Napisane przez: Hanuś | 2015/08/11

Świnia na Ninigo Islands symbolicznym pożegnaniem z Papua Nowa Gwinea

Po wizycie na Hermit Island naszym kolejnym celem był Archipelag Wysp Ninigo. Do pokonania mieliśmy ponad 50 mil morskich. Prognoza pogody zapowiadała 20 węzłowy wiatr południowo-wschodni. Przy takich warunkach potrzebowaliśmy około 6 godzin. Musieliśmy wypływać z Hermit Island najpóźniej w południe, by dotrzeć na miejsce przed zachodem słońca. Jednak nasze podglądanie mant w przesmyku przedłużyło się i nie udało nam się wypłynąć zgodnie z planem. Kotwicowisko opuszczaliśmy po godzinie 13. Wiatr w ciągu dnia zaczął siadać poniżej 20 węzłów oraz odkręcać do wschodniego, więc nasza prędkość nieco spadła. Ninigo zobaczyliśmy już w promieniach zachodzącego słońca. Na szczęście przesmyk, w który wpływaliśmy miał 400 metrów szerokości i mapy pokrywały się z rzeczywistością. Dodatkowo wspierał nas księżyc w pełni, który doskonale oświetlał horyzont. Bob z Hermit Island pokazał Mariuszowi na mapie, gdzie jego zdaniem najlepiej stanąć przy silnym południowo-wschodnim wietrze. Skorzystaliśmy z jego rady mimo, że nasze mapy pokazywały w tym miejscu rafę i zakotwiczyliśmy na zewnątrz laguny od zachodniej strony przy Wyspie Logan. Gdy sondowaliśmy w ciemnościach akwen i szukaliśmy wypłycenia do rzucenia kotwicy, na horyzoncie pojawił się przemieszczający się punkt. Po chwili okazało się, że to mieszkańcy pobliskiej wioski z Logan Island wypłynęli nas przywitać i zaoferować pomoc przy wchodzeniu do laguny. Było to niezwykle miłe. Jeden z mężczyzn miał nawet ukulele i przygrywał na powitanie. Mariusz nie zdecydował się jednak na wchodzenie do wnętrza. Wyspiarze z pewnością dobrze znają swój akwen, ale nie wiadomo, czy głębokość byłaby odpowiednia dla Katharsis. Poza tym od zachodniej strony wyspy osłonięci byliśmy od wiatru, na co nie mogliśmy liczyć w lagunie. Gdy kładliśmy się spać widzieliśmy kontury palm w świetle księżyca. Ciekawa byłam jakie widoki czekają nas następnego dnia.
Pijąc poranną kawę upajaliśmy się sielankowym widokiem – dookoła nas była przepięknie granatowa woda, a kawałek dalej zaczynała się cała paleta turkusów, zieleni i błękitów, zakończona paskiem złotej plaży i zielenią palm. Była to wspaniała niespodzianka na rozpoczęcie dnia.
Nasze poniedziałkowe aktywności rozpoczęliśmy od szorowania pokładu i klaru pod pokładem. Czuję się dużo lepiej, gdy łódka pachnie od czystości. Po skończeniu porządków popłynęliśmy do wnętrza laguny, by sprawdzić tamtejsze kotwicowisko. Zgodnie z przewidywaniami Mariusza w lagunie zafalowanie było większe niż na zewnątrz oraz hulał wiatr. Do tego woda była mętna. Postanowiliśmy wrócić na zachodnią stronę Logan Island. Tym razem zakotwiczyliśmy bliżej lądu na 6 metrach głębokości na czystym piasku. Kotwica rewelacyjnie trzymała. Palmy na wyspie osłaniały nas od wiatru, a nieopodal mieliśmy rafę do snorklowania. Idealne miejsce na postój i relaks.
Gdy szykowaliśmy się do skoku do wody, zaczęli pojawiać się wyspiarze z towarami na wymianę. Jeszcze w nocy poprosiłam witających nas mężczyzn o homary i świeże kokosy. I moje życzenie zostało spełnione, gdyż jeszcze przed południem na pokładzie mieliśmy 20 homarów, kilka ryb oraz kokosy gotowe do picia.
Cały dzień upłynął nam na kąpielach w lazurowej wodzie, rozmowach z przypływającymi na pirogach mieszkańcami wioski i ogólnie pojętym wypoczynku. Na ląd tego dnia już nie dotarliśmy.
Wtorek 4 sierpnia był niezwykle intensywnym dniem. Ruch w kambuzie zaczął się już o 0600 rano, kiedy to Agnieszka, Olka, Paweł i Adam zaczęli szykować tort urodzinowy oraz śniadanie dla Tomka. Adam dzielnie ćwiczył płuca dmuchając masę balonów, a reszta szykowała ciasto i naleśniki. Niespodzianka się udała, gdyż Tomek był zaskoczony jak zobaczył przystrojoną mesę i tort ze świeczkami. Mieliśmy ochotę zanurkować z rana, ale wyglądałoby to trochę, jak lekceważenie gospodarzy, więc wybraliśmy się na ląd.
Najpierw odwiedziliśmy Campbella, rybaka który wraz ze swoimi synami (tudzież zięciami) przywiózł nam najwięcej homarów i ryb. Obejrzeliśmy jego piękną nową łódź, którą szykował na regaty żeglarskie mające odbyć się we wrześniu na Ninigo. Łódź była bardzo solidna, dokładnie wykończona, wymalowana i oklejona taśmą fluorescencyjną. Nie miała jeszcze tylko nazwy. Campbell, który został moim ulubionym rybakiem z Logan, zapytał naszego kapitana, czy mógłby ochrzcić swoją łódź imieniem Mariusza jachtu. Było to niezwykle miłe i wzruszające. Z tej okazji przygotowaliśmy dla Campbella i jego chłopaków nasze koszulki z nazwą Katharsis. Możliwe, że po wodach Ninigo będzie teraz regularnie pływać Katharsis…
Po miłym spotkaniu na plaży na zachodnim brzegu Logan poszliśmy w głąb wyspy i po kilkudziesięciu metrach znaleźliśmy się na drugiej stronie. Od razu natrafiliśmy na dom Oskara, który witał nas podczas naszego przypłynięcia i przedstawił się jako przedstawiciel wioski. Posadzono nas pod zadaszeniem, pełniącym funkcję miejsce spotkań, po czym odśpiewano powitalne piosenki. Chwilę porozmawialiśmy z Oskarem i jego rodziną, po czym poszliśmy na spacer po wiosce i do tutejszej szkoły. Duże wrażenie zrobił na mnie porządek panujący na wyspie, równe i zagrabione ścieżki, ładne domostwa oraz zadbane ogródki. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę u Oskara. Podczas rozmowy zaskoczył mnie pytaniem o jedzenie świni. Zanim dobrze przemyślałam odpowiedź i zastanowiłam się nad sensem tego pytania, palnęłam, że oczywiście wieprzowinę jadamy….. No i po chwili zaproszeni zostaliśmy na uroczysty obiad dla uczczenia naszego spotkania. Pokazano nam świnię, która miała uświęcić to wydarzenie i stanowić główną atrakcję menu. Pamiętając historię ze świnią (a ściślej ekwiwalentem), którą mieliśmy dostarczyć do Omarakany na Trobriandach i wiedząc jaki to jest duży wysiłek i koszt dla mieszkańców wysp, przeraziłam się, że z naszego powodu będzie takie zamieszanie. Nie wypadało się jednak już wykręcać i odmawiać, gdyż moglibyśmy urazić naszych gospodarzy. Gdy wracaliśmy do pontonu Oskar wziął Tomka na stronę i zaproponował mu, by został na wyspie. Miał dla niego kandydatkę na żonę i chatę na wyspie. Wieczorem żartowaliśmy, ze może ta uczta ze świnią ma być uroczystością weselną Tomka, a żona nietypowym prezentem urodzinowym.
Po powrocie na jacht zrobiliśmy zaległego nurka. Po raz pierwszy zeszli z nami pod wodę podczas tego wyjazdu Paweł i Tomek. Zajęliśmy się też przygotowaniem kolacji urodzinowej dla Tomka. Mariusz podjął się zadania grillowania hamburgerów, Agnieszka upieczenia specjalnych bułek, a Olka usmażenia frytek. To dopiero było zamieszanie w kambuzie! Ale widząc minę Tomka, jak zobaczył kolację niespodziankę, wiedzieliśmy, że trafiliśmy z urodzinowym menu w dziesiątkę.
W dzień umówionego obiadu mieliśmy z rana ruszyć na nurka w odległym o 6 mil przesmyku między atolami. Jest to ciekawe miejsce, zawsze z idealnie przeźroczystą wodą i dużymi ławicami ryb. Chcieliśmy wrócić jak najszybciej i przygotować ciasta oraz polskie jedzenie na obiad we wiosce. Gdy już mieliśmy wskakiwać do pontonu koło Katharsis pojawił się Oskar z całą nogą świni. Przekazał ją nam, byśmy przygotowali ją według naszego przepisu. Ja byłam zaskoczona i nawet trochę przestraszona, bo jeszcze nigdy nie widziałam mięsa w takiej postaci – całej nogi z racicą. Paweł z Mariuszem od razu zabrali się za oglądanie i oprawianie mięsa. Stwierdzili, że jest to wyśmienity kawałek. Początkowo myśleliśmy o upieczeniu szynki w całości, ale na to potrzeba dużo czasu na marynowanie. Nie pozostawało nam nic innego, jak pokrojenie na kawałki i usmażenie. Mięso zostało posolone, popieprzone, posypane majerankiem, natarte czosnkiem i odstawione na 3 godziny. W czasie, gdy mięso nabierało aromatu, udało nam się zrealizować nurkowy plan. Nurek był obłędny, ale mniejsza z tym. W zamrażalniku mieliśmy przygotowane dwa kilogramy bigosu, które rozmroziliśmy, dodaliśmy dodatkowe 6 kilogramów kapusty kiszonej (jeszcze z zapasów z Morza Rossa). Na dużej patelni na domowej roboty smalcu ze skwarkami smażona była cebula z boczkiem, które trafiły do bigosu. Mięso ze świni zostało usmażone. Nie przepadam za wieprzowiną, ale męska część załogi zachwycała się smakiem samego mięsa. Trochę go było szkoda dodawać do kapusty, ale w wyniku tego powstał wyśmienity bigos. Przez zapachy kiszonej kapusty i pieczonych ciast mieliśmy wrażenie, jakbyśmy na tym końcu świata szykowali polską Wigilię.
Udało nam nie spóźnić się. Wizytę rozpoczęliśmy od odwiedzin szkoły, w której czekali na nas wszyscy uczniowie z nauczycielami. Zaśpiewano dla nas piosenki w ich rdzennym języku oraz po angielsku. Następnie każdy z nas dostał bukiet kwiatów wpleciony w liść palmowy. Jedynie liść Tomka ułożony został w kształcie serca, co wskazywałoby, że nasza teoria z imprezą weselną może nie była do końca wyssana z palca.
Po szkolnych występach udaliśmy się do domu Oskara, gdzie czekała na nas uczta. Posadzeni zostaliśmy przy stole z dyrektorką szkoły, obecnym nauczycielem i emerytowanym. Siedzieliśmy pod zadaszeniem, a reszta stała w różnych zakątkach podwórka. Okazało się, że dla nas przygotowane są specjalne dania i to my mieliśmy rozpocząć obiad. Było to krępujące, gdyż reszta uczestników uroczystości przyglądała się nam. Ale nie mieliśmy wyjścia, bo gdybyśmy nie zaczęli jeść, wszyscy musieliby i tak czekać na nas.
Jedzenie było smaczne, ale jak to stwierdzili chłopacy – „nasz bigos najlepszy”. Z pewnością jest to w dużej mierze kwestia przyzwyczajenia do swoich smaków. W daniach przygotowanych przez mieszkańców wioski dominował kokos i nie było innych przypraw, nie licząc odrobiny czosnku, o który poprosiła mnie poprzedniego wieczoru żona Oskara.
Pobyt na Logan Island zamykał szczęśliwą klamrą naszą przygodę z Papuą Nową Gwineą. Zaczęliśmy od ciepłego przyjęcia na Luizjadach i kończyliśmy równie serdecznym pożegnaniem na Ninigo.
Podczas naszego pięciotygodniowego rejsu po Papui odwiedziliśmy 25 różnych miejsc, rzucając kotwicę 35 razy i przepływając 1300 mil morskich.


Responses

  1. Fajne Was spotykają historie. Swietna opowieść Hanuś, kapitalne zdjęcia. Oglądając i czytając dopada wzruszenie, że jednak – qrczę – reprezentujecie Polskę, jesteście naszymi ambasadorami. I se radzicie. Pozdrowienia dla całej Załogi. A jak tam zdrowie? 😛

  2. Tomek wszystkiego najlepszego z okazji urodzin i wielu kolejnych fantastycznych wakacji. Trochę dziwię się, że nie skorzystałeś z oferty Oskara pozostania na wyspie , bo kandydatka na żonę wspaniała 🙂 .Słyszałeś, że teraz wielu młodych wyjeżdża z Polski a Ty miałbyś to już z głowy ;). Widzę, że Paweł I Aga spełniają się kulinarnie. Smacznego
    Pozdrowienia dla całej załogi
    Robert

  3. Niesamowite miejsca. Pozdrowienia dla wszystkich.

  4. Załogo Katharsis, jak czytam Wasze przygody na drugim krańcu świata, to duszna Warszawa zamienia się na piaszczystą plażę z palmami w tle. Przy Was można chwilę odetchnąć 🙂 Pozdrwienia dla całej załogi, bawcie się dobrze 🙂
    Olin
    P.S.- Gamoń, czuję się zazdrosna o małą Jennifer! 😉 ❤


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: