Napisane przez: Mariusz | 2014/10/06

Nurkowania na Wyspach Salomona

Mariusz:
Świat podwodny Wysp Salomona należy do najciekawszych na świecie. Amatorów wraków przyciągają liczne pozostałości z czasów II Wojny Światowej. My mieliśmy wystarczającą dawkę adrenaliny podczas eksploracji wnętrza wraku Coolidge na Vanuatu. Chcieliśmy raczej przyjrzeć się bogactwu gatunków korala, poszukać w zakamarkach ślimaków i znaleźć konika morskiego.
Uzbrojeni byliśmy po zęby w aparaty fotograficzne. Kuba nurkował z Canonem G12, Piotr z Nikonem D200, Hania z Nikonem D800E a ja z Nikonem D7000. Zbyszek, jako jedyny nurek bez cyfrowego aparatu, musiał cierpieć z powodu ślimaczego tempa pod wodą. Każdy z Nikonów miał inny obiektyw tak, by móc złapać w kadrze zarówno krajobraz jak i drobny szczegół. Hania ma świetne oko do wypatrywania maleństw pod wodą. Ona skupiła się na makro fotografii i muszę przyznać, że świetnie jej to zaczęło wychodzić. Wyposażona w obiektyw makro 105 mm porobiła setki ciekawych zdjęć. Ja uparłem się na rybim oku, czyli obiektywie 10,5 mm. Muszę przyznać, że miałem z nim dużo problemów. Jest to obiektyw, który pozwala bardzo blisko podejść pod fotografowany przedmiot i ciągle mieć go całego w kadrze. To eliminuje negatywny wpływ wody na jakość zdjęcia. Niestety po zejściu poniżej 12 metra wyłączał mi się podgląd na ekranie LCD. Uniemożliwiał mi weryfikację ustawień aparatu oraz rozmieszczenia i siły rażenia lamp. Stąd większość moich zdjęć jest mało satysfakcjonująca. Problem rozwiązaliśmy dopiero pod koniec naszych nurkowań. Można by rzec, że złej baletnicy… Piotr ma największe doświadczenie w fotografii podwodnej i mimo wiekowego aparatu ustrzelił najlepsze ujęcia. Żonglował między swoimi dwoma ulubionymi obiektywami czyli makro 35 mm i Tokina 10 – 17 mm. Dla nas pozostała przyjemność uczenia się od mistrza. W sumie na Wyspach Salomona zrobiliśmy 3600 zdjęć pod wodą. Taki nasz mały rekord.
Wybierając pierwsze miejsce do nurkowania zdaliśmy się na lokalną wiedzę. Popłynęliśmy z Billem z wioski Boboe na zatopiony japoński samolot i rafę Laguny Vonavona. Jak się okazało miejsce to odległe było od naszego kotwicowiska o 5 mil. Śruba w naszym pontonie nie była dobrze dobrana do dużego ciężaru, jaki stanowiło pięciu nurków ze sprzętem i dodatkowy pasażer. Ponton nie był w stanie wejść w ślizg, co powodowało nie tylko ślamazarną jazdę, ale również gigantyczne zużycie paliwa. Po dopłynięciu na miejsce okazało się, że nie damy rady wrócić. Nie pozostało mi nic innego, jak pozbyć się balastu, czyli pozwolić zanurzyć się całej ekipie a samemu wrócić na Katharsis po paliwo. Operacja udała się, paliwa na powrót lekkim pontonem starczyło, a i nurków udało się odnaleźć. Miejsca na kolejne nurkowiska wolałem wybierać już sam, polegając na skąpych informacjach znalezionych w Internecie i na analizie map.
Kilka miejsc było światowej klasy, większość bardzo dobra. Do takich z pewnością zaliczymy kanion przy południowo wschodnim cyplu Morovo Lagoon. Podniecające było już samo wpłynięcie do niego mrocznym tunelem, którego wejście znajdowało się 25 metrów poniżej lustra wody, we wnętrzu spokojnej laguny. Widok, jaki roztoczył się przed naszymi oczyma na długo pozostanie w pamięci. Pionowe ściany kanionu odległe były od siebie o zaledwie kilkanaście metrów. Tworzyły niesamowicie tajemniczy krajobraz, wypełniony granatową poświatą wywołaną niewielką ilością penetrującego wodę światła. Wachlujące olbrzymie gorgonie oraz miękki koral uzupełniały obraz. Nic dziwnego, że chcieliśmy tu z Hanią wrócić.
Wyjątkowe były również ściany raf przy wyspach Randova i Lumahle w północnej części Laguny Morovo. Za każdym razem, kiedy nurkujemy nie widząc dna pod nami, doznajemy dreszczyku emocji. W przypadku Haipe Reef na Randova emocję potęgował widok spotkanego w drodze na rafę dużego krokodyla. I pomyśleć, że Hania z Piotrem dzień wcześniej zeszli na nocnego nurka pod łódką …
Zaskoczyła nas niewielka ilość dużych oceanicznych ryb. Nawet podczas ostatniego nurka wykonanego niedaleko Gizo, w miejscu które słynie z największej ilości gatunków ryb na świecie zanotowanych podczas jednego zejścia pod wodę (ponad 250), pojawił się tylko jeden rekin. Plusem tego była możliwość skupienia się na krajobrazie, niesamowicie zróżnicowanej rafie i na małych stworzeniach. Hania nie znalazła tylko konika morskiego i tą przyjemność zostawiła sobie na Papuę Nową Gwineę.


Responses

  1. Oj pozazdrościć tylko takich eskapad… Przeżycia są zapewne przeogromne… Szkoda, że koralowcom grozi zagłada przez ocieplanie się wód. Miejmy nadzieje, że i następne pokolenia będą mogły na żywo oglądać te widoki a nie tylko kadry w programach przyrodniczych. Zdjęcia – chętnie oprawiłbym w ramkę i powiesił na ścianie.

  2. Nie wiem czego bardziej zazdrościć – niezapomnianej przygody czy przepięknych widoków. Fotki zapierają dech w piersiach i teraz w pracy będę mogła od czasu do czasu odpłynąć myślami gdzie indziej. Zgodzę się z Remigiuszem, że istnieją aż nazbyt duże obawy, że niedługo takie widoki będą dostępne tylko na zdjęciach…

  3. piękne widoki

  4. Różnorodność tego świata zachwyca!

  5. jakie cudowne widoki… Pomyśleć, że tyle piękna jest schowane pod taflą wody i nie każdy może je zobaczyć na żywo… Te koralowce wyglądają jak wyczarowane jakieś, niespotykane… Szkoda, że temperatura wód się podnosi i los koralowców jest w niebezpieczeństwie… Dobrze, a żeby i przyszłe pokolenia mogły móc na żywo je oglądać.

  6. …cudne fotki…dziekuje..


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: