Napisane przez: Mariusz | 2017/10/30

Inhaca i dalej w drogę

Mariusz:

Żeglowanie w silnych prądach potrafi być bardzo ekscytujące. Do takich prądów niewątpliwie należy Prąd Mozambicki, przechodzący w Prąd Agulhas. Płynąc wartko wzdłuż wschodniego brzegu Afryki potrafi zwiększyć prędkość jachtu płynącego na południe o 2 – 3 węzły. Taka żegluga to czysta przyjemność, pod warunkiem, że płyniemy z wiatrem. Nawet silny wiatr wiejący z północy nie stanowi większego problemu dla pełnomorskich jednostek. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy wiatr zaczyna wiać z południa, czyli z kierunku przeciwnego do prądu. Słaby wiatr południowy może nieco uprzykrzyć żeglugę po rozbełtanym morzu.  Wiatr wiejący z prędkością powyżej 30 węzłów potrafi w zderzeniu z silnym prądem wytworzyć niebezpieczne warunki dla każdej jednostki. Przekonał się o tym niejeden jacht. Kilka polskich jednostek było zmuszonych do przerwania w ostatnich latach swojej przygody w niedużej odległości od Przylądka Dobrej Nadziei po zderzeniu się z niezwykle wybudowaną falą.
Ja nabrałem szczególnego respektu do żeglugi w tego typu warunkach podczas sztormu, który uderzył w nas w drodze z Brisbane do Sydney przed regatami Sydney – Hobart w grudniu 2014 roku. Wiatr wiejący wtedy z prędkością nieco poniżej 40 węzłów, zderzywszy się z Prądem Wschodnioaustralijskim, wytworzył niezwykle strome fale. Spadaliśmy z nich z olbrzymim impetem, uderzając każdorazowo o wodę, jak o beton. Na nic zdało się zredukowanie prędkości jachtu do 3 węzłów. Jeszcze nigdy wcześniej ani później Katharsis II nie został tak poobijany. Nawet ciężki sztorm, z którym zmagaliśmy się na Morzu Rossa, ze znacznie mocniejszym wiatrem i lodem dookoła nie dał się nam tak we znaki.
Płynąc w zeszłym roku z Hanią z Seszeli do Kapsztadu, zdecydowałem się na płynięcie środkiem Kanału Mozambickiego, gdzie prąd nie jest tak mocny, jak przy brzegach Afryki. Bez większego problemu przejechaliśmy przez dwa sztormy. Trzeci, który dopadł nas 40 mil od lądu, wymusił na nas ucieczkę na płytkie wody. W pasie szelfu, czyli wody o głębokości poniżej 200m, fale nie są już tak groźne. Tam prąd prawie nie występuje. Płynięcie w pobliżu granicy szelfu, z możliwością szybkiego wpłynięcia na bezpieczniejsze wody przybrzeżne, wydaje się być najbezpieczniejszą taktyką przy żegludze na południe.
W tym roku wybrałem inną trasę i Kanał Mozambicki przekroczyliśmy już na wysokości 18 stopnia szerokości geograficznej południowej. Taktyka żeglugi musiała uwzględnić konflikt prądu Mozambickiego z silnymi wiatrami z południa. To wymusiło na nas postój najpierw w cieniu Wysp Bazaruto, a następnie w Zatoce Maputo w pobliżu Wyspy Inhaca. Chciałem tam przeczekać rozległy układ wyżowy, który zaczął wypełniać cały obszar Kanału Mozambickiego. Niósł ze sobą zimne powietrze znad Oceanu Południowego. Wyże utożsamiamy ze słoneczną pogodą. Ten, w zderzeniu z ciepłymi masami powietrza, przyniósł 2 dni deszczu i sztormowych, południowych wiatrów.
Czekając na front skorzystaliśmy z ostatnich ciepłych promieni słońca w tym rejsie. Uzupełniliśmy też naszą spiżarnię o świeże owoce i warzywa, kupione na targu w jedynej wiosce na Wyspie Inhaca. Nadejście frontu spowodowało obniżenie temperatury z ponad 30oC do zaledwie 18oC. Wiatr w osłoniętej zatoce wytworzył niezłą kipiel. Kotwica ciężko pracowała, wydając bolesne dla uszu dźwięki, jednak świetnie trzymała. Katharsis II nerwowo unosił się na krótkich falach, ale byliśmy bezpieczni.
Po kilkudniowym postoju, w niedzielę 28 października o 0600, podnieśliśmy kotwicę. Wiatr zaczął cichnąć. Mogliśmy bezpiecznie przeprowadzić jacht przez płycizny Zatoki Maputo. Środek wyżu przesunął się w okolice Madagaskaru i po kilku godzinach żeglugi wiatr zaczął odkręcać do północnego. Powoli pożeglowaliśmy po bardzo rozbujanym jeszcze morzu. W nocy wiatr wiał już z pełną siła, jego prędkość dochodziła do 40 węzłów. Pozwoliło nam to na bardzo szybkie płynięcie na południe, mimo maksymalnie zredukowanych żagli. Prąd Agulhas był naszym sojusznikiem, dzięki któremu prędkość jachtu rzadko spadała poniżej 11 węzłów.
W okolicach Durbanu wiatr zaczął cichnąć. O dziwo, również prąd postanowił skręcić. Takie zawirowania prądu niestety zdarzają się. Spowodowały one rozbełtanie morza, które miotało jachtem i powodowało łopot żagli. Musieliśmy się maksymalnie zrefować, by nie uszkodzić takielunku.
Prąd Agulhas potrafi pomóc, może też zirytować. Nie można mu odmówić jednego – żegluga w nim należy do bardzo wymagających i ekscytujących.


Responses

  1. Wpędzacie mnie w jesienną depresję :)))))))), a o uczuciach zazdrości to już nie wspomnę.

  2. a u nas sezon na grypę…. Fajnie Wam Pozdrowienia.

  3. Jak ja lubie tak sobie z Wami „pozeglowac”… zawsze czekam z niecierpliwoscia na kolejne wpisy i cudowne zdjecia. Sciskam Was seredecznie!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: