Napisane przez: Hanuś | 2015/08/15

Sielankowa żegluga w kierunku Palau

Sielankowa żegluga ku Palau

Sielankowa żegluga ku Palau


Z Ninigo do Palau czekało nas około 800 mil żeglugi. To niby nie tak dużo, ale dla naszych przyjaciół miał być to najdłuższy rejs w życiu. Palau leży już na półkuli północnej, ponad 500 mil na północ od Indonezyjskiej części Nowej Gwinei. Jest w strefie całkowicie innych układów pogodowych niż te, w których byliśmy w Papui Nowej Gwinei. Podlega wpływom monsunów, które od kwietnia do listopada przynoszą tam wilgotne powietrze z południowego zachodu. Krótko mówiąc – nie najlepszy okres na spędzanie wakacji.
Mariusz zdecydował się na odwiedzenie Palau głównie z powodu bezpieczeństwa. Było to jedyne miejsce w okolicach Papui Nowej Gwinei, gdzie mogliśmy zostawić jacht na krótki wrześniowy wylot do kraju. Miał cały czas wątpliwości, czy był to dobry wybór. Wynikały one nie tylko z panującej tam mokrej aury, ale z ryzyka spotkania tajfunu oraz z konieczności płynięcia przez drugą połowę trasy pod silny wiatr. Przez cały czas naszego pobytu na Papui Nowej Gwinei układy pogodowe potwierdzały scenariusz płynięcia i halsowania pod silny, ponad 25 węzłowy wiatr, który dla naszej niedoświadczonej załogi mógł oznaczać drogę przez mękę. Podczas naszego pobytu na atolu Ninigo przez Palau przeszedł silny sztorm tropikalny, który namieszał w pogodzie. Po jego przejściu wiatr został tak jakby wyssany z okolic Palau. Wytworzyło się tygodniowe okno pogodowe dla żeglugi w lekkich wiatrach. Trzeba dobrze żyć z Neptunem, by mieć takiego farta.
Przy Ninigo postawiliśmy pełnego grota oraz genuę i 6 sierpnia rano popłynęliśmy na północny-zachód. Wiatr wiejący idealnie od rufy nie pozwalał na płynięcie prosto do Palau, więc płynęliśmy 30 stopni na północ od założonego kursu. Ninigo położone jest 90 mil na południe od równika. Po wyjściu w morze nasza ekipa odliczała każdą milę do magicznej linii dzielącej ziemię na część północną i południową. Kiedy około 2300 byliśmy zaledwie trzy mile od równika i napięcie sięgało zenitu, nasz kapitan zarządził zwrot przez rufę, po czym obraliśmy kurs na zachód z południowym odchyleniem. Spowodowało to oddalanie się od stopnia 0 szerokości geograficznej. Taki obrót sprawy pozwolił Mariuszowi i mi zyskać trochę czasu na przygotowanie chrztu dla naszych neofitów, jaki się przynależy każdemu żeglarzowi przepływającemu przez równik po raz pierwszy. Odstąpiliśmy od prób odwagi i męstwa, a jedynie przygotowaliśmy małą ucztę dla naszych żeglarzy. Sporo czasu, ale i zabawy, zajęło nam wymyślanie nowych imion, które miał im nadać Mariusz, jako przedstawiciel Neptuna, gdy przyjmą dobrowolnie chrzest.
O godzinie 0700 rano zrobiliśmy ponownie zwrot przez rufę i zaczęliśmy zbliżać się do równika. Tuż przed magiczną linią, jeszcze na półkuli południowej złapaliśmy duże wahoo. Był to najprawdopodobniej prezent od Neptuna, mający uczcić do wydarzenie.
O godzinie 1024 dnia 7 sierpnia 2015 roku przecięliśmy równik z południa na północ na długości geograficznej 142 st. 20,7 min. wschodniej. Przygotowując poczęstunek dla naszych Neofitów staraliśmy się uwzględnić ich upodobania kulinarne, nie zapominając o własnych smakach. Mariusz dla naszych coca-colopijców przygotował napój z pepsi wzmocniony syropem z agawy, surowym jajkiem i oliwą z oliwek. Wyglądał jak likier jajeczno-czekoladowy, jednak w smaku był bardziej interesujący… Jako, że nasza ekipa to same słodkie dziurki, postanowiłam przygotować dla nich muffinki cynamonowe. Ja osobiście wolę smaki słono-ostre, dlatego do ciasta dodałam od siebie łyżkę soli i świeże papryczki peri-peri (po jednej dla każdego). Gotowe babeczki polałam czerwonym lukrem i ozdobiłam zielonym pieprzem marynowanym. Muffinki prezentowały się uroczo. Gdy zbliżaliśmy się do równika wszyscy neofici wyczekiwali na pokładzie. Jako przedstawiciele Neptuna stwierdziliśmy, że żeglarze są nieprzyozdobieni na tą uroczystą chwilę, więc zabrałam się za zrobienie im odpowiedniego makijażu. Agnieszce domalowałam na policzkach ośmiornice, których Aga bardzo się boi, a w ten sposób miała się z tymi morskimi stworzeniami oswajać. Olce podkreśliłam czerwonym kolorem usta, które rzadko jej się zamykają i miały pasować do jej płomiennych włosów. Adamowi dorysowałam groźne zębiska rekina, a Tomkowi zamalowałam powieki na niebiesko – w kolorze otaczającego nas oceanu. Paweł otrzymał naszyjnik z kokosa, jako że przez cały rejs otwierał nam te pyszne orzechy z orzeźwiającym napojem. Wystrojeni neofici mogli przepłynąć równik i z tej okazji przyjąć poczęstunek. Początkowo uśmiechali się do apetycznie wyglądających ciastek i napojów, jednak już po pierwszym kęsie ich wyrazy ich twarzy mocno się zmieniły. Pierwszy dzielnie skonsumował strawę Adam, a zaraz po nim Paweł. Dziewczyny i Tomek męczyli się dłużej, a Olka nawet podzieliła się z Neptunem kawałkiem muffinka… Ale resztę dojadła i dopiła z godnością. Po uczcie Mariusz mógł przyjąć neofitów w służbę do Neptuna, nadając im nowe imiona. I tak Agnieszka została Ośmiornicą Pacyficzną, Ola Dory Płomienniołuską, Paweł Krabem Kokosowym, Adam Rekinem Pacyficznym, a Tomek Nemusiem Niebieskookim.
Pierwsze dwa dni dały nam słaby wiatr, który umożliwiał płynięcie na pełnych żaglach z prędkością około 7 węzłów. Trzeciego dnia rano wiatr siadł zupełnie. Chcąc dopłynąć na miejsce przed wylotem naszej ekipy i mieć jeszcze czas na pokazanie im Palau, zmuszeni byliśmy zrzucić żagle i odpalić silnik. Brak podmuchów wiatru i słońce w zenicie spowodowały, że zdecydowaliśmy się na rozstawienie daszku w kokpicie, czego nigdy przedtem nie robiliśmy podczas żeglugi. Pozwalało to na znalezienie odrobiny cienia. Otaczający nas ocean z każdą godziną stawał się spokojniejszy, aż zamienił się w płaską taflę wody. Miało się wrażenie, że woda jest jakby oleista.
Gdy żar z nieba lał się niemiłosiernie, Mariusz zdecydował się zatrzymać na chwilę jacht. Mogliśmy wskoczyć do przepięknie niebieskiej wody, dającej chwilę orzeźwienia. Taka kąpiel na środku oceanu jest niezłym przeżyciem. Świadomość, że pod stopami ma się 4 kilometry wody i całe mnóstwo stworzeń morskich, daje dreszczyk emocji.
Wykorzystując bezwietrzną pogodę oddawaliśmy się grze w karty, czytaniu książek i kąpielom słonecznym. W tak beztroski i sielankowy sposób dopłynęliśmy we wtorkowy poranek 11 sierpnia 2015 roku do Malakal Port na Palau.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: