Napisane przez: Mariusz | 2018/01/25

Zmienne wiatry wzdłuż brzegów wschodniej Antarktydy

Mariusz:
Za nami pierwszy miesiąc żeglugi i prawie 5000 mil morskich od opuszczenia Kapsztadu. Każdy z etapów wyprawy wokół Antarktydy potrafi wyróżnić się czymś szczególnym. Wody okalające wschodnią Antarktydę zajmą szczególne miejsce w naszej pamięci za sprawą olbrzymiej ilości spotkanych gór lodowych. Poza tym dały dam się we znaki słabe i zmienne wiatry.
Planując opłynięcie Antarktydy przeanalizowałem układy wiatrowe wzdłuż naszej potencjalnej trasy z kilku ostatnich lat w okresie od stycznia do połowy marca. Jedyną powtarzającą się prawidłowością była duża zmienność wiatrów, dotycząca zarówno ich prędkości jak i kierunków. Poszczególne lata różniły się między sobą znacząco co do ilości dni ze słabymi wiatrami (poniżej 10 węzłów) i silnymi (powyżej 25 węzłów). Ze słabymi wiatrami trzeba było borykać się średnio przez 15-30% czasu spędzonego w Antarktyce. Na zmaganie z silnymi wiatrami można było liczyć przez 15-25% żeglugi.
Od wpłynięcia na wody Antarktyki odnotowaliśmy zaledwie 20% dni z przebiegami powyżej 170 mil dziennie. Z kolei dni, kiedy musieliśmy męczyć się ze słabymi wiatrami, wypełniły nam aż 35% czasu. Po uwzględnieniu braku postępu spowodowanego zmaganiem się z ciężkim sztormem u bram Morza Davisa okazało się, że prawie co drugi dzień zaliczaliśmy małe dobowe przebiegi. Czyżbyśmy mieli do czynienia z wyjątkowo niekorzystnym rokiem dla żeglugi w Antarktyce? Za wcześnie na takie wnioski. Prognozy na najbliższe dni są optymistyczne. Mam nadzieję na poprawienie statystyk w zakresie dobowych przelotów.
Pływanie w słabych wiatrach jest bardzo wymagające. Często należy korygować żagle, by utrzymać prędkość, a tym samym manewrowość. A ta potrzebna jest do omijania przeszkód lodowych, których nie brak dookoła. Za rufą Katharsis II zostawiliśmy już antarktyczne Morze Wspólnoty, Morze Davisa i Morze Mawsona. Aktualnie jesteśmy na Morzu Dumont d’Urvilla. Obszar między 80 a 140 południkiem wschodnim zapamiętamy jako rejon występowania mnóstwa gór lodowych. Najwięcej spotkaliśmy przy omijaniu paku lodowego wychodzącego z Lodowca Szelfowego Shackletona. Miejsce to nazwaliśmy „Lodowym Miastem”. W zasięgu wzroku naliczyliśmy ponad setkę unoszących się na wodzie gór lodowych. Na pozostałym obszarze ich ilość oscylowała w granicach czterdziestu. Pływanie między nimi przypomina żeglugę po akwenie, gęsto utkanym wysepkami. Zasadnicza różnica polega na tym, że wysp lodowych nie ma na żadnej z map. Spotykamy na swej drodze góry w różnym stadium rozpadu. Często mijamy sporych rozmiarów młode stołowe wyspy lodowe, które zapewne w tym sezonie oderwały się z lodowca szelfowego. Majestatycznie unoszą się one na falach, wzbudzając respekt, dzięki swej wielkości i strzelistym klifom. Widoczne na powierzchni gór jamy są wynikiem działania fal roztrzaskujących się o ich ściany. Często takiej wyspie towarzyszy smuga drobnego lodu i sporych rozmiarów growlerów, które dopiero co odpadły od niej. Proces odłamywania się lodu od góry nazywane jest cieleniem. Zmiana środka ciężkości, będąca wynikiem cielenia się gór doprowadza czasami do ich obrócenia. To co wystaje wtedy ponad powierzchnię wody ma niesamowite kształty.
Obecnie żeglujemy w kierunku wschodnim wzdłuż 64. równoleżnika południowego. Zaledwie kilka mil na południe od nas rozciąga się zwarty pak lodowy. Przed nami Morze Somowa, na którym będziemy mogli popłynąć głębiej na południe. Leżą na nim Wyspy Balleny’ego. Mamy nadzieję zobaczyć ląd po raz pierwszy od opuszczenia Kapsztadu. Czy nam się to uda zależeć będzie od sztormu, który zamierza przywitać nas w tamtych okolicach.

Hania:
Po silnym sztormie przyszły dwa dni z żeglownym wiatrem, który pozwolił nam w pięknym stylu przemierzać Morze Davisa. Pod pełnymi żaglami mijaliśmy majestatyczne góry lodowe, które ciągnęły się po horyzont. Była to istna uczta dla oczu, jak i dla naszych żeglarskich apetytów. Żagle idealnie wypełnione wiatrem pchały Katharsis II z dużą prędkością w pożądanym kierunku, czyli na wschód. Jednak po dniach wiatrowej rozpusty nastał czas zmiennych i słabych wiatrów. Nasza cierpliwość wystawiona była na sporą próbę. I chyba nasze żeglarskie umiejętności także. Gdy wiatr wieje idealnie, to wystarczy postawić żagle, stanąć za sterem i jacht praktycznie sam płynie. Ale gdy jest go mało i wciąż myszkuje, czyli zmienia kierunek, to trzeba być niezwykle czujnym i dostosowywać ustawienie żagli do nowych warunków. Trymując z Irkiem żagle na wachcie czułam się momentami jak na regatach, a nie w trakcie oceanicznej żeglugi. Optymalne ustawienie żagli i reagowanie na każdą zmianę wiatru pozwalało nam na zmierzanie do celu nawet przy najmniejszych podmuchach wiatru. Momentami wiało raptem 6 węzłów wiatru, a nam udawało się wyciskać z Katharsis II 3 do 4 węzłów prędkości. Musieliśmy myśleć o zachowaniu manewrowości, czyli choć minimalnej prędkości, by móc wymijać góry lodowe i inne drobne lodowe przeszkody. Po kilku dniach wyczerpującej żeglugi ze zmiennymi wiatrami na horyzoncie pojawiły się ciemne chmury. Przyniosły one silne opady śniegu, ale także uderzenie 20 węzłowego wiatru. Śnieg na pokładzie był okazją do zabaw w śnieżki, ale też wyszorowania pokładu. Podczas żeglugi dookoła Antarktydy mamy bardzo ograniczone zasoby wody i nie możemy sobie pozwolić na szorowanie pokładu słodką wodą. A opady świeżego śniegu to nic innego jak dostawa słodkiej wody. Wystarczy szczotka i trochę energii i już pył oceaniczny (jak nazywamy kurz na pokładzie w czasie rejsu) znika. Jest to także niezła gimnastyka, gdyż w przechyle trzeba nieźle balansować na śliskim pokładzie.
A tak z życia załogi, to mamy za sobą ważną okazję, a mianowicie urodziny kapitana. Uczciliśmy je wspólnym śniadaniem, uroczystym obiadem oraz ciastem. Tomek sprezentował Mariuszowi tort. Pomimo przechyłu upiekł idealny biszkopt, zrobił krem waniliowy i przyozdobił tort galaretką. Nasz pierwszy oficer jest jachtowym mistrzem cukierniczym.
Ze smutnych wydarzeń w życiu załogi, to skończyły się pomidory. Z tej okazji zrobiliśmy pożegnalną sałatkę grecką. Zostało nam jeszcze trochę świeżej marchewki, papryki i kapusty oraz całe worki ziemniaków, cebuli i czosnku – szkorbut nam nie grozi. Poza tym uruchomiłam już nasz pokładowy ogródek, czyli uprawę kiełków. Pierwsze plony bujnie obrodziły. Chyba sprzyja im wilgoć oraz umiarkowana temperatura pod pokładem, czyli około 12-15 stopni.


Responses

  1. Fantastyczne zdjęcia! Zachód na różowo to moje ulubione (chyba sobie wydrukuję i pacnę na lodówkę). Pozdrawiamy z Wrocka!

    • Zawsze mogę podesłać w lepszej rozdzielczości niż blogowa 😉 Pozdrowienia dla Ciebie Kasiu!

  2. Prośba do załogi. Przed wami Wyspy Balleny’ego. Na trzeciej z nich –Wyspie Sturge’a wznosi się na wysokość 1705m lub wg innych źródeł na 1524m Brown/ Russell Peak. Dotychczas nie zdobyty. O ile pogoda pozwoli proszę o jak najlepsze zdjęcia wyspy. Genialnie by było minąć wyspę od S. Wygląda na to , że tylko od tej strony można próbować zdobyć szczyt. Wg Polar View między kontynentem , a wyspą nie ma lodu.
    Mariusz pamiętaj o fotce Penguin Rock na Sabrina Island. To może być Wasze zdjęcie roku.
    Gorące pozdrowienia dla Całej załogi .Słońca i właściwego wiatru dla gentelmanów.
    Kapitanowi 100 lat!

    • Aparaty z teleobiektywami będziemy mieli w pogotowiu! Mam nadzieję, że uda nam się coś ustrzelić! Ale to wszystko zależy od lodu i wiatrów! Dzięki za pozdrowienia i życzenia! No i ten wiatr dla gentelmanów…

  3. Taaa….. Taki rejs to ciężka robota. Prawie jak u mnie przychodni. Pacjenci jak growlery. Mnóstwo i trzeba strasznie uważać. Wytrwałości życzę. Nam wszystkim , a przede wszystkim Kapitanowi.

    • Powodzenia Jacku, bo w przychodni to chyba teraz najtrudniejszy okres! Pozdrowienia dla Ciebie i Iwonki!

  4. Moi drodzy,

    Powodzenia w podróży. Mam nadzieję że dalsza podróż przebiegnie bez problemów.

    Jako że nie mam innej możliwości kontaktu z tatą, mam nadzieję że mi wybaczycie odniesienie się do niego bezpośrednio.

    Tato Michale, twój przyszły son in law, od dzisiaj, jest twoim prawdziwym przyszłym son in law. Chciałam Tobie przekazać byś 2019 trzymał wolny od imprez, jako że Twoja córka będzie wychodziła za mąż. Mam nadzieję że się cieszysz.

    Przy okazji, wizę dostałam więc w czerwcu lecimy do USA.

    Sciskamy mocno,
    Moni I László

    • Gratulacje od całej załogi!!!!! Zaręczyn, nie wizy 😉 Pozdrów Laszlo.

  5. Widzę, że tylko 3Mm do Sabriny. Powodzenia

    • Udało się! Ale widoczność była słaba. Ale zdjęcie jest 🙂

      • Super , że mogłem sobie trochę posterować Katharsis:)))))


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: