Katharsis już ponad trzy tygodnie stoi w marinie w głębokiej Zatoce San Diego. Ja zdążyłam stęsknić się za dużą wodą, dlatego w niedzielę wybrałam się nad ocean. Na mapie dystans wydawał się niewielki, w sam raz na możliwości białej strzały i moje. Wybierając cel wycieczki rowerowej bazowałem na planie ulic, a nie mapie fizycznej, dlatego nie zdawałam sobie sprawy z ukształtowania terenu dzielącego Shelter Island, a Sunset Cliffs, gdzie zmierzałam. Okazało się, że czeka mnie wspięcie się na wysokie wzgórze, a następnie ostry zjazd w dół – i tak dwa razy. Mijali mnie inni rowerzyści – ze swoimi dwukołowymi pojazdami zamocowanymi na samochodach, które wyładowywali po dojechaniu na bulwar ciągnący się wzdłuż brzegu oceanu. Wydaję mi się, że ja miałam jednak ciekawszą przejażdżkę, przypominającą nieco trening górski. Warto było przebyć tą drogę, by w cieple grzejącego słońca posiedzieć nad brzegiem Pacyfiku, przyglądać się surferom i oddać się błogiemu niedzielnemu relaksowi.

