Wyspa Króla Jerzego


 

Mariusz:

Stacja Antarktyczna Polskiej Akademii Nauk im. Henryka Arctowskiego była naszym pierwszym odwiedzanym miejscem w Antarktyce. Na pierwszy rzut oka wyglądała tak samo, jak 9 lat temu. Pomalowane na żółto, nie grzeszące architektonicznym pomysłem budynki wyróżniały się z otaczającej je szarości na przylądku pomiędzy dwiema zatoczkami. Nie długo znikną, będąc zastąpione przez nowo planowaną stację. Od pierwszego kontaktu z ekipą Arctowskiego czuć było, że następuje zmiana. Ze starej ekipy pozostał tylko pan Waldemar, do którego wszyscy czują olbrzymi szacunek. On stację zna na wylot. Trzon 44 wyprawy to młodzi ludzie, ale w części z polarnym doświadczeniem. 

W dniu, w którym rzucaliśmy kotwicę, skończył się rozładunek sprzętu i prowiantu na stację, który dotarł z miesięcznym opóźnieniem. Dało się odczuć zmęczenie ekipy. Dla nich wizyta, taka jak nasza, to z jednej strony urozmaicenie monotonii dnia codziennego, z drugiej dodatkowa fatyga. Mimo nie najlepszej formy udało się jednak zorganizować imprezę sylwestrową. Szef kuchni Kamil wyczarował nie do przejedzenia ilość potraw. My dołożyliśmy, poza składnikiem A oraz złotymi mufinkami, makowcem i zapiekanymi w boczku śliwkami, przede wszystkim dobry humor i chęć zabawy. Bawiliśmy się dobrze, mimo że nigdy cała załoga nie przebywała razem na lądzie. Jachtu nie da się zostawić bez opieki, więc zmienialiśmy wachty co dwie godziny. Kulminacją imprezy sylwestrowej było zanurzenie się w lodowatej wodzie najodważniejszych członków wyprawy.

Nie znając tego zwyczaju nie byliśmy przygotowani na takie ekscesy. Nasze panie postanowiły jednak następnego dnia pójść za przykładem i wskoczyły z rufy Katharsis II do lodowatej wody. Od samego patrzenia robiło się zimno. Nasz kontakt z wodą nie ograniczył się do krótkiego moczenia. Cała piątka nurków zaliczyła podwodne zejście przy Napier Rock. Muszę przyznać, że było to ekscytujące doświadczenie. Świat podwodny jest tu niezwykle urozmaicony. Skalne krajobrazy pokryte bujną roślinnością są domem najprzeróżniejszych form życia, w dużej części endemicznych dla tego regionu. Trochę obawiałem się lodowatej wody, zwłaszcza że Hani i mój skafander lekko przecieka, ale nie było wcale tak źle. Za to podwodne obrazy urozmaicone śmigającymi w wodzie nad nami pingwinami wynagrodziły nam ten wysiłek.

Stacja Arctowskiego jest przepięknie położona w Zatoce Admiralicji. Wybraliśmy się na wycieczkę pontonem, w towarzystwie Justyny kierującej zodiakiem ze stacji, do wschodniej odnogi zatoki Ezcurra Inlet, pod Lodowiec Lekarzy. Towarzyszyło nam słońce, toń szmaragdowej wody, powiew zimnego powietrza wiejącego znad otaczających zatokę lodowców. 

Zmodyfikowaliśmy nieco nasze plany za sprawą nieśmiałej prośby Asi – kierowniczki stacji Arctowskiego. Okazało się, że dwie dziewczyny, które spędzają samotnie 6 miesięcy w sąsiedniej Zatoce Króla Jerzego nie dostały przez przypadek jajek z rosyjskiego statku. Ponton ze stacji pływa tam rzadziej niż raz na miesiąc, więc zaproponowaliśmy pomoc. W ten sposób popłynęliśmy do Lions Rump – miejsca, w którym wysztrandował się Polonus. 

Była to doskonała okazja do zwiedzenia tego uroczego miejsca. Mieliśmy nieco problemów z lądowaniem na brzegu, gdzie jest bardzo płytko i występuje dużo poukrywanych kamieni, będących niebezpieczeństwem dla naszego dużego pontonu z karbonowym kadłubem. Zastosowaliśmy metodę z lądowania małym, miękkim pontonem z wiosłami, na który przesiadaliśmy się partiami z dużego pontonu, w niedużej odległości od brzegu. To dobra metoda tak długo, jak nie zerwie się silny wiatr. Nam nieźle dmuchnęło bocznym wiatrem w drodze powrotnej, który zaczął znosić nas na skały. Udało nam się wrócić na ląd, znaleźć lepsze miejsce do startu i machając wiosłami, ile sił w rękach, dotrzeć do dużego pontonu.

Kasia i Basia – dziewczyny monitorujące słonie morskie i pingwiny w Lions Rump okazały się przeuroczymi, pełnymi pozytywnej energii gospodyniami. Oprowadziły nas po okolicy. Po raz pierwszy mogliśmy poobcować ze słoniami morskimi wylegującymi się na plaży. Młode samce dały dam popis swoich przepychanek. Teraz to jedynie zabawy, ale na początku każdego sezonu są to poważne walki o dominację w stadzie. 

Podglądanie pingwinów zostawiliśmy sobie na kolejne odwiedzane miejsca. Pingwinowiska w okolicach zarówno stacji Arctowskiego, jak i Lions Rump objęte są ścisłą ochroną. Wstęp do antarktycznych rezerwatów – tak zwane ASPA, nie jest dostępny dla nikogo z zewnątrz. Szanujemy to prawo, mimo że niektóre z obszarów ASPA powstały wyraźnie na wniosek stacji badawczych, chcących mieć wyłączny dostęp do nich. Niemniej w całej Antarktyce jest wystarczająco dużo miejsc nie objętych ochroną, gdzie przestrzegając zasady poruszania się po nich, można nasycić własną potrzebę przebywania wśród zwierząt niebojących się ludzi. 

Mimo pogarszającej się pogody popłynęliśmy w kierunku wygasłego wulkanu, Penguin Island. Chmury zawisły tak nisko, że schodzenie na ląd w celu wspięcia się na krater nie miało sensu. Na przeciw wyspy leży przylądek Turret Point w miejscami lęgowymi pingwinów Adeli, który postanowiliśmy odwiedzić. Zeszliśmy w dwóch grupach na ląd, by wspiąć się na wzgórze zamieszkane przez pingwiny. Po raz pierwszy w tym rejsie mogliśmy podziwiać te dzielne stwory, maszerujące kamiennymi zboczami z wody do swych gniazd. Sypiący delikatnie śnieg wytworzył magiczny nastrój. Zostawiając za sobą pierwszy smak antarktycznych krajobrazów ruszyliśmy w kierunku Greenwich Island.

Kategorie:Antarktyda, Morza i Oceany, Nurkowanie, Ocean Południowy

2 komentarze

  1. Kapitanie i załogo Katharsis II! Dziękujemy za przemiłe odwiedziny i wspólne powitanie nowego roku 🙂 To prawda, byliśmy zmęczeni, ale tym bardziej wasza świeża energia przydała się na Stacji. Mam nadzieję na więcej spotkań w przyszłości, gdzieś na morzach i oceanach 😉

  2. Ja nie mogę ! Miniówka i balowe buty w Antarktycznych okolicznościach sylwestrowych , niezły czad !!!
    Pozdrawiam , Krzychu.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: