Na Święta do Cabo San Lucas


Po czterech cudownych dniach spędzonych w Zatoce Frailes w sobotę nad ranem 22 grudnia podnieśliśmy kotwicę i obraliśmy kurs na południe, by wrócić do Cabo San Lucas na święta. Wiatr, który przez ostatnie dni wiał wzdłuż wybrzeża i który planowaliśmy wykorzystać do żeglugi z wiatrem, w noc przed wypłynięciem zupełnie ucichł. Nasz rejs upłynął przy pomruku silnika. Jednak na brak atrakcji nie mogliśmy narzekać. Najpierw złapaliśmy mahi-mahi. Była to największa ryba jaką widziały dzieciaki i jaką mój szwagier Tomek miał kiedykolwiek na haczyku. Następnie do burt Katharsis podpłynęły delfiny, a tuż za nimi na horyzoncie pojawiły się fontanny. Mariusz od razu zmienił kurs i podpłynął do bawiących się wielorybów. Były one w niezwykle dobrych nastrojach, gdyż nie tylko machały płetwami, ale także całe wynurzały się z wody. Takich popisów skoków wielorybów jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam. Było to niesamowite przeżycie dla wszystkich, szczególnie dla dziewczynek, które stały na dziobie niezwykle szczęśliwe. Tylko Arciu z niepokojem patrzył jak dziewczynki wychylają sie za burtę, żeby lepiej przyjrzeć się płynącym przy nas delfinom lub pokazują sobie kolejne sztuczki wielorybów.W asyscie tych wspaniałych ssaków podpynlimy niemal do Iggy Marines w Cabo
W tropikach dość ciężko jest poczuć klimat świąt. Bardziej myśli sie o orzeźwiającej kąpieli w morzu, niz o pieczeniu pierniczków, czy gotowaniu gorącego barszczu… Niemniej tradycji chociaż częściowo chcieliśmy dotrzymać. Barszcz z uszkami obowiązkowo stanął na wigilijnym stole, ale karpia zastąpiła złapana przez nas mahi-mahi. Jeszcze w San Diego udało nam sie kupić prawdziwą choinkę w donicy, kóra przypłynęła z nami do Meksyku. W poniedziałkowy poranek dziewczynki przystroiły ją, po czym ruszyły na plażę z Arciem, Tomkiem, Kubą i Antosiem. Reszta ekipy zajęła się przygotowaniami do Wigilii. Podczas kolacji, pomimo panującego upału każdy wypił filiżankę gorącego barszczu, a zamiast w kożuchach na pasterkę, poszliśmy w klapkach i sandałach na spacer po Cabo San Lucas. Na szczęście Święty Mikołaj odnalazł nas w Meksyku, bo o to najbardzoej martwiły sie dziewczynki…

Kategorie:Ameryka Środkowa, Meksyk

3 komentarze

  1. Nowy Rok juz sie zaczal, a wiesci od Was ani na lekarstwo 🙁
    Moze choc male „zyjemy” ?

  2. Serdeczne życzenia zdrowia, pomyślności, szczęścia i szczęśliwych wiatrów na cały 2013 rok życzą wirtualni pasjonacji Waszych eskapad z Inowrocławia. Całusy i uściski od Iwony i Jacka.

  3. Witajcie!!!
    Wreszcie doczekałem się wiadomości i zdjęć z rodzinnego spotkania w Meksyku.Myślę,że onegdaj ,,Hańcia”,a obecnie ,,Hanuś” zrobiła niesłychaną frajdę całej rodzince,a i wice wersa.I ja się cieszę ,że za pośrednictwem Pani Hanny mogę Was oglądać i poznawać ciekawe zakątki świata,które tak wspaniale opisuje i pokazuje na blogu.Jak wiecie-też zwiedzamy troszeczkę.W tym roku nie udałmi się rejs na,greckie wyspy,a w przyszłym może wody Chorwacji.Życzę wszystkim Do Siego 2013 roku.
    Krzysztof Roginski

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: