Napisane przez: Hanuś | 2013/05/04

W drodze na Gambier

Po wyjściu z Wreck Bay w czwartowe popołudnie 25 kwietnia 2013 roku pogoda początkowo nam dopisywała. Wiał silny wiatr pozwalający nam płynąć pełnym baksztagiem z prędkością około 10 węzłów. Niestety w godzinach wieczornych, na trawersie Floreany, wiatr zaczął siadać i już o północy odpaliliśmy silnik. Następnego dnia spodziewaliśmy się dotrzeć do właściwego dla tych szerokości geograficznych, silnego wiatru pasatowego. Jednak wiało wciąż niewiele i koło południa postanowiliśmy postawić spinakera asymetrycznego. Dodawał nam mocy, dzięki czemu przy wietrze poniżej 12 węzłów mknęliśmy z prędkością 8. Dodatkowo sprzyjał nam prąd, dodając 1 węzeł. Popołudniu wiatr ponownie zaczął siadać i zmuszeni byliśmy zgasić naszego biało-czarnego potwora. Czekało nas płynięcie na silniku. Sprawnie udało nam się zrzucić spinakera i przyszedł czas na grota. W tym momencie Tomkowi zwiało do wody kapelusz. Chcieliśmy po niego zawrócić, więc jak naszybciej zabraliśmy się do zrzucenia grota i gdy ten był już na dole rozpoczęliśmy kręcenie kółek za tomkowym kapeluszem. Niestety podczas tych zygzaków niewybrany bras spinakera wpadł do wody i nieszczęśliwie wkręcił się w śrubę… W wyniku błachej sprawy pojawił się poważny problem. Nie pozostawo nic innego, jak zejść pod wodę. Słońce chyliło się ku zachodowi i musieliśmy się bardzo spieszyć, by zdąrzyć przed zmrokiem. Przyszykowaliśmy sprzęt do nurkowania oraz liny spuszczone z dziobu, mające asekurować Mariusza i mnie pod wodą. Prąd był w tym miejsc bardzo silny, więc dużym problemem stawało się utrzymanie przy kadłubie. Dodatkowo zadania nie ułatwiała mętna woda. Na otwartym oceanie zazwyczaj jest ona bardzo przejrzysta i ma piękny niebieski kolor. Tym razem było inaczej. Po wskoczeniu do wody przeszedł przez nas dreszczyk emocji, gdyż znaleźliśmy się w zielonej, bogatej w plankton wodzie, w której z pewnością żyje wiele morskich stworzeń… Niemiłe to uczucie nie widzieć potencjalnego niebezpieczeństwa. Nie zastanawiając się jednak zbyt wiele, gdyż zupełnie nie było na to czasu, zabraliśmy się za usuwanie usterki. Lina mocno owinęła się wokół wału i ciągnęła się jeszcze z 10 metrów za śrubą. Przy użyciu noża udało się ją usunąć i wyswobodzić Katharsis z niemałej dryfkotwy. Gdy śruba była już wolna przedostaliśmy się w stronę dziobu, mocno podciągając się na linach asekuracyjnych i z całych sił machając płetwami, by sprawdzić ster strumieniowy. Na szczęście nie znaleźliśmy tam żadnych śladów uszkodzeń. Był to niezwykle wyczerpujący trening, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie.
Następnego dnia, czyli w sobotę 27 kwietnia wpadliśmy w strefę wiatru pasatowego i postawiliśmy żagle. Nie jest on obecnie specjalnie silny, gdyż przez ostatnie kilka dni wieje od 14-20 węzłów, w porywach do 25. Niemniej pozwala nam sunąć pod żaglami i wykręcać ponad 200-milowe przeloty dobowe.
Żeglujemy wykorzystując dany nam przez Neptuna wiatr. Gdy na horyzoncie pojawiają się czarne chmury lub wiatr tężeje pozyżej 20 węzłów, wówczas refujemy grota i genuę, ale gdy tylko siada, stawiamy pełne żagle. Dni upływają nam na spokojnej jeździe z wiatrem ku Wyspom Gambier.
Poza akcją z wplątaną w śrubę liną mieliśmy jeszcze inne przygody. Jednego dnia urwał się głośnik od megafonu na maszcie. Sprawa prosta do tymczasowego naprawienia, gdyż wystarczy go przykleić taśmą, by nie wisiał na kablu pod radarem. Tego dnia morze było niezwykle rozkołysane i wjazd na maszt wymagał zmagania się z przeciążeniami, jakie pojawiają się przy kołysaniu masztu na boki przy dużej fali. Na szczęście udało mi się od masztu nie odpaść i przymocować głośnik. Ale jak zjechałam na dół to nogi i ręce miałam jak z waty od wysiłku. To jednak była prosta sprawa. Więcej emocji dostarczył nam bom… W poniedziałek o świcie obudził nas Tomek, który zauważył, iż podczas nocy wysunęła się tuleja mocująca bom do obciągacza. Nazwa nie wskazuje bezpośrednio ważnego zadania tego elementu. Nie tylko umożliwia on ściągnięcie bomu do dołu, w celu wytrymowania żagla, ale jednocześnie przytrzymuje bom. Do podniesienia i zainstalowania bomu w San Diego potrzebny był dźwig i spokojna woda, więc można sobie tylko wyobrazić jaki byśmy mieli problem, gdyby mocowanie zupełnie puściło. Na szczęście tuleja wysunęła się z jednej strony bomu, ale jeszcze utrzymawała obiągacz, dosłownie na włosku. Szybko zrzuciliśmy żagle, nie ruszając bomu, by przypadkiem nie doprowadzić do rozdzielenia bomu od obiągacza. Gdy to się udało, podpieliśmy topenantę, by bom nie opadał i rozpoczęliśmy dopasowywanie tulei w opuszczony przez nią otwór w bomie. W tym celu odpowiednio luzowaliśmy lub wybieraliśmy szot grota i obciągacz. Po kilkunastu minutach takiej zabawy tuleja pokryła się w końcu z otworem w bomie. Można ją było wcisnąć i zabezpieczyć z drugiej strony śrubą. Kryzys został zażegnany i ponownie mogliśmy postawić żagle. Przez dwa kolejne dni nic się nie działo, ale po nocy z środy na czwartek o świcie zastaliśmy tą samą sytuację. Naprawa poszła bardzo sprawnie. Tym razem Mariusz z Tomkiem dołożyli dodatkową podkładkę kontrującą. Teraz co kilka godzin dokonujemy oględzin ze śrubokrętem i póki co patent się trzyma. Ale sprawie będzie się trzeba dokładnie przyjrzeć na spokojnej wodzie. Dziwne to zabezpieczenie tulei jedynie śrubą, podobnie jak bomu spinakera, który wypiął się nam na Kostaryce.
Wczoraj popołudniu minęła nam 7 doba od opuszczenia Galapagos, a wieczorem odnotowaliśmy przepłynięcie od tego czasu 1500 mil morskich. Mamy za sobą połowę drogi na Wyspy Gambier. Niestety z odwiedzin Pitcairn musieliśmy zrezygnować z braku czasu. Jest piątek 3 maja 2013 roku godzina 1500 czasu łódkowego (UTC-8, 10 godzin róźnicy do czasu w Polsce). Nasza pozycja: 14st.04min.S 113st.25min.W, kurs 225 st., prędkość 8 węzłów.


Responses

  1. Szoty w srubie mialam kilka lat temu na polnocnym kolo helgolandu.
    Wcale to nie jest fajne.
    A co do jakosci wykonania niektorych elementiw osprzetu – te same doswiadczenia.
    Ale dobra praktyka morska dziala. Nic leprzego jak sprwadzic.
    Stopy wody.
    Pozdrowiania dla waszystkich.

  2. Następnym razem jak Wam wypadnie kapelusz, to dajcie znać jaki, a Wam przyślę niezwłocznie:) niezłe przygody macie ostatnio, trzymam kciuki!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: