Napisane przez: Hanuś | 2010/12/03

Raivavae

Pokonanie prawie 400 mil z Tahiti na Raivavae zajelo nam 51 godzin. W pierwszej dobie rejsu wial slaby wiatr. Pomimo znacznej poprawy pogody, i tym samym predkosci w kolejnej dobie, nie udalo nam sie dotrzec na miejsce przed zmrokiem. Ze wzgledu na bardzo waskie i niebezpieczne wejscie przez rafe do srodka laguny Mariusz postanowil spedzic pierwsza noc na kotwicy na zewnatrz laguny niedaleko przesmyku Mahanotoa.

Taki krotki przelot, a sporo sie dzialo. Jak tylko zrobilo sie jasno w czwartek, to Marek zapuscil wedki czajac sie na tutejsze ryby. Niestety na kilka bran zadne nie zakonczylo sie sukcesem. Trafialismy na same potwory, ktore zrywaly zylki lub odgryzaly przynety! Po dwoch stratach Marek zalozyl podwojna przynete ze wzmocnionymi zdublowanymi przeponami…. i tez zostaly pozarte. A poza sprawami wedkarskimi, to mielismy akcje wanta. W czasie plyniecia lewym halsem (lewa burta jest wowczas nawietrzna, a prawa zawietrzna) Mariusz zauwazyl, ze wanta (element takielunku, dokladnie stalego olinowania, przytrzymujacy maszt) na prawej burcie jest poluzowana. Tomek z Zefirem zajeli sie dokreceniem wanty. zeby sprawdzic napiecie wanty na drugiej burcie niezbedne bylo zmienienie halsu. Podczas, gdy Tomek i Zefir siedzieli na dziobie z narzedziami, reszta ekipy zajela sie zwrotem przez sztag (ja biegalam z aparatem). Sprawdzono druga burte, dokrecono co nalezalo i wrocilismy (czyli znowu zwrot przez sztag) na wlasciwy kurs.

W sobote po sniadaniu wplynelismy do srodka laguny. Przez waski przesmyk, omijajac czajace sie plycizny, dostalismy sie do wnetrza. Kotwice rzucilismy po zachodniej stronie wyspy w zatoce kolo wioski Rairua. Teraz mielismy widok z jednej strony na piekna, zielona i gorzysta Raivaivae, a z drugiej na otaczajace je lazurowe wody laguny i mala wyspe Motu Tuitui.

Mariusz, Wojtek, Marek i ja postanowilismy poplynac pontonem i przyjrzec sie z bliska Motu Tuitui. Pospacerowalismy, wykapalismy sie w cieplej wodzie laguny i poplynelismy zobaczyc jeszcze jedno motu na koncu laguny. Musielismy slalomem omijac wystajace kawalki rafy koralowej. Bezpiecznie wyladowalismy na brzegu pelnym muszli przydaczni. Popoludniu Marek, Wojtek, Zefir i Tomek poplyneli do Rairua na rekonesans. Raport mala, senna wioska, bez knajpy, z malym sklepem i posterunkiem zandarmerii. W tym czasie Mariusz i ja przygotowalismy kolacje. Specjalnosc naszego kapitana kotleciki jagniece z zapiekanymi ziemniaczkami, sosem pieprzowo-grzybowym i fasolka szparagowa pychota! Cala zaloga stwierdzila, ze Mariusz za wysoko stawia poprzeczke i teraz to strach wejsc do kuchni.

W niedziele zrobilismy wyprawe cala zaloga na lad. W przewodniku czytalismy o tiki bez ucha stojacym w zaroslach niedaleko wioski. Udalo nam sie je odnalezc, pytajac uprzednio trzech mieszkancow wioski jak tam trafic. Panowie po malym spacerze i dotarciu do tiki stwierdzili, ze sie nazwiedzali i czas na zimne piwko. Baru nie znalezlismy, ale upragniony napoj udalo sie kupic w tutejszym sklepie. Konsumpcja miala miejsce pod ogromnym drzewem zaraz obok sklepu.

Po powrocie na lodke Wojtek wyczarowal genialne krewetki z pomaranczami w mleku kokosowym wedlug przepisu Jacy.

Poczatkowo Mariusz planowal zostac na Raivaivae zaledwie dwa dni. Jednak piekno tego miejsca i zupelny brak turystow zatrzymalo nas na dluzej. zandarm z tutejszej wioski namawial nas na odwiedzenie najwiekszego motu na lagunie Motu Vaiamanu znajdujacego sie po poludniowo-wschodniej stronie. Takze przewodniki zeglarskie po Polinezji zachwalaja to jako jedno z najpiekniejszych miejsc na calej Polinezji Francuskiej ze wspanialymi plazami. A jak plaza, to piknik! I tak na poniedzialek Mariusz zaordynowal wyprawe calodniowa na Motu Vaiamanu, co zaloga przyjela z dzika radoscia. Od rana zaczely sie przygotowania. Tomek nadziewal szaszlyki, Wojtek macerowal imbirem i czosnkiem piersi z kurczaka, a Marek pichcil swoj juz slynny dip do kalafiora. Zefirek zajal sie zaladowaniem na ponton odpowiedniej ilosci napojow… wody, zimnego piwa i czerwonego piwa. Ja przygotowalam sprzet do snorklowania, nie mogac sie doczekac, kiedy wskocze do wody.

Musze przyznac, ze przewodniki ani troche nie przesadzaja piszac o plazach i lagunie Raivavae. Przepiekne miejsce!!!! Jak z bajki! Panowie zajeli sie rozpalaniem ogniska pod grilla, a ja wskoczylam do wody. Cudna rafa z liliowymi, blekitnymi, fioletowymi koralowcami, mnostwem ryb takiego akwarium jeszcze nie widzialam. Najbardziej zauroczyly mnie przydacznie, ktorych zyje tam cale mnostwo, w przeroznych kolorach widzialam zolte, brazowe, niebieskie, turkusowe, zielone, fioletowe. Z wody wyciagnela mnie mysl o pysznosciach, ktore piekly sie na grillu. Jedzenie bylo wysmienite, a do tego podane na bardzo wytwornej zastawie. Talerze zastapily nam muszle przydaczni, ktorych na tutejszych plazach leza cale haldy. Po jedzeniu wyciagnelam do wody Mariusza i Wojtka. Mariusz zabral ze soba kusze, chcac zaczaic sie na rybe, a Wojtek uzbroil sie w aparat fotograficzny. Przetestowal nowa obudowe wodoodporna. Ja tez zabralam aparat i przepadlismy na ponad godzine.Tym razem z wody wygnalo nas zachodzace slonce. Po posprzataniu plazy wrocilismy na lodke.

Na wtorek zaplanowane bylo wyplyniecie. Sielankowy widok z lazurowa woda dookola ustapil miejsca groznie wygladajacym chmurom, z ktorych lal ulewny deszcz i wial silny wiatr. Nikt jakos nie mial ochoty opuszczac Raivavae… Wyczekalismy na przejasnienie i o 1700 podnieslismy kotwice. Wymanewrowalismy miedzy plyciznami w przesmyku Mahanotoa i obralismy kurs na kolejna wyspe Rapa. Wicher zlowrogo dudni a przed nami kolejne 300 mil zeglugi.

Mariusz:

Dodam tylko, ze tak naprawde zostalismy dzien dluzej dzieki glebokiemu nizowi, ktorego nie widzialem na prognozach z przed kilku dni. Niz ten mial swe centrum ponizej Raivavae ale krecac sie zgodnie ze wskazowkami zegara (odwrotnie niz na polkuli polnocnej) ciagnal ogon az powyzej Tahiti. Czyzby to mialby byc zaczatek tropikalnego sztormu? Wolalem odczekac jeden dzien i zobaczyc, gdzie podaza czy zejdzie na poludniowy wschod czy zakreci i wzmocniwszy sie uderzy w nas? Nikt nie narzekal na nie planowany piknik, mimo ze niebo nie bylo juz tak czyste jak dnia poprzedniego. Nastepnego dnia po przejsciu nawalnicy i potwierdzeniu, iz niz przesuwa sie w korzystnym dla nas kierunku, wyplynelismy.


Responses

  1. witam, czytam Twojego bloga od dłuższego czasu, mogłabyś podać przepis na krewetki z pomaranczami w mleku kokosowym ?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: