Z Atlantyku na Śródziemne


Jutro 03.11.2020 roku miną cztery tygodnie od opuszczenia mariny w Gdyni. Po zimnym, deszczowym i wietrznym pierwszym odcinku rejsu czekały nas coraz cieplejsze dni. W Zatoce Biskajskiej mieliśmy wyjątkowo sprzyjające warunki pogodowe. Delikatny wiatr oraz spokojna woda pozwoliły nam szybko i komfortowo przemknąć na żaglach przez ten osławiony złą sławą akwen. Gdy zbliżaliśmy się do brzegów Galicji prognozy zapowiadały sztormowe warunki na Atlantyku, na którym zaczęły rozbudowywać się rozległe i głębokie niże jesienne. Wzdłuż zachodniego wybrzeża Półwyspu Iberyjskiego wiać miało z południa ze sztormową siłą. Oznaczało to dla nas walkę z przeciwnymi wiatrami, w wyniku której nie za wiele ujechalibyśmy do celu. Mariusz stwierdził, iż nie ma sensu zmagać się z żywiołem męcząc jacht oraz załogę i podjął decyzję o przeczekaniu sztormu w jednej z zatok hiszpańskich wcinających się w ląd i dających rewelacyjne schronienie. Wpływając 18 października do Bajo Cabezos przywitało nas hiszpańskie słońce i ciepłe powietrze. Aura ta wprowadziła wszystkich w rewelacyjne humory. Kotwicę rzuciliśmy w pobliżu spokojnego i sennego miasteczka. Malowniczy krajobraz ze skalistym brzegiem poprzecinanym złocistymi plażami kusił, by zejść na ląd. Gdyby nie pandemia koronowirusa z pewnością spuścilibyśmy ponton na wodę i wybralibyśmy się na spacer lub piknik. Nie chcieliśmy jednak ryzykować, iż spotkamy się z nieprzychylnością lokalnej ludności lub straży granicznej, którym mogłaby się nasza wizyta nie spodobać. Trzydniowy postój wykorzystaliśmy między innymi na przegląd zapasów. Niestety warzywa źle zniosły wilgotne warunki ostatnich dni i brak możliwości wietrzenia przedniej kabiny przerobionej na magazyn żywności. Sporo rzeczy udało się jednak uratować i nadal nie zagrażał nam szkorbut. Poza gospodarskimi pracami nie obeszło się też bez technicznych problemów. Tuż przed rzuceniem kotwicy współpracy odmówiła nasza odsalarka. Tak jakby chciała zarezerwować sobie uwagę Darka na czas sztormowania w zatoce. Na szczęście awarię udało się usunąć i obeszło się bez zbierania deszczówki. Po trzech dniach ruszyliśmy w dalszą drogę. Na niebie wciąż kłębiły się burzowe chmury, a wody Atlantyku przypominały o sztormie, który dopiero co przeszedł. Wzdłuż portugalskiego wybrzeża ocean był tak rozbudowany, że wysokie fale nadchodzące z najróżniejszych kierunków uniemożliwiały płynięcie na żaglach. Na rozbujanej wodzie żagle łopotały i biły, nie mogąc złapać odpowiedniego rytmu. Zmuszeni byliśmy wspierać się silnikiem. 

Płynąc na południe odczuwaliśmy wyraźnie jak każdego dnia robi się cieplej. Na nocnych wachtach można już było rezygnować z kolejnych warstw grubej odzieży, a w ciągu dnia zawitały nawet krótkie rękawki. W sobotę 24 października, na dzień przed wejściem w Zatokę Gibraltarską, Atlantyk uspokoił się zupełnie, przypominając bardziej jezioro niż wielki ocean. Do tego niebo było cudownie błękitne, bez żadnej chmurki, z ciepłym słońcem mocno nagrzewającym pokład jachtu. Na pożegnanie z Atlantykiem urządziliśmy kąpiel na linach za Katharsis II. Udało nam się zostawić troski i smutki z lądu, żeby nacieszyć się wolnością oraz beztroską żeglarskiego życia. 

Spokojna aura towarzyszyła nam do południowego krańca Półwyspu Iberyjskiego. Tuż przed wpłynięciem w Cieśninę Gibraltarską wiatr zaczął tężeć, a fale stopniowo nabudowywały się. W kanał między Europą i Afryką wpłynęliśmy z fasonem na żaglach niesieni dodatnim prądem, dzięki czemu prędkość jachtu osiągała nawet 12 węzłów. Podziwianie mijanych w szybkim tempie krajobrazów sprawiło nam sporo frajdy. Po wpłynięciu na Morze Śródziemne wiatr stężał. Zrzuciliśmy grota i tylko na samych przednich żaglach śmigaliśmy z wiatrem w sztormowych warunkach wzdłuż południowego wybrzeża Hiszpanii.

Taka jazda nie trwała jednak zbyt długo. Po minięciu przylądka Cabo de Gata wiatr zaczął uspokajać się. Skierowaliśmy się ku Afryce, obierając kurs na Maltę, której brzegi ujrzeliśmy dzisiaj. O świcie 2 listopada 2020 roku na horyzoncie pojawiły się światła Gozo, drugiej co do wielkości wyspy archipelagu Malty. 

Przez ponad tydzień żeglugi na wschód po Morzu Śródziemnym towarzyszyły nam bardzo słabe wiatry lub momentami jego brak. Płynąc wzdłuż wybrzeża Algierii wykorzystywaliśmy każdy najmniejszy podmuch wiatru do powolnego płynięcia na żaglach, gdyż nie mieliśmy takiej ilości paliwa, która pozwoliłaby nam na swobodne używanie silnika. Taka leniwa żegluga ma swoje zalety. Pozwala na relaks, któremu towarzyszy uczucie błogości. Błękit nieba, jesienne acz ciepłe słońce i krystaliczna woda zachęciły nas do kąpieli. Kilkakrotnie stawaliśmy w dryfie, by pobaraszkować w toni morskiej. Stabilny lekki wiatr pojawił się dopiero u wybrzeży Tunezji. 

Spokojne warunki na morzu stworzyły idealne warunki na zorganizowanie balu z okazji Halloween. W noc z piątku na sobotę trwały przygotowania. Ania z Olką piekły kolorowe bezy na tort. O ile pomarańczowa beza świetnie się udała, tak uzyskanie czarnej nie za bardzo wyszło… Barwnik zamiast piekielnej czerni pokolorował białka na fioletowo. Wyglądało to obłędnie, niestety po wyjęciu z pieca beza miała kolor beżowy. Na szczęście pomarańczowa część uratowała sytuację i koncepcję dziewczyn na tort. Halloween’ową imprezę postanowiliśmy przygotować z polskim bufetem. Na stole zawitała sałatka jarzynowa, galaretki drobiowe i danie dedykowane wampirom, czyli tatar wołowy. W warzywniaku wciąż jeszcze mieliśmy dynie, które stanowiły idealną dekorację. Jeszcze w Polsce kupiłam kilka gadżetów na Hallowen’owy bal, które wyjęłam tuż przed kolacją robiąc wszystkim wesołą niespodziankę. Przebierając się mieliśmy mnóstwo zabawy. Śmiechom i wygłupom nie było końca. Hallowenowy bal zakończyłyśmy z Olką i Anią kąpielą w blasku księżyca. Wiatr zupełnie ucichł i mogliśmy stanąć na środku morza w jasnej poświecie Na niebie nie było ani jednej chmurki, a na horyzoncie żadnych świateł, dzięki czemu mogliśmy obserwować księżyc w jego niebieskiej pełni. Jest poniedziałek 2 listopada 2020 roku godzina 0800. Żeglujemy pod pełnym grotem u wybrzeży Malty. Wieje zachodni wiatr o sile 10 węzłów. Płyniemy z prędkością 4 węzłów. W południe powinniśmy wpłynąć do mariny di Valletta. 

Kategorie:Atlantyk, Morza i Oceany, Morze Śródziemne

3 komentarze

  1. Kolejne dzięki za komentarz i zdjęcia. Myślami jestem z Wami. Czekam na następne wieści. Trzymam kciuki za dalsze sprzyjające Wam wiatry i dobre humory. Będę szczery zazdroszczę Wam. Niemniej jednak dzięki wyobraźni ciagle jestem z Wami.
    Pozdrawiam z chłodnej Kanady.
    Bogdan

  2. Przepiękne zdjęcia, wspaniały opis, wydaje się, że jesteście niedaleko. A gdyby komuś się wydawało, że w trasie nie ma nic do roboty oprócz łapania wiatru w żagle, to jednak okazuje się, że czasem trzeba coś naprawić… A później znów może być wesoło. Serdecznie pozdrawiam i czekam na następne relacje.

Leave a Reply to Bożena Cancel reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: