Napisane przez: Mariusz | 2013/11/01

Ruszamy ku brzegom Królestwa Tonga – Niuatoputapu

Mariusz:
Po opuszczeniu Zatoki Asau na Savai’i we wtorek 22 października o 1200 obraliśmy kurs na północny archipelag Królestwa Tonga – Niuas. Naszym celem była oddalona o 185 mil morskich wyspa Niuatoputapu. Nie jest to miejsce często odwiedzane przez turystów. Dociera tu wprawdzie lokalny samolot, ale cała baza hotelowa to zaledwie kilka pokoi do wynajęcia. Najczęstrzymi gośćmi są żeglarze, ale i tych nie ma zbyt wielu – wyspę odwiedza rocznie około 70 jachtów.
Całe Królestwo Tonga składa się ze 171 wysp, z których 40 jest zamieszkałych. Zajmują one obszar 700 000 km kwadratowych. Dzielą się na cztery grupy, oddalone od siebie i znacząco się różniące. Centrum kulturowe i ekonomiczne wraz ze stolicą Nuka Alofa znajduje się na południu na Tongatapu. Środkowa część królestwa to Ha’apai z niskimi wyspami, atolami, plażami i rafą. Północna grupa to Vava’u – mekka żeglarzy. Niuatoputapu leży w połowie drogi między Samoa a Vava’u i jest najmniej skażona wpływami cywilizacji.
Droga minęła nam bardzo szybko, pomimo postawienia stosunkowo niewielkiej powierzchni żagla. Ze względu na naszych nowicjuszy, a przede wszystkim małą królewnę, chciałem zachować jak największy komfort pod pokładem, stąd znaczne zrefowanie. Płynęliśmy w półwietrze, który jest najefektywniejszym kierunkiem wiatru dla łódki. Nie chcieliśmy męczyć naszych gości dużymi przeciążeniami, zwłaszcza, że początek żeglugi zapowiadał mocne wrażenia. Wiał dość silny wiatr z prędkością do 30 węzłów. Po wyjściu z dyszy, jaką wytwarzał wulkan na Savai’i, wiatr uspokoił się do 18 – 20 węzłów. Nie mniej fala nadpływała z dwóch prostopadłych do siebie kierunków, wywołując niemiłe sensacje w żołądkach. Na Jance nie robiło to wrażenia i dzielnie przespała większość trasy. Nawet pobiła swój nocny rekord, gdyż przespała bez pobudki 7 godzin. Gorzej było z Rafałem i Kasią. Oboje musieli podzielić się obiadem z Neptunem. Humory na szczęście nikogo nie opuściły. Dwa refy na grocie i staysail zamiast genui pozwoliły pokonać nam cały dystans w 18 godzin. O świcie 25 października, będąc już u brzegów Niuatoputapu, musieliśmy poczekać na lepsze światło i środowym rankiem wpłynęliśmy przez wąskie przejście w rafie do wnętrza atolu.
Niuatoputapu najbardziej z wysp tongijskich przypomina wyspy Polinezji Francuskiej. Nad jej południową częścią góruje kilkuset metrowe wzniesienie, a całość oblana jest wodami turkusowej laguny. Chcieliśmy koniecznie wykonać tutaj naszego pierwszego nurka. Nie odpuściliśmy mimo, że odprawa graniczna została odłożona na następny dzień (ze względu na święto „kokosa“) i teoretycznie nie powinniśmy opuszczać jachtu. Woda na zewnątrz rafy była niezwykle przeźroczysta. Sama rafa okazała się dosyć urozmaicona, ale zaskoczył nas brak rekinów i innych dużych stworzeń. Może to i dobrze, gdyż dla Rafała samo już zejście na kilkanaście metrów, w nowym otoczeniu, jakim jest świat podwodny, było dużym przeżyciem, co okupił szybkim zużyciem powietrza z butli. Nurka kończył grzecznie podpięty do mojego oktopusa (zapasowego regulatora). Z każdym następnym nurkiem było jednak coraz lepiej i można stwierdzić, że Rafał złapał bakcyla.
Kolejny dzień spędziliśmy w oczekiwaniu na tongijskich oficjeli. Mieli dotrzeć na pokład rano, żeby dopełnić formalności. Jednak obowiązujący na Niuatoputapu „Tonga time”, czyli totalny “luz i relaks” czasowy zupełnie nie zgrał się z naszym poczuciem czasu. Urzędnicy przybyli dobrze po godzinie 15, a my od rana byliśmy w blokach startowych… Sprawa czasu, to tu doprawdy ciekawe zjawisko. Trójka urzędników, która do nas dotarła, nie czuła, że są kilka godzin spóźnieni. Zapytani o obowiązujący na wyspie czas, mieli problem z odpowiedzią, żeby nie powiedzieć, że pytanie ich zagięło. Nikt nie nosił zegarka. Patrzyli na siebie zdziwieni, jakby zastanawiając się, o co nam chodzi. W końcu jeden z urzędników wpadł na pomysł i spojrzał na telefon komórkowy. Podał nam godzinę, ale jakby nie rozumiejąc po co nam właściwie ta informacja jest potrzebna… Ogólnie była to dziwna wizyta, gdyż każdy z trzech urzędników zachowywał wyraz twarzy, jakby za czymś tęskniący. Sama odprawa nie była uciążliwa, ale i tak musieliśmy zostać jeszcze jeden dzień, gdyż opłaty za odprawę urzędnicy przyjmowali tylko w lokalnej walucie, której nie posiadaliśmy. Bankomatu na wyspie nie ma, a do banku byśmy już tego popołudnia nie zdążyli.
Na kotwicowisku spotkaliśmy Czechów – Petra i Paulinę. Ta przesympatyczna para, która na swoim jachcie jest w podróży dookoła świata, spędziła z nami uroczy wieczór na Katharsis. Wspólnym opowieściom nie było końca.
Następnego dnia udaliśmy się na ląd całą ekipą. Pierwsze wrażenie nie było najlepsze. Otoczenie domostw było delikatnie mówiąc niechlujne. Olbrzymi to kontrast z zadbanymi ogródkami i trawnikami na Samoa. Jak się okazało, częściowym winowajcą takiego stanu było tsunami, które nawiedziło Niuatoputapu cztery lata temu. W następstwie tego tragicznego wydarzenia, większość mieszkańców trzech wiosek leżących wzdłuż wybrzeża laguny przeniosła się na tereny wyżej położone. Stąd widok zaniedbanych siedlisk i porzuconego w bezładzie sprzętu. Z pomocą mieszkańcom przyszedł Bank Światowy, który sfinansował wybudowanie nowych osiedli.
Spore wrażenie wywarły na nas cmentarze. Groby z koralowca wyglądają na usypane w pośpiechu. Stan nieładu łagodzi wystrój – każdy grób był przyzdobiony wiązanką sztucznych kwiatów. Takie cmentarze widzieliśmy po raz pierwszy.
Po godzinnym spacerze znaleźliśmy bank. Zajmował on wnętrze małego baraku. Przypominał banki z czasów osiedlania się przybyszów na dzikim zachodzie. Zamiast w komputerze wszystkie operacje odnotowywane były w notesie, a główną maszyną liczącą był kalkulator (chociaż mogło być liczydło, bo i to by nas chyba w tym miejscu nie zaskoczyło). Poważnie wyglądająca urzędniczka wymieniła nam dolary na panga i mogliśmy rozliczyć się z celniczką w jej biurze, mieszczącym się tuż obok banku w podobnym, niewielkim baraku.
Pani celniczka była pierwszą osobą na wyspie, która się do nas uśmiechnęła. Co za zmiana. Już myśleliśmy, że duma Tongijczyków, którzy jako jedyne państwo na Pacyfiku nigdy nie zostało podporządkowane kolonizatorom, nie pozwala im na wyrażanie jakichkolwiek emocji. W biurze urzędowały trzy panie, a wraz z nimi ich dzieci. Byliśmy zaopatrzeni w polskie cukierki (krówki i kukułki, które przywiózł Zbyszek), żeby częstować tongijskie dzieci. Jednak celniczka od razu zgłosiła protest – dlaczego tylko dzieci dostają słodycze! Hania speszona tą uwagą od razu poczęstowałam wszystkie panie, które skosztowały smakołyki (jeden cukierek do degustacji to było za mało…). Zasugerowałem, żeby zostawić w biurze cały worek, który mieliśmy przygotowany dla dzieciaków z wyspy. Celniczka zaproponowała nam odwiezienie nas na łódkę, co przerodziło się w nie planowaną wycieczkę po wyspie. Odwiedziliśmy jej plantację, skąd otrzymaliśmy w „prezencie“ kiść bananów i trzy papaje. Po odwiezieniu nas na nabrzeże nasza przewodniczka zgłosiła listę rzeczy, które byłyby jej i mieszkańcom wyspy potrzebne. W zamian za przejażdżkę odwdzięczyliśmy się przynętami do połowu ryb i kilkoma siatkami bogactw, które Hania wyczarowała spod pokładu. Janeczka, a dokładniej Ania, dała córeczce naszej przewodniczki jedną ze swoich zabawek – aż miło było patrzeć na radość tej małej dziewczynki. Celniczka okazała się osobą bardzo dbającą o swoje interesy. Wymiana barterowa była dla niej niezwykle korzystna. Nie zmienia to jednak naszego przeświadczenia, że chociaż w małym stopniu pomogliśmy mieszkańcom Niuataputapu.
Na Niuatoputapu można by spędzić leniwie kilka tygodni eksplorując tamtejszą rafę. Musieliśmy jednak płynąć dalej. Przed nami żeglarskie centrum Królestwa Tonga – Vava’u i kolejne miejsca do nurkowania.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: