Napisane przez: Hanuś | 2018/03/13

Morze Łazariewa i Risser-Larsena

Po ponad tygodniowym ekscytującym trawersowaniu Morza Weddella przyszła kolej na dziesiąte już odwiedzane z mórz antarktycznych – Morze Łazariewa. Dwa kolejne niże pozwoliły nam szybko zejść ponownie poza południowe koło podbiegunowe. Będąc daleko na południu mogliśmy zacząć szybciej odliczać pokonywane przez Katharsis II południki. Im dalej na południe, tym odległość między południkami staje się mniejsza. Na równiku wynosi ona 60 mil morskich. Na granicy Antarktyki, czyli na 60. równoleżniku spada o połowę – do 30 mil morskich. Na szerokości koła podbiegunowego wynosi zaledwie 24 mile.
Wpływając na Morze Łazariewa przecięliśmy południk 0 i wróciliśmy na półkulę wschodnią. Takie nawigacyjne wydarzenia są zawsze okazją do celebrowania z załogą. Okazję tą uczciliśmy kapitańską kolacją. Na stole zagościł tatar wołowy ze świeżo upieczonymi bułeczkami. Na lądzie takie danie może wydawać się dość powszechnym, jednak dla nas jest to uczta. Nie mamy dostępu do świeżych warzyw, by móc delektować się sałatkami, a obiady bazują na potrawach przygotowywanych z pasteryzowanych wcześniej mięs i warzyw. Dlatego każde danie sporządzone ze smakołyków z zamrażalnika, to święto. Raz są to kacze piersi, innym razem schabowe, które mogą wydawać się powszednim obiadem w menu, ale dla nas, to także rarytas. Niestety kończą się także ziemniaki, które są ulubionym dodatkiem obiadowym wśród naszej załogi. Od jakiegoś czasu mocno je reglamentujemy i tym samym stały się dobrem luksusowym. Ostatnimi świeżymi warzywami są teraz cebula i czosnek. W warunkach deficytu nawet one urastają do miana wyśmienitości. Udaje się wciąż uprawiać kiełki, które urozmaicają naszą dietę, ale to tylko marna namiastka ogrodowych smakołyków, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni na lądzie.
Morze Łazariewa zawdzięcza swą nazwę rosyjskiemu kapitanowi biorącemu udział w latach 1819-1821 w wyprawie pod dowództwem kapitana Bellingshausena mającej dowieść istnienia Antarktydy. Ten sam cel przyświecał drugiej wyprawie Jamesa Cooka. On jako pierwszy opłynął w latach 1772-1775 Antarktydę na statku Resolution. Całą pętlę wykonał w trzech etapach, dwukrotnie robiąc postój w Nowej Zelandii. Jako pierwszy zszedł poza południowe koło polarne, ale nie udało mu się potwierdzić istnienia kontynentu. Bellingshausen i Łazariew opłynęli kontynent na statkach Mirnyi i Vostok w dwóch etapach, z wymuszonym przez ciężki sztorm na Morzu Somowa postojem w Sydney w Australii. Pod koniec wyprawy, na wysokości odkrytej przez nich Wyspy Piotra Pierwszego, Bellinghausen dostrzegł szczyty gór Wyspy Aleksandra i tym samym uznawany jest za odkrywcę Antarktydy. Późniejsi wielcy odkrywcy Antarktydy koncentrowali swe wysiłki na poznaniu wycinków lądu, bądź na wyścigu do bieguna południowego.
Dla nas zarówno Bellingshausen jak i Łazariew będzie kojarzył się przede wszystkim z Morzami o ich imieniu, na których przyszło nam spędzić czas na męczącej podwiatrowej żegludze. Morze Łazariewa przywitało nas nietypowym, bo wolno przemieszczającym się niżem. Niż ten miał przynieść sztormowe wiatry z przeciwnego kierunku do naszej żeglugi. Większość układów porusza się z dużą szybkością wokół kontynentu. Ten przesuwał się z prędkością niewiele większą od naszej, przez co przez trzy kolejne dni mogliśmy płynąć w lekkich podmuchach na jego obrzeżach. Dał nam tym samym czas na znalezienie się na północ od jego najsilniejszych wiatrów. Niemniej przez cztery kolejne doby wymusił na nas uciążliwą podwiatrową żeglugę.
W ten sposób wpłynęliśmy na Morze Riiser-Larsena, jedenaste z odwiedzanych mórz Antarktyki. Próbujemy na nim płynąć w takim kierunku, by zminimalizować efekt ciężkiego sztormu, z którym przyjdzie nam się zmierzyć już jutro 14. marca. Od ponad tygodnia widzimy w prognozach pogody układ, który spadając z północnego zachodu niczym pocisk artyleryjski uderzy w nas z olbrzymią siłą. Ciśnienie atmosferyczne ma spaść do 928 hP. Nie ma sposobu, by się przed nim schować. Próbujemy oddalić się od kontynentu wydłużając przy tym nieco trasę, by uniknąć zmagania się z bardzo trudnymi podwiatrowymi, sztormowymi warunkami. Wiatry nie pozwalają nam jednak płynąć na północ i będziemy zmuszeni po raz kolejny walczyć. Czy zdążymy wyjść cało z tej trudnej sytuacji pokażą najbliższe dni.
10 marca minęliśmy południk Kapsztadu, a więc zamknęliśmy naszą pierwszą południkową pętlę wokół globu. Nie świętowaliśmy tego faktu ze względu na trudne warunki panujące pod pokładem oraz ogólne fizyczne i psychiczne zmęczenie załogi. Z pewnością będziemy świętować przecięcie pętli wokół Antarktydy i wyjście na sztormowe, ale wolne od lodu wody Oceanu Południowego. Do zamknięcia pętli pozostało mniej niż 1000 mil i mamy nadzieję, że nie będą one dla nas katorgą.


Responses

  1. Piękne zdjęcia! Życzę Wam abyście mieli czas i sile na świętowanie wszystkich żeglarskich osiągnięć. Trzymam kciuki

  2. No to życzę Wam spokojnego finiszu!

  3. Dzielna załogo.
    Wiadomo , że „baterie” powoli siadają w tej swoistej Wielkiej Pardubickiej dookoła Antarktydy ale głęboko wierzę , że te ostatnie 1000 mil to pokonacie choćby i ” siłom i godnościom osobistom ”
    Uważajcie na siebie i aby ten gwizdek który na Was idzie poszedł bokiem albo się wydmuchał.
    Pozdrawiam , Krzychu.

  4. Dacie radę !!! Wszyscy trzymamy za Was kciuki !!!

  5. Trzymam kciuki za was! Dacie radę! Powodzenia

  6. Wiele emocji za nami, ale najwieksze przed…Mocno trzymam kciuki za szczesliwy FINAL -zamkniecie petli. Serdecznie pozdrawiam Wspaniala Zaloge. Ela

  7. ”…w Ryczacych Czterdziestkach nie ma Boga, w Wyjacych Piecdziesiatkach nie ma zadnych praw, a w Bezludnych Szescdziesiatkach nie ma juz nic” – jest Katharsis II !! Zeglarskiego szczescia w tym paskudnym nizu !!! T.

  8. Jesteśmy z Wami do samego szczęśliwego końca. Już tak mało zostało. Finis coronat opus. Pozdrowienia. I.J.

  9. wschody slonca powalajace, az nie mozna oczu oderwac od zdjec
    trzymajcie sie cieplo, alleluja i do przodu !

  10. Kochani, dacie radę! Jesteśmy z Wami! Gorąco pozdrawiamy!

  11. Dmucham, jak tylko mogę z tej wiosennej Warszawy tak, aby ów niż rozmuchać w pył ;)!
    Dużo sił, do końca już niewiele i będzie świętowanie w wytchnieniu.
    Dacie radę!
    M.

  12. Załogo, jeszcze trochę!! Tworzycie właśnie historię! Przesyłamy dużo pozytywnej energii na te ostatnie mile 😀

    • Dzięki Aguś. A tak przy okazji – bułeczki wg. Twojego przepisu są hitem w Antarktyce 😉

  13. Brawo, brawo, brawo !!!. Wielki szacunek dla całej załogi. A teraz bez jaj … do domu !! 🙂 Pozdrawiam Was gorąco. Romek Bartnicki.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: