Napisane przez: Hanuś | 2012/02/12

urodziny Hanulka na Dominikanie

W piątek 3 lutego był dla mnie szczególnym dniem. Obchodziłam urodziny – trzecie z kolei na Katharsis II, a trzydzieste tak w ogóle. Przyjęło się, iż te okrągłe rocznice świętuje się ze szczególną pompą. Ja poza osiemnastymi urodzinami tak do tego nie podchodziłam, ale urodziny świętować lubię i staram się zawsze jakoś ten dzień wyróżnić. W zeszłym roku miałam niesamowitą okazję spędzać urodziny w Paradise Bay na Antarktydzie, kiedy to Neptun sprezentował mi cudowną słoneczną pogodę i przepłynęły po raz pierwszy koło burty Katharsis wieloryby. W tym roku także miało słońca nie zabraktąć, gdyż jesteśmy na Karaibach. Na trzydziestkę planowałam zorganizować beach party, czyli całodniowe grillowanie na plaży z drinkiem w ręku, przerywane kąpielami w lazurowych wodach Morza Karaibskiego. W drodze z Wysp Dziewiczych na Jamajkę Mariusz planował postój w Puerto Rico lub na Dominikanie. Nie mieliśmy żadnych przewodników żeglarskich dla tych miejsc, ale wyszukaliśmy w przewodnikach turystycznych i w Internecie informacje na temat Culebry – wyspy należącej do Puerto Rico, która wraz z innymi tworzy Hiszpańskie Wyspy Dziewicze. Oglądaliśmy zdjęcia przepięknych plaż i czytaliśmi opinie o wspaniałych urokach tego miejsca – nietłoczne, bez dużych hoteli. Stwierdziliśmy, że może to być świetne miejsce na nasze całodzienne urodzinowe plażowanie.
Gd dopłynęliśmy do Zatoki Honda na Culebrze mieliśmy nieco inne zdanie na temat tego miejsca – mętna woda, dużo łódek i mało zachęcające zabudowania dookoła. Wspaniała plaża znajdowała się kilka mil od kotwicowiska i dostanie się do niej wymagało wynajęcia jeepów. Jakoś nas to miejsce nie przekonało i postanowiliśmy popłynąć na Hispaniolę i zatrzymać się przy południowo-wschodnim wybrzeżu Dominikany. Zacumowaliśmy w bardzo eleganckiej marinie Casa de Campo.

Planowane beach party nie miało się za bardzo gdzie odbyć, gdyż żadnej dzikiej i pustej plaży w okolicy nie było, a jedynie jedna pełna leżaków z elegancką restauracją i barem. No ale plany są od tego żeby je zmieniać, więc elastycznie je dostosowaliśmy do warunków. Najważniejsze nie jest gdzie i jak tylko z kim i w jakim nastroju!
W swoje urodziny czułam się jak księżniczka – nic nie pozwalano mi robić. Zaczęło się od śniadania, kiedy to Mariusz zapowiedział, że mam zakaz wstępu do kuchni, nawet do stołu nie mogłam nakryć. Miałam tylko zdecydować co będziemy jeść. Wybór padł na moje ulubione omlety z warzywami. Podczas gdy ja popijałam poranną kawę, Mariusz uwijał się z Basią i Beatą w kuchni szykując dla wszystkich jajeczną ucztę. Do śniadania wypiliśmy butelkę schłodzonego na tą okazję różowego szampana. Jedliśmy w kokpicie, więc gdy ekipa odśpiewała mi sto lat po polsku i angielsku, to z sąsiedniej łódki zaraz dobiegła także wersja hiszpańska. Po śniadaniu pojechaliśmy wynajętymi pojazdami elektrycznymi na wycieczkę po Casa de Campo. Pierwszy postój zrobiliśmy przy tutejszej plaży, gdzie Mariusz zamówił dwi butelki prosseco i ponownie wypiliśmy za moje zdrowie. Gdy nacieszyliśmy podniebienia bąbelkami, a oczy widokiem białego piasku, palm i błękitnej wody ruszyliśmy dalej. Jeżdżąc spokojnymi uliczkami Casa de Campo oglądaliśmy znajdujące się tu rezydencje i podziwialiśmy liczne pola golfowe. Naszym kolejnym punktem wycieczki było Altos de Chavon, znajdujące się na wschód od Casa de Campo, leżące nad rzeką Chavon. Jest to kopia XVI-wiecznego miasta toskańskiego, wybudowana w latach 70-80 XXw. Ciekawe uczucie, znaleźć się w toskańskim mieście w samym środku Karaibów. Całość wykonan jest z dużą starannością i dokładnością, robiąc na spacerowiczach duże wrażenie. Wszystko wygląda bardzo autentycznie, a widok na Rio Chavon i usytuawane niedaleko duże pole golfowe jest obłędny. Mariusz postanowił, iż w jednej z knajpeczek uzupełnimy stan bąbelków w organizmach. Wybór padł na przytulką włoską restaurację z widokiem na główny plac Altos de Chavon, dzwonnicę i rzekę oraz góry w oddali. Do bąbelków podano nam focaccia, która była tak wyśmienita, że skusiliśmy się na przekąskę w postaci czterech pysznych pizz. Po powrocie na łódkę przygotowałam z Beatą i Basią tort bezowy. Podczas gdy białka schły w piekarniku, a bita śmietana z truskawkami chłodziła się w lodówce, my udaliśmy się na kolację. Urodzinowa uczta – kolejna w tym dniu – odbyła się w restauracji w marinie Casa de Campo tuż przy kei. Siedząc przy stoliku mieliśmy widok na oświetloną Katharsis II – piękna sceneria do uroczego wieczoru.
Ostatnim akcentem tych wspaniałych urodzin była lampa koniaku oraz tort urodzinowy na pokładzie Katharsis II. Ależ to był cudowny dzień!!!! Nie tylko urodzinowe wieczorne przyjęcie, tylko świętowanie od rana do wieczora. Dziękuję za zorganizowanie mi takiej trzydziestki i dziękuję za te wszystkie życzenia, które docierały do mnie przez cały dzień z różnych zakątków świata, głównie z Polski.


Responses

  1. Hanuś 100 lat!!! Życzę Tobie jeszcze wielu takich urodzin na Katharsis II.

  2. Też bym Ci złożył wcześniej życzenia ale nie było jak bo dostępu do netu nie było więc nie moglem co kilka godzin bloga sprawdzać ale w takim razie teraz nadrabiam straty : Sto Lat ! Dużo zdrowia, szczęścia, radości w życiu oraz pomyślnych wiatrów bez znaczenia gdzie będziecie 🙂

    P.S. Haniu jest szansa abyś się jakoś ze mną mailowo skontaktowała ? miałbym do Ciebie prośbę o 2 zdjęcia w większej rozdzielczości – a wszystko wytłumaczyłbym Ci w mailu.

  3. Hania, wszystkiego najlepszego z okazij urodzin. 🙂

    Zycza Magda z Marcinem


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: