Napisane przez: Mariusz | 2018/01/09

Na wodach Antarktyki

Mariusz:

W piątek 5 stycznia 2018 roku o godzinie 2112 czasu jachtowego (UTC+4) Katharsis II wpłynęła na wody Antarktyki przecinając równoleżnik 60. południowej szerokości geograficznej na wysokości 58. południka długości geograficznej wschodniej. Etap ten zajął nam niecałe dwa tygodnie. Zanotowaliśmy zadawalające tempo, biorąc pod uwagę panujące warunki pogodowe.
Przecinając 60. równoleżnik rozpoczęliśmy zasadniczy etap okrążania Antarktydy. Przed nami ponad dwa miesiące żeglugi po bardzo wymagającym akwenie. Realizacja celu zależeć będzie od wielu czynników. Nie możemy pozwolić sobie na uszkodzenie jachtu, w szczególności poprzez kontakt z lodem. Chciałbym zrobić pętlę tak blisko kontynentu, jak tylko lody na to pozwolą. Ale najkrótsza droga wcale nie musi oznaczać najszybszej. Przy samym lądzie występują bowiem przeciwne prądy oraz mniej korzystne wiatry.
W lodowej układance szczególnie ciekawe będą dwa miejsca: Morze Rossa i Morze Wedella. U wejścia pierwszego powinniśmy znaleźć się pod koniec stycznia. Jeśli sytuacja lodowa będzie podobna do tej, którą zastaliśmy w 2015 roku, oznaczać to będzie dla nas konieczność opływania bariery lodowej bez możliwości skrócenia drogi. Dzisiaj musielibyśmy płynąć w tym rejonie po 65. równoleżniku. Z kolei lody z Morza Wedella wypływają poza 60. równoleżnik. Będąc tam w połowie lutego mam nadzieję spotkać taką jego ilość, która nie wypchnie nas poza wody Antarktyki. Przyszłość pokaże z czym będziemy musieli się zmierzyć. Taktykę płynięcia będziemy dostosowywać do panujących warunków.
Za nami pierwsze dni na wodach Antarktyki. Wpłynęliśmy na Morze Wspólnoty z zamiarem dotarcia do 63. równoleżnika. Początek nie należał do wietrznych, co odbiło się na dobowych przelotach. Za to skończyły się ciemne noce i nie musieliśmy zwalniać w celu zminimalizowania konsekwencji zetknięcia się z lodem. Góry lodowe łatwo jest ominąć, ale mniejsze kawałki lodu już nie. Można je zauważyć dopiero z odległości kilkuset metrów. Przez najbliższe kilka tygodni powinniśmy mieć jednak komfort dobrej widoczności. Do tej pory dwukrotnie wpłynęliśmy w smugę growlerów ciągnących się za wyjątkowo dużymi górami lodowymi. Manewrowanie między nimi przy pełnej prędkości jachtu może doprowadzić do zawału serca. Każdorazowo redukowaliśmy jednak prędkość, zwijając przednie żagle. Łatwiej w ten sposób unikać przeszkód.
Życie pod pokładem wyznacza rytm wacht. Coraz dotkliwszy chłód powoduje, że potrzebujemy więcej czasu na wypoczynek. Przynajmniej raz dziennie wszyscy mobilizują się, by zasiąść do stołu i razem zjeść obiad. Każda kolejna wachta przygotowująca posiłek dwoi się i troi, by jej kulinarny kunszt był doceniony i ciepło przyjęty. W wolnych chwilach oddajemy się lekturze książek lub włączamy kino domowe.
Żeglujemy w trybie czterech wacht po 3 godziny na zewnątrz i trzy godziny czuwania pod pokładem w gotowości do pomocy na zewnątrz. Tym sposobem każdy ma możliwość przespania prawie 6 godzin. Tomek z Wojtkiem są na wachcie na pokładzie w godzinach 0000-0300 i 1200-1500 oraz na czuwaniu od 0300-0600 i 1500-1800. Po nich na wachtę wychodzi Michał z Piotrem (wachta na pokładzie 0300-0600 i 1500-1800 oraz czuwająca: 0600-0900 i 1800-2100), następnie Maćka z Robertem (0600-0900 i 1800-2100 oraz czuwanie 0900-1200 i 2100-0000), a po nich Hania z Irkiem. System stałych godzin wacht bardzo sprawdza się nam w rejsach. Pozwala on na przystosowanie się do godzin i wprowadzenie organizmu w stały rytm.
Płynąc na wschód zmieniamy regularnie czas jachtowy dostosowując go do rzeczywistej strefy czasowej. Obecnie jesteśmy w strefie UTC+5, czyli mamy 4 godziny później niż w Polsce.
Przed nami pierwsze poważne wyzwanie w tym etapie wyprawy. Zbliżamy się do 85. południka, w okolicach którego widać sporo kry. Jednocześnie zbliża się do nas bardzo głęboki niż (centrum 930 hPa), z niemalże huraganowym wiatrem i falami przekraczającymi 15 metrów. Będzie się działo od czwartku do soboty. Spróbujemy zminimalizować efekt niżu, schodząc w pobliże kontynentu i blisko lodów, gdzie ma być spokojniej. Mam nadzieję, że zdjęcia satelitarne odzwierciedlają w miarę dokładnie sytuację lodową na Morzu Davisa i nie będziemy musieli się wycofywać z okuć lodów.


Responses

  1. Wow! Niesamowite widoki, i opowiesc mrozaca krew w zylach. Kibicujac Wam czekam na kolejne odcinki. Pozdrawiam cieplutko

    • Szykujemy się na sztorm, który uderzy w najbliższą noc. Lodu coraz więcej, więc czeka nas ciężka doba! Pozdrawiamy!

  2. Serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję że udało się zrobić unik przed tym
    „dziadostwem” które szło w Waszym kierunku,,, Trzymamy kciuki i codziennie o Was myślimy,
    Gerard

  3. No nareszcie płyniecie. Bo to sztormowanie nawet dla nas jest niezwykle denerwujące. Wczoraj to nawet z Romką konsultowaliśmy, bo też się denerwowała. Pozdrowienia , wytrwałości, szczęścia i wielkiego rozsądku. Jacek

  4. Puśćcie choćby krótką strzałkę co tam u Was. Gwizdek już się chyba przewalił to jak ogarniecie „obejście” i odpoczniecie dajcie znać.
    Krzychu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: