Napisane przez: Hanuś | 2013/10/19

Katharsis II w Apia na Samoa

Piątkowe sztormowanie nie trwało długo, ale rozkołysane morze jeszcze przez kilkanaście godzin nie pozwalało na postawienie żagli. Dopiero w nocy z piątku na sobotę mogliśmy rozwinąć genuę, a rano postawić pełny zestaw żagli. Trochę się ochłodziło, na niebie pojawiły się cumulusy, wróżąc stabilniejszy wiatr. W końcu mogliśmy śmigać po falach. Płynęliśmy z lekkim odchyleniem od kursu na południe i zaczęliśmy kierować się na Fitiuta Island należącą do Amerykańskiej Samoa. Szkoda, że nie dane nam było się tam zatrzymać.
Wiatr zaczął tężeć oraz zmieniać kierunek na korzystniejszy dla żeglugi do Apia. Pozwoliło nam to, po zrzuceniu genui, na spokojną jazdę na samym grocie. Zielone zbocza Samoa ukazały się w niedzielę nad ranem, a wysokość wyspy osiągnęliśmy około 0800. Jeszcze przez 3 godziny płynęliśmy wzdłuż jej brzegów napawając się widokami wzgórz porośniętych soczystą zielenią. Tuż przed samym portem Apia dogoniła nas złowroga chmura, której rozłożystość i kolor zapowiadały poważny szkwał. Płynęliśmy pod pełnym grotem lewym halsem, mając ląd zaledwie milę od lewej burty. Ze szkwałem łączy się zawsze zmiana kierunku wiatru i moglibyśmy być zmuszeni korygować kurs po to, by chronić żagle, a to mogło oznaczać skręcenie w stronę lądu. Postanowiliśmy szybko zrzucić grota. Gdy zbieraliśmy go do diametralnej jachtu i skręcaliśmy o 180 stopni do linii wiatru, przywiało ponad 30 węzłów. Podczas zrzucania żagla przyszła tak gęsta nawałnica, że widoczność spadła do kilku metrów. Ulewa biła po twarzy tak, że ciężko było utrzymać otwarte oczy. Na szczęście sprawnie udało nam się zrzucić grota i już bezpiecznie na silniku weszliśmy do portu Apia, stolicy Samoa. Cumowanie w marinie przyniosło kolejne emocje. Sama marina wyglądała podejrzanie, ze względu na zniszczony jeden z dwóch pomostów podczas ostatniego trzęsienia ziemi i tsunami, które nawiedziło Samoa pod koniec września 2009 roku. Ocalałe keje dla jachtów okazały się znacznie krótsze od długości Katharsis, a zamontowane na nich knagi przeznaczone dla mniejszych jednostek. Gdy przyklejaliśmy się lewą burtą do pomostu, niewzbudzającego z resztą zaufania, przyszedł silny boczny wiatr. W tym momencie zapracowała lina, na której dociągaliśmy jacht do kei. Knaga, do której była przywiązana, wystrzeliła w powietrze razem z kawałkiem pomostu, a Katharsis, przy 20-węzłowym szkwale, zaczęła dryfować na pomost z prawej burty. Szybko zebrałam cumę z wody, a Mariusz silnikiem i sterem strumieniowym manewrował, by zbliżyć się do wskazanej nam kei. Podałam ponownie cumę i poprosiłam pracownika mariny, żeby przywiązał ją do solidnie wyglądającego pala. Tym razem element na kei nie zawiódł, ale węzeł wykonany przez pomocnego pana szybko się rozwiązał i cuma ponownie wylądowała w wodzie, a my zaczęliśmy dryfować. Ale do trzech razy sztuka! Na szczęście z pomocą przyszedł inny pracownik mariny i jemu udało się skutecznie przywiązać naszą cumę. O godzinie 1200 w niedzielę 13 października łódkowego czasu, a w poniedziałek 14 czasu lokalnego stanęliśmy w Apia Marina, nie uszkadzając łódki.
Przypływając do Samoa straciliśmy jeden dzień z kalendarza. Nie minęliśmy co prawda jeszcze linii zmiany daty, ale Samoa dwa lata temu zmieniła u siebie strefę czasową, ujednolicając datę z Nową Zelandią, ale czas nie zupełnie. Mamy tutaj do czynienia z ciekawą sytuacją, a mianowicie strefą czasową UTC+14, co oznacza że wyprzedzamy polski czas o 12 godzin.
Ostatnie kilka dni szybko przeminęły. W poniedziałek wieczorem dołączył do nas Tomek, a we wtorek Zbyszek z Kanady oraz Kaśka – córa Mariusza wraz z naszymi przyjaciółmi Anią z Rafałem i ich córeczką Janką z Polski. Janka jest, jak dotąd, najmłodszym, bo zaledwie 7 miesięcznym załogantem na Katharsis II. Do piątku staraliśmy się nacieszyć urokami samoańskiej Upolu, a 0020 w sobotę opuściliśmy Apię i pożeglowaliśmy do Asau Harbour na sąsiedniej wyspie Savaii. Jest sobota 19 października godzina 1900, stoimy na kotwicy. Nasza pozycja 13st.31min. S, 172st.39min.W.


Responses

  1. Podziwiam Wasze żeglowanie we dwójkę i cieszę się, że Anna z rodziną doleciała szczęśliwie. Ściskamy z Poznania, ledwo nas widać ze spadających liści.

  2. Czytając o tym Waszym cumowaniu u mnie też pojawiły się emocje.. zakończone takim „uf” 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: