Napisane przez: Hanuś | 2016/02/12

Nasz listopadowy pobyt na Bali

W listopadzie zeszłego roku – od 10 do 23 Katharsis II znajdowała się w okolicach Bali. Przez większość czasu łódka zakotwiczona była przy wyspie Serangan na południu. Jest to bardzo dobrze osłonięte od wiatru i fal miejsce, które było wygodną bazą wypadową do zwiedzania Bali. Jako, że stacjonowaliśmy niedaleko Półwyspu Bukit, to w pierwsze popołudnie po przypłynięciu i zorganizowaniu samochodów pojechaliśmy właśnie tam – na samo południe, by zobaczyć Ulu Watu – świątynię położoną nad stromym klifem. Mariusz i Zbyszek, którzy już tam kiedyś byli, bardzo polecali to miejsce. I mieli rację, gdyż świątynia jest rzeczywiście wyjątkowa. Same zabudowania nie są imponujące, jednak położenie świątyni i roztaczający się z niej widok robią ogromne wrażenie. A późne popołudnie jest idealną porą na zwiedzanie tego miejsca – gdyż Ulu Watu położona jest na zachodnim wybrzeżu, skąd idealnie widać wpadające do morza słońce. Trzeba tam jednak bardzo uważać na złośliwe małpy, które z ogromną zwinnością potrafią wykraść okulary z nosa, czy japonki z nóg, a nawet wyjąć telefon z kieszeni– co widzieliśmy na własne oczy. Nas uczulił na obecność złodziejek Zbyszek, który ostatnim razem stracił tam okulary. Można próbować przekupić małpy i nakłonić je do oddania fantów, jednak nie zawsze się to udaje. Blisko świątyni, nad samym klifem znajduje się amfiteatr, w którym wieczorem można obejrzeć tradycyjną sztukę. Kecak, czyli przedstawienie balijskiego tańca, zaczyna się tu wraz z zachodem słońca, dzięki czemu niebo tworzy kolorową scenografię. My mieliśmy okazję oglądać tancerzy i akompaniujący chór 70 mężczyzn na tle pomarańczowego, a następnie przepięknie purpurowego nieba. Czwarty, ostatni akt, odrywał się gdy było już ciemno, dzięki czemu taniec w ogniu wyglądał tajemniczo i groźnie. Tancerze włączali publiczność do zabawy i między innymi na scenie pokazała się Madzia. Zaskoczyła aktorów, przy których wszyscy czuli się skrępowali i onieśmieleni przebywaniem na scenie. Zamiast tylko uśmiechać się jak większość widzów, Magda ruszyła z nimi do tańca, momentami nawet przejmując prowadzenie. Zebrała sporo braw od publiczności. Przedstawienie bardzo nam się podobało. Na szczęście nie było męczące, czego trochę się obawialiśmy. Czasem trudno się przyzwyczaić do specyficznych dźwięków tradycyjnych instrumentów azjatyckich. Brzdęk dzwoneczków po dłuższym czasie może próbować wydrążyć dziurę w głowie. Na Kecak przy Ulu Watu akompaniował chór męski, który wypełniał przestrzeń swoimi pomrukiwaniami.
Kolejną świątynią, której zwiedzanie postanowiliśmy połączyć z wizytą w Ubud, była Gunung Kawi. Jest to jedna z najstarszych świątyń balijskich, położona w dolinie rzeki. Główną część sanktuarium stanowią kilkumetrowe posągi wykute w skałach. Są to czandi, czyli pomniki nagrobne imitujące twarze członków rodziny królewskiej z dynastii Udayana z XI w. Rzeźby, jak i ołtarze oraz komnaty mnichów wspaniale prezentują się wśród lian i starych drzew. Najpiękniejsza jednak była chyba sama droga do świątyni, gdyż prowadziła przez pola ryżowe położone na tarasach zbudowanych na stoku góry. Jeśli chce się na Bali zobaczyć tarasy ryżowe, to jest to chyba najlepsze miejsce!
Podczas tego pobytu pojechaliśmy zwiedzić jeszcze jedną świątynię. Już dwudniowej wizyty na Bali w listopadzie 2014 roku, kiedy lecieliśmy z Polski do Brisbane i zrobiliśmy sobie z Mariuszem krótki postój, chciałam zobaczyć pokazywaną na widokówkach i prawie we wszystkich folderach o Bali – świątynię na wodzie – Pura Ulun Danu Bratan. Podczas pierwszego pobytu udało nam się dotrzeć, ze spotkanymi na Bali Anią i Bartkiem z Tapasya, do położonej na zboczu góry Agung świątyni Besakih – przepięknej i majestatycznej. Tym razem dotarliśmy w góry nad jezioro Bratan, nad brzegiem którego stoi skromna świątynia, nazywana Ulun Danu Bratan. Charakterystyczne kilkupiętrowe dachy świątyni odbijają się na tle gór, które my oglądaliśmy spowite we mgłach. Widok bardzo ładny, jednak Pura Ulun Danu Bratan okazała się świątynią przy wodzie, a nie na wodzie. Zamiast jeziora świątynię otaczał piasek, na którym leżało mnóstwo śmieci, co psuło atmosferę i krajobraz. Niemniej właściwe ujęcie pozwala uniknąć śmieci w kadrze. Dla mnie, jak to często bywa, sama droga była ogromną przyjemnością. Z południa Bali musieliśmy przebić się przez Denpasar i dalej główną drogą na północ. Uwielbiam jeździć drogami na Bali, które są niezwykle kolorowe i malownicze, a rozsypane przy nich tradycyjne balijskie domy wyglądają jak świątynie. Jadąc przez Bali wydawać się może, że całość jest zabudowana, jednak to tylko złudzenie. Domy biegną gęsto wzdłuż drogi, a za nimi rozciągają się pola ryżowe, gdzie jest mnóstwo wolnej przestrzeni.
Poza świątyniami na Bali można także spędzić czas wygrzewając się na plaży, z czego korzystali Magda z Markiem i Roma z Kubą, lub na przykład włóczyć się po klimatycznych uliczkach Ubud, zwiedzając najróżniejsze knajpeczki, sklepy i galerie, co z kolei bardziej odpowiadało drugiej Madzi, Zbyszkowi, Mariuszowi i mi.
Podczas naszego dwutygodniowego postoju wyskoczyliśmy łódką na Nusa Lembongan. Jest to niewielka wyspa na wschód od Bali. Organizowanych jest tam sporo wycieczek jednodniowych dla turystów przyjeżdżających na Bali. Główną atrakcją jest tam niezwykle przeźroczysta woda i plaże. Nas skusiła czysta woda, gdyż zapasy tego cennego płynu szybko skończyły się w zbiornikach Katharsis, a włączanie odsalarki w brudnej i mętnej wodzie na kotwicowisku przy Serangan nie wchodziło w rachubę.
Żegnając się z Bali i obierając kurs na Jawę zatrzymaliśmy się jeszcze z dwóch miejscach – przy zachodnim brzegu przy Jimbaran, gdzie jest największy targ rybny na Bali. Uwielbiam odwiedzać wszelkie targi, zarówno te warzywno-kwiatowe, jak i z owocami morza, dlatego niezmiernie cieszył mnie ten postój. Wcześnie rano wybraliśmy się z Kubą, Filipem (bratankiem Kuby, który zamusztrował się na Katharsis na Bali, by ruszyć z nami na rejs z Indonezji do Tajlandii) i Tomkiem na podbój targu. Kuba kupił ponad 20 kilogramowego tuńczyka, a ja nie mogłam się oprzeć wielkim langustynkom.
Ostatnie chwile przy Bali spędziliśmy na północy w Taman Nasional Bali Barat, jedynym parku narodowym na Bali.
Bali jest fascynującą wyspą, jedyną w swoim rodzaju. Nawet tłumy turystów szturmujących najważniejsze atrakcje nie są wstanie zmienić mego ciepłego nastawienia do tego bajecznego miejsca. Ale wystarczy zboczyć z którejkolwiek z głównych dróg, by znaleźć ciągle autentyczne Bali. Na pewno będę chciała tu jeszcze wrócić.


Responses

  1. No nareszcie doczekałem się jakiejś porządnej relacji z eksplorowania Bali. Dzięki temu moje wirtualne zwiedzanie nabiera jakichś konkretnych kształtów. Czuję, że znów chciałbym być w Ubud i tych wszystkich pięknych miejscach ( 4 miesiące temu, gdy tam byliście też bardzo chciałem). Do miłego spotkania w Gdyni. Pozdrowienia dla wszystkich


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: