Napisane przez: Hanuś | 2013/11/14

Minerva – pożegnanie z tropikami

Trzydniowy pobyt na rafie Minerva w drodze z Królestwa Tonga do Nowej Zelandii był naszm tegorocznym pożegnaniem z idylicznymi krajobrazami wysp Pacyfiku. Przez kilka najbliższych miesięcy będziemy jedynie w pamięci przywoływać przepiękne widoki turkusowych i szmaragdowych wód lagun, wesołych palm na złocistych plażach oraz dotyk palącego ciepła tropikalnego słońca. Ale przed nami kolejna przygoda… Nowa Zelandia. W moich wyobrażeniach są to soczysta zieleń i nieograniczone przestrzenie oraz dzika przyroda Wyspy Południowej z jej rewelacyjnym sauvignon blanc z winnic Marlborough oraz żeglarski świat Wyspy Północnej. Jak będzie? Przekonamy się już niedługo.

Z trzech dni spędzonych na Minerva dwa upłynęły nam przy deszczowej i pochmurnej pogodzie. Czas ten wykorzystaliśmy na porządki i spotkania z żeglarzami, których poznaliśmy jeszcze na Polinezji Francuskiej, a nasze szlaki przecinały się następnie na Tonga. Całkiem niezła flotylla spotkała się w tym uroczym zakątku świata. Ciekawie to wyglądało. Gdzieś z dala od cywilizacji i praktycznie lądu (nie licząc kawałka rafy odsłaniającego się przy odpływie) stało zakotwiczonych aż 19 jachtów. Ktoś pewnego dnia rzucił przez radio pozdrowienia dla wszystkich jachtów zgromadzonych w Jacht Klubie Minerva!
Niedziela przyniosła zapowiadane słońce i bezchmurne niebo. Były to idealne warunki, by w pełni cieszyć się urokami tej bajecznie kolorowej krainy. W promieniach słońca kolory wody we wnętrzu rafy jakby wybuchły intensywnością i różnorodnością. Można by poprostu siedzieć i godzinami patrzeć na ta barwne przedstawienie. My jednak nieco intensywniej wykorzystaliśmy ten czas. Mariusz z Tomkiem i Stevem (z Almacantar) zanurkowali na zewnątrz rafy, podczas, gdy ja obserwowałam ich z z maską i rurką z powierzchni wody (czyli asekurowałam z pontonu). W południe nie mogłam odmówić sobie przyjemności wjechania na maszt i sfotografowania tej palety turkusów, szmaragdów, błękitów, zieleni i granatów z perspektywy 30 metrów.
Podczas niskiej wody zeszliśmy na ląd, czyli odsłonięty przy odpływie kawałek rafy koralowej. W sobotę spotkaliśmy tam ekipy z innych jachtów i dowiedzieliśmy się, że w szczelinach ukrywają się homary, których Chris z katamaranu Triebe nałapał kilka. W niedzielę Mariusz z Tomkiem także postanowili wyciągnać jakąś sztukę z wody.
Pomimo, iż spędzili sporo czasu przeczesując szczeliny, żadnego homara nie wypatrzyli. Mieli jednak przy tym tak wiele zabawy i radości, iż brak sukcesu nie zepsuł im humorów. W tym polowaniu chyba nie zdobycz była najważniejsza! Jak widziałam ich nurkujących w tych jamach z niezwykle przejrzystą, pełną życia wodą, zazdrościłam im zabawy. Ja jednak podjęłam się zadania udokumentowania tej wyprawy i pilnowałam aparatu fotograficznego.

Rafę Minerva opuściliśmy w poniedziałek około południa. Zaraz po wyjściu z koralowcowego pierścienia na otworty ocean zapuściliśmy wędki. Nie upłynęło 15 minut, jak zaterkotał kołowrotek. Tym razem na haczyk wskoczyło nam duże wahoo (145 centymetrów długości i 18 kilogramów wagi). Ledwo skoczyliśmy delektować sie mahi-mahi, a tu już nowe menu na stole.
Tego samego dnia Minervę opuściło 10 innych jachtów. Zaobserwowaliśmy dowody występowania zjawiska stada. Zaczęło się już od pierwszego dnia od wpłynięcia w piątek do wnętrza rafy. Zaraz przy wejściu stało 8 zakotwiczonych jachtów. Mariusz nie chciał stawać w tłumie i popłynął na drugą stronę, gdzie byliśmy sami. Po paru godzinach przypłynał Steve i Cleir na Almacantar, z którymi byliśmy umówieni, że spotkamy się na Minervie, więc zakotwiczyli niedaleko nas, mijając inne jachty. Po jakimś czasie przypłynał znajomy Steve’a i też stanął koło nas. Po paru godzinach wszystkie jachty stojące przy wejściu przeniosły się w naszą okolicę i kolejne, które dołączały stawały w pobliżu, pomimo, iż można było znaleźć dla siebie ustronne miejsce. Katamaran, który przypłynął prawie jako ostatni, zamiast stanąć kawałek dalej, to wepchnął się nam przed dziób i zakotwiczył bardzo blisko rafy, chociaż miał mnóstwo miejsca, nawet kilka mil!
To samo chyba tyczyło się wypływania. My chętnie jeszcze byśmy zostali, ale czas już nas naglił i musieliśmy ruszać w drogę jak tylko pogoda na to pozwoliła. Inne jachty, jak je zazwyczaj spotykaliśmy, to miały dość swobodny harmonogram i dostosowywali go sobie to uroków miejsca i nastrojów. Z Minervy nagle wszystkich coś ruszyło… Nawet katamarany pomkneły do Nowej Zelandii, wiedząc, że czeka ich trudna dla nich żegluga pod wiatr, zamiast nacieszyć się ładną pogodą na Minerva, zaczekać do czwartu i popłynąć korzystniejszymi dla nich kursami, czyli z wiatrem. Człowiek stadnym zwierzęciem jest.

Do Opua, portu w którym planujemy sie zatrzymać po dopłynięciu do Nowej Zelandii i dokonać formalności związanych z odprawą, dzieli nas z Minervy 800 mil morskich. Pogoda ustabilizowała się i ukształtował się rozległy wyż. Jego centrum przesuwa się z Morza Tasmańskiego ponad północną Nową Zelandię. Na Minervie przeczekaliśmy wiatr w nos i opuszczając ją mieliśmy gwarancję wiatrów południowo wschodnich. Wymusza to na nas wprawdzie ostrą jazdę pod wiatr, ale z szansą przepłynięcia całego dystansu jednym halsem. Jesteśmy na morzu trzecią dobę. Prognozy się potwierdzają, wieje wiatr do 22 węzłów. Pozwala nam na płynięcie w dużym przechyle z prędkością 8-10 węzłów. Czsami jakaś nietypowa fala spowolni nas, z impetem przelewając się przez pokład. Co któraś nas zmoczy, ale na szczęście nie jest jeszcze zbyt zimno, chociaż z szaf powyciągaliśmy już polary i na zewnątrz wychodzimy w sztormiakach. Mile uciekają nam powoli, ze względu na przeciwny prąd. Nie mniej powinniśmy dotrzeć do Nowej Zelandii w nocy z piątku na sobotę. Jest czwartek 14 listopada 2013 roku godzina 1600. Nasza pozycja: 31st.12min.S 175st.55min.E.


Responses

  1. Haniu, zdjęcia z topu zapierają dech w piersiach!:) Świat jest piękny:)! Niezwykłe miejsce, takie energetyczne..

  2. 🙂 jacht jakby unosił się w powietrzu 🙂

  3. Ten rzut okiem na pokład z masztu to wykonany czyim okiem? Bo ja bym sie bal, ze moje sie rozwali po zucie z tak wysoka…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: