Napisane przez: Hanuś | 2010/12/01

Rekonwalescencja na Moorea

W sobote popoludniu doplynelismy na Moorea. Kotwice rzucilismy w Opunohu Bay. Miejsce to zauroczylo nas podczas pazdziernikowych wypraw, dlatego Mariusz bez zastanowienia wybral ta zatoke na postoj na najblizsze dni. Pogoda byla calkowicie odmienna od tej, do ktorej bylismy przyzwyczajeni. Do histori przeszedl orzezwiajacy pasat. Powietrze, jak przystalo na okres cyklonow (tak na poludniowym Pacyfiku nazywaja sie huragany, ktore wystepuja tu od listopada do kwietnia) bylo parne, a wiatr slaby i nie przynoszacy ulgi. U wejscia do zatoki przywital nas koszmar zeglarzy jacht wyrzucony na rafe. Zapewne szukal schronienia w spokojnych wodach laguny podczas jednej z nawalnic, ktora przeszla nad tym obszarem w zeszlym miesiacu. Blad w nawigacji i z fala przybojowa lodka zaserfowala ku swemu tragicznemu przeznaczeniu.

Niedziela uplynela pod znakiem nurkowania. Najpierw sprawdzilismy sprzet i dopasowalismy go na plytkiej wodzie niedaleko lodki. Wojtek, Zefir i Alan przeszli krotki kurs nurkowania. Zanurkowalismy na zewnatrz rafy. Spotkalismy rekiny, zolwie i cale mnostwo kolorowych rybek.

Po poludniu, zgodnie z polinezyjskim zwyczajem, urzadzilismy piknik na plazy. Wojtek przygotowal wysmienite palki z kurczaka w imbirze oraz kielbaski chili, Mareczek przepyszna salatke z kalafiora z dipem czosnkowym, a Madzia upiekla na deser smakowite mufinki. Do tego nie zabraklo zimnego piwka i czerwonego wina. A wszystko zostalo uwienczone dymkiem z kubanskiego cygara. Moze to juz nie za duzo mialo wspolnego z polinezyjskimi zwyczajami, ale na pewno z tradycja na Katharsis II.

Plan na poniedzialek to byly wycieczki. Magda, Alan, Marek, Wojtek i Zefir wybrali sie na objazdowe po wyspie. Zaliczyli zachwalany przez nas punkt widokowy Belvedere, tutejsze Marae, centrum zakupowe oraz zjedli kolacje w restauracji nad brzegiem zatoki. Mariusz i ja (Tomcio leczyl swoje obolale zebra) wybralismy sie na przejazdzke pontonem wzdluz laguny.

Wypoczeci i zrelaksowani wrocilismy we wtorek na Tahiti.

Tomek z kazdym dniem czul sie lepiej, dlatego Mariusz na srode zaplanowal wyjscie w morze – poczatek naszej wyprawy.


Responses

  1. Ładne zdjęcia. Aż miło się ogląda, gdy – 10 st. za oknem 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: