Napisane przez: Mariusz | 2015/02/07

Bay of Whales, południowy kraniec świata

tak daleko na południe jeszcze nikt nie dopłynął 06.02.2015

tak daleko na południe jeszcze nikt nie dopłynął 06.02.2015


Mariusz:

Haneczkowa wtorkowa impreza urodzinowa była niezwykle huczna. Jej kulminacją były tańce pod pokładem. Płynęliśmy w kierunku 180 południka i czekaliśmy na dogodny moment, by przekroczyć linię zmiany daty, powrócić do poprzedniego dnia i ponownie celebrować Hani urodziny. Wyglądało na to, że kolację zjemy w poniedziałek. Na trasie pojawił się jednak lód i zaczęliśmy szukać przejścia po wtorkowej stronie. Potwierdziły się w ten sposób moje przewidywania co do sposobu, w jaki należy interpretować mapy lodowe. Są bardziej optymistyczne niż otaczająca rzeczywistość. Lód tutaj nie topi się z dnia na dzień i należy zawsze brać pod uwagę mapy sprzed kilku dni, by mieć jako takie wyobrażenie o aktualnej sytuacji lodowej.
Kilkakrotnie przechodziliśmy przez luki w wałach lodu, który układał się w pasy z północy na południe. W końcu około 2400 przebiliśmy się przez ostatni z nich, tym razem trochę rozpychając się. Następnego dnia nikt z nas nie miał sił na kontynuowanie zabawy, więc pozostaliśmy przy starej łódkowej dacie.
Około 77 równoleżnika zaczął niknąć nam sygnał satelitarny. To i tak dużo poniżej 70 szerokości geograficznej, do której gwarantowany jest odbiór, ale miałem nadzieję na chimeryczną pracę aż do 80 stopnia. Traciliśmy internetowy kontakt ze światem. Mieliśmy jeszcze w odwodzie dwa telefony Iridium, które mają zasięg globalny, ale są archaiczne, jeśli chodzi o transmisję danych (szybkość transmisji 2,4 kB). Dopiero od niedawna Iridium wypuściło antenę z multiplekserem kanałów, która pozwala na normalne korzystanie z sieci.
Zbliżaliśmy się niechybnie na koniec świata. Nie tylko łączność nas opuściła, ale i zniknęły towarzyszące nam ptaki i wieloryby. Do tego wszystkiego niebo zaczęło się zaciągać, zwiastując nadejście niżu. Niże z reguły biegają sobie po Oceanie Południowym, krążąc wokół Antarktydy. Latem nad kontynentem dominuje wyż, który chroni Morze Rossa przed mokrymi wiatrami znad oceanu. Taki układ pogodowy mieliśmy na przejściu przez barierę lodową przy Cape Adare. Wiedząc o nadciągającym niżu, który miał być wepchnięty w Morze Rossa, chciałem jak najszybciej znaleźć się w południowo-wschodniej części tego akwenu. Tutaj miał wiać słabszy wiatr, według prognoz do 35 węzłów. Zachodnia część morza miała być przedmuchiwana wiatrem wiejącym do 50 węzłów. Widząc rozłożystość układu mogłem dołożyć do tego dodatkowe 20 węzłów. Na całym tym obszarze nie ma miejsca do schronienia się. Groźny jest nie tylko wiatr i towarzyszące im fale, ale oblodzenie jachtu i idące za tym pogorszenie stabilności i przede wszystkim dryfujący w takich warunkach lód. Tego ostatniego było najmniej w okolicach Bay of Whales i biorąc pod uwagę kierunek wiatrów, zawsze mogliśmy być przed nim, by w ten sposób uniknąć kolizji.
Wiatr i prądy nam nie sprzyjały. Mile upływały powoli. W czwartkowy poranek ujrzeliśmy przed sobą ścianę szelfu. Przed południem zbliżyliśmy się do niego na milę i w ten sposób podążaliśmy ku celowi naszej wyprawy. Bay of Whales (czyli Zatoka Wielorybów) była naturalnym lodowym portem. Z niej startował Amundsen na podbój bieguna południowego. Siły natury zniszczyły ten port i nie ma żadnych opracowań na ten temat. Znalazłem odręcznie rysowaną mapę szelfu z naniesionym jej konturem z 1971 roku. Bay of Whales wygląda na niej jeszcze jak mały fiord. Od Alexa (który trzyma za nas i Selmę kciuki) otrzymałem pozycję z księgi Guinessa, do której dotarł M/V Arctic P. Jest to najdalej na południe położone miejsce, do którego jakikolwiek statek dopłynął – 78st 43.0336 S; 163st 42.1317 W. Poprzeczka została ustawiona i postanowiliśmy znaleźć chociaż mały wyłom w szelfie, by tę pozycję poprawić.
Dopiero w czwartkowy wieczór dopłynęliśmy do miejsca, które pokrywało się z mapami z Bay of Whales. Szelf wyraźnie skręcał o 90 stopni, jego zbocza po raz pierwszy łagodnie schodziły w kierunku wody. To mogłoby być miejsce, gdzie można by pokusić się o lądowanie. Niestety zatoczka była pełna lodu i zaczął rozwiewać się wiatr. Miejsce to było odległe o prawie dziesięć mil od ustanowionego rekordu. Warunki nie pozwalały nam na sprawdzenie, czy za pasem lodu jest wejście do lodowego fiordu, który poprowadziłby nas w głąb szelfu. Gdyby nawet tak było, to nie bylibyśmy w żaden sposób tego sprawdzić. Nadchodził sztorm i po godzinie kręcenia się między bryłami lodu musieliśmy odpaść w morze.
Wiatr zaczął tężeć i przed 2100 przekroczył 40 węzłów. Potwierdziły się moje obawy co do siły tego rozległego układu. Odeszliśmy na czas od lodu, by nam nie zagrażał. Postawiliśmy zrefowanego sztaksla, który pozwalał na bezpieczne płynięcie pod wiatr i zapewniał umiarkowaną manewrowość. Hania z Doktore musieli jeszcze ominąć jedną górę lodową i kilka growlerów, ale przed północą woda była już czysta od lodu. Było zimno, dziób zaczął porastać lodem. Trudno byłoby wytrzymać w takich warunkach bez narciarskich gogli i naszych skafandrów. Przez sześć godzin notowaliśmy wiatr wiejący z prędkością powyżej 45 węzłów, w porywach do 58 węzłów.
Nad ranem sytuacja zaczęła się uspakajać. Obraliśmy kurs na Bay of Whales. Wiatr zmienił kierunek z wschodniego na północny. Fale szły w kierunku szelfu. Rozbijały się z niewyobrażalnym impetem o lód, wywołując gejzerowe widowisko. Pierwsze rozpoznanie terenu nie pozostawiało złudzeń – na szelf w żaden sposób nie będziemy w stanie zejść, zbliżenie do niego grozi utratą jachtu. Ponownie odpadliśmy na zachód.
Prognoza pogody nie była zachęcająca. Wiatr północny miał utrzymywać się przez kilka dni. Mogliśmy krążyć dookoła, ryzykując coraz późniejszym wyjściem z Morza Rossa. Postanowiłem nie czekać, wpłynąć tak daleko jak rozsądek pozwoli i zakończyć ten etap wyprawy.
Wpłynęliśmy do Bay of Whales ponownie wczesnym popołudniem. Towarzyszył nam huk rozbijanych fal o szelf i świst mroźnego wiatru. Przed szelfem unosił się na falach śmiertelnie groźny lód. Fala przybojowa przypominała tą niebezpieczną, spotykaną przed rafami koralowymi. Tylko, że tu woda ma minus 3 stopnie i znikąd nie można oczekiwać pomocy. Wpłynęliśmy najdalej, jak tylko można w tych warunkach w głąb zatoki, czyli na długość przybojowej fali od zwartego lodu.
W ten sposób dotarliśmy o 0,5 mili morskiej dalej niż M/V Arctic P na południe, ustanawiając swój własny rekord, dla własnej tylko przyjemności i satysfakcji. Nasza pozycja to: 78st 43,566S 163st 43,806W. Odczuwam dzisiaj niesamowitą satysfakcję. Mogliśmy tak daleko dopłynąć dzięki zaufaniu do siebie i jachtu, na którym pływamy. Pokazaliśmy pazur połączony z właściwym przewidywaniem zdarzeń. Wielu nie spodziewało się, że „plastikowy” jacht może być tak dzielną jednostką.
Teraz musimy bezpiecznie wrócić. Chcemy po drodze zobaczyć jeszcze chociaż jednego pingwina cesarskiego. Sztorm zablokował całkowicie zachodnie wybrzeże. Płyniemy na Franklin Island, by stamtąd ocenić gdzie możemy wylądować.

Hania:
Dopłynięcie do najdalej na południe położonego krańca żeglownej wody – osiągnięcie Bay of Whales było głównym wyzwaniem tegorocznej wyprawy Katharsis II. Mariusz jako kapitan i organizator całego przedsięwzięcia postawił przed sobą, nami jako załogą i jachtem kilka celów, jednak ten przyświecał całej wyprawie: dotrzeć na Morze Rossa i przedrzeć się jak najdalej na południe. Już przedsmak Morza Rossa, jeszcze przed Cape Adare uważanym za wrota do tego nieprzyjaznego dla ludzi akwenu, dał nam się we znaki. Lodu było znacznie więcej niż wynikało z map lodowych i z doświadczeń wcześniejszych lat. Na szczęście prognozy pogody sprawdzały się i tutaj wszystko odbywało się z przyjętym przez naszego kapitana harmonogramem. Kolejne zapory lodowe stawiane przez Morze Rossa udało nam się pokonać, aż dotarliśmy do czystej od lodu wody i mogliśmy pożeglować wprost do Zatoki Wielorybów. Przeciwne wiatry i prądy wystawiały nas na kolejne próby, jednak największą miała być ta, gdy już dotykaliśmy dziobem wód Bay of Whales… Gdy chęć zdobycia tego trudnego do zdobycia potęgowała się i cel był, wydawało się, na wyciągnięcie ręki… uderzył silny sztorm. Spodziewaliśmy się go, ale gdzieś w duchu mieliśmy nadzieję, że może tym razem prognoza się nie sprawdzi i zdążymy, zanim wiatr rozwścieczy wodę i unoszący się na niej lód. Jednak morze wciąż i wciąż uczy nas pokory. I za to jestem mu bardzo wdzięczna. Ten żywioł, który staramy się okiełznać wciąż pozostaje nieokiełznany, a jedynie trochę oswojony. Nieustannie pociąga i porywa.
Zmiana pogody wymusiła na nas kilkunastogodzinne sztormowanie przed Bay of Whales. Silny wiatr, rozbujane morze i pak lodowy trzymały nas na dystans. Mogliśmy tylko podziwiać monumentalne ściany szelfu i wodne fajerwerki, jak nazwaliśmy kilkudziesięciometrowe gejzery wystrzeliwane przez fale rozbijające się o pionowe klify lodowca. Widok był oszałamiający, ale jakże przerażający!!
Gdy wiatr zelżał, Mariusz podjął decyzję o zbliżeniu się do szelfu i wpłynięciu do Bay of Whales oraz osiągnięciu południowego dla nas krańca świata. Udało się!!! To był niezwykły moment. Po raz kolejny spełnić wielkie marzenie – takie wspaniałe uczucie nas rozpierało. Wyzwanie osiągnięte, a teraz przed nami kolejne cele, no i ten najważniejszy – bezpiecznie wrócić do domu.


Responses

  1. Szczere GRATULACJE!! Teraz życzę szczęśliwego opuszczenia M. ROSSA.

    • Dzięki. Mamy nadzieję, że to srogie morze pozwoli nam jeszcze coś zobaczyć i odkryje swe uroki.

  2. GRATULACJE!!! Chylę czoła i trzymam kciuki za szczęśliwą eksplorację „końca” świata. Wasz track mimo słabego zasięgu internetowego jest cały czas aktualizowany na „http://yb.tl/katharsis”, dzięki temu nawet gdy nie zamieszczacie kolejnych wpisów, widać że jesteście 🙂

    • Super, że jesteś wciąż z nami!

  3. Gratulacje!
    Coś wielkiego! Mega świetnie! Tu taaak bardzo trzymamy za Was kciuki. Nie mogę się doczekać już Waszych morskich opowieści.

    Buziaki!

    • Dzięki Żeglaro! Oj będą opowieści, będą!!!!

  4. Cudnie, gratuluję, CHAPEAU BAS!!! Dorota

  5. Jesteście Wielcy!!! Z takim Kapitanem i z taką załogą każdy cel jest możliwy. GRATULACJE!!!

    • Dzięki! Z tą wielkością to bez przesady, ale na pewno jesteśmy bardzo szczęśliwi i usatysfakcjonowani!!

  6. No i tak się przechodzi do historii. Wiem, wiem Wam nie o to chodzi ( co widać,słychać i czuć ;-)) ) Całe szczęście , że po hucznej imprezie ( a nie mówiłem ) nie wpadliście na pomysł przeorania Antarktydy i wypłynięcia z „drugiej strony” Przybijam piątkę całej załodze i być może do zobaczenia w Gdańsku. Krzychu.

  7. Gratulacje! Przyznam że czytając i oglądając co wyczyniacie u dołu globusa
    dostaję co chwila Zespołu Opadniętej Szczęki ;-)) Nic to! Doktore wróci to
    pomoże:-)

    Powodzenia!

    • Dzięki, Doktore już wpisuje w kajet wizytę po powrocie!

  8. WIELKI ŻEGLARSKI WYCZYN!!! W wielkim stylu! Bez precedensu. Fantastyczni ludzie! Wspaniały Jacht! Serdeczne gratulacje dla Was wszystkich! Matek i Ojców tego wielkiego sukcesu! Podziwiam … 🙂 Hats off to You, Guys.

  9. gratulacje!!!

  10. WIELKIE GRATULACJE !!!
    WIELKIE GRATULACJE !!!
    WIELKIE GRATULACJE !!!
    WIELKIE GRATULACJE !!!
    WIELKIE GRATULACJE !!!
    WIELKIE GRATULACJE !!!
    WIELKIE GRATULACJE !!!
    WIELKIE GRATULACJE !!!

    I TAK 100 RAZY WIELKIE GRATULACJE !!!

    • Dzięki, dzięki i tak 100 razy!

  11. Ogromne gratulacje dla Kapitana, całej załogi i jachtu. To naprawdę jest poważny wyczyn. Przechodzicie do historii żeglarstwa. I to „plastikowym” jachtem. 🙂

    • Wielkie dzięki za gratulacje i wsparcie.

  12. Niecodzienne chwile, emocje i miejsca. Taka mieszanka wprowadzona w Wasze krwiobiegi w połączeniu z morską wodą o temperaturze -3st, jeszcze na długo zachowa świeżość i smak niesamowitości.
    Bezpiecznego powrotu!

  13. Wow!!! Bo co tu powiedzieć, Jak ja Wam zazdroszczę. …..
    Pozdrawiam Tomka Grale, byłem z nim w swoim pierwszym rejsie morskim na Totemie. Mam nadzieję ze mnie pamięta.

  14. Gratulacje!!! „Płynęliśmy” z Wami i jesteśmy szczęśliwi tak jak Wy! Dziękujemy, że dzielicie się tą przygodą na blogu. Powodzenia w drodze powrotnej i GORĄCE pozdrowienia :)!

  15. GRATULACJE Z RZESZOWA

  16. Ogromne Gratulacje i podziękowania za wspaniałe relacje !!!!
    Mimo, że sam jestem szczurem lądowym, to z ogromną ciekawością wyczekiwałem na kolejne Wasze wpisy z tej niesamowitej i historycznej wyprawy. „Wielki szacun” i gorące pozdrowienia z Gdyni.
    PS. Szczególnie pozdrawiamy naszego kolegę Wojtka 🙂
    Ilona+Irek+Igor

  17. Gratulujemy, pozdrawiamy, ciągle zadrościmy i dalej śledzimy Katharsis + trochę spóźnione, ale głośne 100 lat dla Hani!!!

  18. Nawet w Wiadomościach TVNu o Was głośno. Dupa się marszczy, ale oglądamy z dumą. Wasze zdrowie. Hej
    siostrzyczka ze szwagierkiem

  19. Gratuluje Wam , stworzyliście nowy film ” Piraci z Polski , Na krańcu świata ” !!! trzymajcie się ciepło i życzymy dalszych przygód !!!

  20. Krótko… GRATULACJE!!!

  21. Gratulacje! Zdjęcia z końca świata zapierają dech. Wracajcie szczęśliwie!

  22. To jeszcze raz ja eee…. nie ,nie ,nie Wacław Jarząbek trener trzeciej klasy tylko Krzychu . No to teraz się zacznie, wywiady , wizyty w zakładach pracy pewnie jakiś Taniec z Gwiazdami czy inny Voice of Poland. Siostry i bracia pilnujcie się bo jeszcze celebrytów z Was zechcą zrobić a Wy jak wiadomo nie z tych. PS 1. Wiecie co mnie w Was najbardziej ” pociąga ” ? to to,że owszem są niemałe pieniądze ( bo muszą być ) ale nie ma nawet ŻDŻBŁA SŁOMY która by Wam z kaloszy żeglarskich wystawała PS 2. Mariusz , masz chłopie JAJA. PS 3. Haniu, masz rękę do pisania i oko do fotografii , no po prostu urodzona Blogini. Jak to idzie ?, a już wiem : Dzień bez wazeliny ,dniem straconym. -:)) Pozdro, Krzychu.

  23. Opłaciło się trzymac kciuki!!!
    Gratulacja i WIELKI SZACUNEK!!!

  24. Fantastico!!!! Gratulacje przeogromne!!! Uwazajcie na siebie…

  25. Gratulacje. Nawet wieloryby w swej zatoce nie wpłynęły tak daleko 🙂 Szczęśliwego powrotu.

  26. Najszczersze Gratulacje dla Wspaniałej Załogi !

  27. Gratuluje, niesamowity wyczyn i wdoki! Zdjecia fal tlukacych o szelf robia wrazenie 🙂 Pomyslnosci w drodze powrotnej!

  28. Wielkie gratulacje dla Kapitana i całej załogi. Szczęśliwego powrotu. Celebrowanie zdarzeń na Katharsis jest urocze czego mogłem doświadczyć w Hobart.

  29. Hej Hania, gratulacje usłyszałem właśnie w TV na TVP1 w wiadomościach o waszym rekordzie osiągniętym na Katharsis2. Pozdrawiam serdecznie, Marcin Czapiewski


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: