodniego i we wtorek mieliśmy już półwiatr (90 stopni względem wiatru). Żegnając się z Nową Fundlandią zostawiliśmy za rufą także słońce. Przez cztery doby towarzyszyły nam mgły i ciężkie stalowe chmury. Jednak nie możemy narzekać, bo wiatru także nie brakowało. Dopiero w środę nad ranem słońce nieśmiało ukazało się na kilka chwil. Wykorzystując każdy powiew wiatru mkniemy do stolicy Grendlandii – Nuuk, od której dzieli nas jeszcze ponad 250 mil morskich. Prognoza zapowiada, iż dzisiaj powinien skończyć się nam wiatr. Zobaczymy co przyniesie dzień.
18.07.2012 godzina 1200, nasza pozycja: 60st13minut N i 51 stopni 16 minut W, płyniemy kursem rzeczywistym 356 z prędkością 7-8 węzła, wiatr 11-12 węzłów z kierunku wschodniego. Przez ostatnie 48 godzin przepłynęliśmy 430 mil morskich.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: