Napisane przez: Mariusz | 2010/10/07

Raiatea

Nadrabiam za Hanię trochę blogowych zaległości, leżąc przykuty do łóżka (ale o tym później).
Kilka dni na Moorea zostało zdominowanych przez zdobywanie uprawnień  OWD (open water diver) przez pozostałych członków załogi (poza Kasią, która z przyczyn od niej niezależnych nurkować nie może i mną, robiącym specjalizacje potrzebne do tytułu Dive Master). Kasia świetnie radzi sobie w wodzie z maską i rurką oglądając świat podwodny z powierzchni. Hanulek postanowiła wykorzystać okazję, by do końca pobytu Piotra i Małgosi, zrobić AOWD (advance OWD). Mając wszystkie „nurki“  na OWD zaliczone, podnieśliśmy kotwicę i w nocy z soboty na niedzielę popłynęliśmy na Raiatea, oddaloną od Moorea o 100 mil morskich.
Po raz pierwszy od naszego lądowania na Polinezji wiatr osłabł. Zmieniał też dwukrotnie kierunek, więc najpierw musieliśmy opłynąć Huahine (którą postanowiliśmy odwiedzić w powrotnej drodze na Tahiti) od północy (a nie od południa), by później wziąć kurs na najbardziej na południe wysynięty przesmyk Avano’a.
Do wnętrza laguny wpłynęliśmy (o zgrozo) o 1200, przez co „straciliśmy“ szansę na poranne nurkowanie. W zamian za to zarządziłem zejście na ląd by zobaczyć najważniejszą marae na całej Polinezji – Marae Taputapuatea. Była ona duchowym centrum w czasach, gdy na Polinezji pojawili się pierwsi europejczycy. Zjeżdżali się tu na najważniejsze uroczystości wszyscy wodzowie Maoryscy (włączjąc tych z Nowej Zelandii i wysp Cooka). Kamień stąd był zawsze kamieniem węgielnym nowopowstałej marae, gdziekolwiek na Polinezji.
Piotr kręcił trochę nosem. Chciał nadrobić stracone nurkowania na Rangiroa, gdzie zmogła go tajemnicza choroba. Podejrzewaliśmy, że złapał jeszcze w Tajlandii dengę ale po trzech dniach gorączki i majaków wrócił do formy. Mieliśmy nadzieję zanurkować na ponad stuletnim wraku szkunera Nordea, leżącym na 28 metrach. Udało się nam ustalić, że leży w pobliżu przesmyku Teavapiti na przeciwko hotelu Havaiki Nui. Nie znaleźliśmy żadnej bojki, robiło się późno i musieliśmy zaryzykować. Uzbrojeni w latarki zeszliśmy pod wodę w trójkę z Piotrem i Hanulkiem po wewnętrznej stronie rafy w pobliżu przesmyku. Zeszliśmy na 30 metrów. Zaczęło się ściemniać i prąd miejscami pogroził nam wyssaniem z laguny. Wraku nie udało się nam znależć ale i tak wróciliśmy do „bazy“ zadowoleni. Hania po raz pierwszy zobaczyła ukwiały z błazenkami (nemo).


Responses

  1. Miałeś dopisać co się wydarzyło że leżysz przykuty do łóża… Mam nadzieję że nic poważnego.

    Z uwagą i radością czytam każdy Wasz wpis – poprawia mi trochę humor – szczególnie piękne zdjęcia ( kolory się przecudne ) gdy u nas za oknem jest szaro . Serdecznie Was pozdrawiam
    Małgorzata


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: