Napisane przez: Hanuś | 2015/02/21

Wody Antarktyki za nami

Tydzień temu opuściliśmy Morze Rossa. Trochę było mi żal, że lądy Antarktydy okazały się w tym roku tak nieprzystępne. Dane nam było jedynie posmakować ten zakątek świata. Lody otaczające kontynent stworzyły szczelną barierę, nie pozwalając na dotarcie do brzegów. Gdy dotarliśmy w okolice Cape Adare, gdzie dwa tygodnie wcześniej przedzieraliśmy się przez lody, krajobraz był nieco inny. Wciąż pozostawało tu dużo lodu, to się nie zmieniło. Ale atmosfera była jakaś odmienna, bardziej tajemnicza i złowroga. Lody, które nas witały pod koniec stycznia były oblane wesołymi promieniami słońca. Kry wydawały się bielsze i jakby bardziej miękkie – chcące się kruszyć, zapraszając na Morze Rossa. Mnóstwo też było pingwinów Adeli. Dwa tygodnie później jakby życie tu zamierało. Spotkaliśmy zaledwie 3 pojedyncze pary pingwinów i cztery wieloryby. Lód, jaki zastaliśmy w połowie lutego był twardy, ostry, jakby szykujący nową barierę. Do tego występował w akompaniamencie ciężkich chmur i pierwszych szarych wieczorów.
Lodowe zakątki świata mają w sobie coś bajecznego i niesamowitego. Jak raz się je pozna, to działają jak narkotyk, każą do siebie wracać. Opuszczając je, z jednej strony pojawia się nieokreślona ulga, chęć powrotu do domu, do bezpiecznych stron, a z drugiej już mości się w sercu ziarenko tęsknoty, które będzie powoli kiełkować i przypominać o magii białych krain Arktyki i Antarktydy.
Opuszczając Morze Rossa nie byliśmy pewni gdzie popłyniemy – czy będzie to Nowa Zelandia, czy może ciepłe wyspy Polinezji Francuskiej. Z tego południowego krańca świata można wybrać najróżniejsze drogi powrotu do cywilizacji. Dystans do pokonania do Nowej Zelandii jest niewątpliwie najmniejszy, ale okupiony podwiatrową jazdą po najwietrzniejszym z oceanów. Kusiło nas Tahiti, leżące niecałe 1000 mil dalej niż Auckland, ale pozwalające płynąć pod lepszym kątem do większości hulających tu wiatrów. Tahiti wciąż jest jeszcze w strefie huraganowej i bezpiecznie będzie tam dopiero w maju. Kolejną opcją, najlepszą jeśli chodzi o wiatry mógłby być Cape Horn i Patagonia. Z Pacyfiku nie chcieliśmy jeszcze uciekać, dlatego wybraliśmy męczącą trasę na północ, ku brzegom Nowej Zelandii.
Po opuszczeniu pasa paku lodowego chroniącego bram Morza Rossa jeszcze przez pięć dni góry lodowe przypominały nam, że jesteśmy na wodach Antarktydy. Przez całe dni wypatrywaliśmy na wodzie białych przeszkód i je wymijaliśmy. Najtrudniejszym czasem była noc, która jest coraz dłuższa i towarzyszy nam od opuszczenia Cape Adare. Góry lodowe można wypatrzeć na radarze. Jednak te mniejsze kawałki, które mogłyby wyrządzić nam niewyobrażalne szkody przy dużej prędkości, są dla wynalazków techniki niewidzialne. Dlatego każdej nocy redukowaliśmy żagle do minimum i płynęliśmy ostro pod wiatr, by zmniejszyć prędkość do 2 – 3 węzłów. Staraliśmy się wypatrywać lód, jednak gdy było zupełnie ciemno, liczyliśmy na to, że minimalna prędkość przy ewentualnym spotkaniu z lodem uchroni nas przed uszkodzeniem. Zawsze to lepiej wjechać w przeszkodę dziobem, niż stojąc w dryfie być rzucony burtą na lodowy growler. Liczyliśmy przy tym na to, że jeśli w promieniu sześciu mil nie widać na radarze żadnej przeszkody, to i drobiazgu lodowego być nie powinno. Najwięcej growlerów widzieliśmy w ciągu naszych pierwszych dwóch dni, kiedy góry towarzyszyły nam przez cały czas płynięcia. Kiedy wydawało nam się, że wyszliśmy z zasięgu lodu, po prawie całym dniu czystej jazdy, piątego dnia na horyzoncie ujrzeliśmy olbrzymią, postrzępioną górę lodową. Powitaliśmy ją stekiem przekleństw, po czym mieliśmy kolejną nadwyrężającą nerwy noc.
Pierwszy sztorm, jaki przetoczył się nad nami dał nam się we znaki. Przede wszystkim ze względu na strach przed lodem czyhającym wśród wysokich fal. Z napięciem wysiadywaliśmy na wachtach wyostrzając wzrok do granic możliwości. Podczas jednej z nocy Doktore zaczął opowiadać mi o testach łódek, które czasem przegląda w sieci. Nowe modele poddawane są różnym wypadkom, na przykład zderzeniom z innym obiektem… Takie historie nie uspakajały. Przez te dni czuło się w powietrzu napięcie, pomimo, że wszystkim nam dopisywały humory. Przejmujące zimno jakie niósł silny wiatr potęgowały chlusty lodowatej wody, przelewającej się przez pokład przy podwiatrowej żegludze. Fale wpadały do kokpitu zamieniając go na kilka chwil w wannę wypełnioną wodą. Jedna z fal przetoczyła się z taką siłą, że odpaliła Doktorowi stojącemu za sterem kamizelkę ratunkową. Nie był to może najsilniejszy ze sztormów (wiatr do 53 węzłów), jednak wymęczył nas. Świadomość obecności lodu kryjącego się między białymi grzywami wzburzonego Oceanu Południowego dręczyła i przerażała. Nocne piłowanie pod wiatr z minimalną prędkością było wyczerpujące przede wszystkim psychicznie. Ale mamy to już za sobą. Dzisiaj pierwszy raz świeci piękne słońce i ocean zmienił kolor ze stalowego na przepięknie granatowy. Nad ranem wiatr odkręcił i w końcu nie płyniemy pod wiatr, tylko spokojnie suniemy z 35 węzłowym wiatrem po białych grzywach fal. Fale zmalały z dochodzących do 10 metrów do 6 metrowych.
Warunki w kambuzie znacznie się poprawiły. Już nie trzeba zapierać się nogami i jednocześnie łapać przedmioty, które wyrzucane były w powietrze przez fale złośliwie uderzające w burty. Pomimo trudnych warunków przy podwiatrowej jeździe przez te dni ani razu nie uciekliśmy do zapasów liofilizowanej żywności, którą wystarczy zalać wrzątkiem i obiad gotowy. Codziennie wachty kambuzowe przygotowują normalne posiłki. Tylko czasem wyzywają fale, które po raz kolejny wywracają durszlak z makaronem lub próbują wylać wrzątek z garnka.

Jest sobota 21 lutego, godzina 1600 czasu łódkowego (UTC+11). Nasza pozycja 55 26S 173 06E. Do Auckland pozostaje nam jeszcze około 1300 mil morskich.


Responses

  1. Jak ja Wam zazdroszczę tych dylematów „Tahiti czy Auckland, a może polinezja”. Chciałbym mieć też takie. Choć fal i nocnych kontaktów z growlerami już niespecjalnie… Jesteście prawdziwymi hardcorami. Gdziekolwiek popłyniecie będziemy i tak z Wami.
    Permamentne pozdrowienia.

  2. Magia i siła przyciągająca lodowych krain jest ogromna. To tak samo, jak z górami 🙂
    Pomyślnych wiatrów Wam życzę 🙂

  3. Już niedługo będziecie się wygrzewać, więc – TAK TRZYMAĆ!

  4. Hej Mariusz & Hania. Czy planujecie… lub kiedy wydacie ksiazke? Pzdr Tomek

  5. No to gorąco się robiło w d…ie gdy nie było widać growlerów czy niewielkiej kry między falami. To już te 50 knt wiatru czy jebitna fala nie robiły takiego zamętu w głowie jak to , że nie było wiadomo co jest za „górką” Ale to już za Wami , a przed dziobem bajeczna Nowa Zelandia czyli ciepło, ciepło , ciepło. Zdrowotności życzę całej załodze. Krzychu

  6. Hej. aprox. 06.00 UTC 22/2 dalczego zmieniliscie kurs? Wszystko ok ? Pzdr T.

    • Mamy trochę rezerwy czasowej, więc zmieniliśmy hals i piłujemy nadal pod wiatr, ale na południe Nowej Zelandii. Na lewym za bardzo zaczęło nas odrzucać w morze. Odprawimy się w Bluff. Będzie szansa na postój chociaż w jednym z fiordów, może krótka wizyta na Steward Island, gdzie mamy miejscówkę pełną przegrzebków. Coś ekstra do pokazania naszej dzielnej załodze. Mariusz

      • Hej Hania. Dzieki za odpowiedz. Bluff…duza szansa, ze przywita Was deszczem. Ja dzis koncze moj ”world cruise” i po odwiedzeniu Wysp Indonezji i bliskim spotkaniu z Komodo Dragons lece do Polski, ale nie przestaje Was ”sledzic” 🙂 Jako, ze jestescie nie tylko wysmienitymi Zeglarzami, ale i chef’ami kuchni , pewnie przegrzebki z czosnkiem i natka pietruszki wyladuja rowniez na talerzach jako solidna dawka smaku ( to chyba nie jest rezerwat i mozna sie poczestowac kilkoma??? ) Pozdrawiam serdecznie T.

  7. Oj, ależ macie tam temperaturę pewnie niską strasznie. Brrr, na samą myśl robi mi się zimno… Przecież ja bym tam zamarzł. Podziwiam wasze chęci i samozaparcie do takiego podróżowania. Ja bym chyba dostał jasnej pogody i zaraz się rozmyślił… No ale za Was oczywiście trzymam kciuki i za Wasze podróże.

  8. dylematy gdzie ma być kolejny cel w Waszym wykonaniu są ekstra 🙂 , powodzenia i pozdrowionka

  9. Pozdrówcie uczestników Volvo Ocean Race, zapewne się z nimi spotkacie w Auckland, 15 marca ruszą do 5 etapu. Dla Was wielkie gratulacje i pozdrowienia z Gdyni.

  10. Dokąd aktualnie wiatry Was zaniosły.Spieniony ocean nie daje otuchy

  11. Dla takich widoków to byłabym gotowa zrobić naprawdę wiele! Ha, nawet może bym pokonała mój lęk przed wodą, plywaniem i wszystkim innym, co z wodą powiazane. Zazdroszczę przeżyc, widokow, zazdroszcze tego, że jesteście w stanie spełniać swoje marzenia, realizować wyznaczone cele i przeć przed siebie 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: