Napisane przez: Mariusz | 2018/01/15

Ciężki sztorm na 85. południku

Mariusz:

Granice Morza Davisa wyznaczają dwa lodowce szelfowe: Zachodni Lodowiec Szelfowy na zachodzie i Lodowiec Szelfowy Shackeltona na wschodzie. Z obu wychodził pak lodowy, sięgający 63. równoleżnika. Zbliżaliśmy się powoli do pierwszego z nich w zanikającym wietrze. Zbliżaliśmy się do 64. równoleżnika i noce były już białe. Dookoła pojawiało się coraz więcej gór lodowych. Nie wywoływały w nas niepokoju, gdyż z łatwością je omijaliśmy.
Muszę przyznać, że miałem dużą obawę przed zbliżającym się głębokim niżem. Większość niżów krążących wokół Antarktydy nie dociera do jej brzegów, odbijając się od wyżu zalegającego nad kontynentem. Ten, który wzbudził moje obawy, spadał z dużą prędkością z nad Wyspy Kerguelena, a w jego środku panowało ciśnienie zaledwie 930 hPa. Tak niskie ciśnienie to nie żarty. Prognoza przewidywała wiatry wiejące z prędkością 55 węzłów, wywołujące fale do 15 metrów. Z doświadczenia wiem, że wiatr z reguły bywa większy od prognozowanego, a w porywach potrafi wiać z prędkością większą nawet o 40%. My mieliśmy znaleźć się w dolnej połówce niżu, z wiatrem słabszym, ale ciągle powyżej 40 węzłów, wiejącym z dokładnie przeciwnego kierunku do naszego kursu. Mniej wiatru, a co za tym idzie, mniejsze zafalowanie miało być w pobliżu samego kontynentu.
Ostatni taki ciężki sztorm z wiatrem z przeciwnego kierunku przeżyliśmy u wejścia do Zatoki Wielorybiej na Morzu Rossa w 2015. Wtedy główne uderzenie ustąpiło po 12 godzinach. Teraz musieliśmy liczyć się z 48 godzinami walki. Nie najlepsza to perspektywa spędzenia dwóch dni w okolicach rozległego paku lodowego. Na zdjęciach satelitarnych widać było szerokie na kilka mil przejście w paku w kierunku Morza Davisa. Skusiłem się, by tam popłynąć, przedostać się na Morze Davisa i mieć kilkanaście godzin na oddalenie się od lodu i przygotowanie do sztormowania.
Pak z Zachodniego Szelfu Lodowego pokazał się przed dziobem Katharsis II tuż po północy w czwartek 11 stycznia. Obserwując jego wnętrze widzieliśmy nawarstwioną krę i zaparkowane w nim góry lodowe. Wydawał się być nie do przebycia. Nie mogliśmy dostrzec w nim śladu wolnej od lodu wody.
Mapy lodowe pokazują zawsze historię z poprzedniego dnia. Trzeba przeanalizować serię z kilku kolejnych dni, by samemu przewidzieć to, co możemy zastać. Widziałem na nich zwężający się przesmyk i jednocześnie rozmywający się pak ku północy. Miałem nadzieję, że jeszcze znajdziemy przejście nieco wyżej. Na szczęście słaby wiatr pozwolił nam bez większych problemów płynąć wzdłuż krawędzi lodu. Jedną z cech lodu jest to, że trzyma się razem. Dopiero silne prądy lub wiatry potrafią rozbić tą lodową konstrukcję. W naszym przypadku brak silnych wiatrów scalił pak w jedną długą mierzeję. Po kilku godzinach znaleźliśmy wolną od kry wodę. Wpłynęliśmy tam, ale po czterech godzinach zorientowaliśmy się, że znaleźliśmy się w ślepym zaułku. Musieliśmy wycofać się. Dalsze poszukiwania przesmyku nie miały już sensu i popłynęliśmy na północ szukając krańca paku lodowego. Jego czub oddalony był aż o 30 mil od tego, co pokazywały zdjęcia satelitarne.
Do krańca paku lodowego dopłynęliśmy tuż przed północą. Wiatr stężał już na tyle, że postanowiłem zredukować powierzchnię grota do czwartego refu i ruszyć w bój. Refując grota zauważyliśmy spory wyciek płynu hydraulicznego z obciągacza bomu. Warunki nie pozwalały już na znalezienie przyczyny wycieku. Zrzuciliśmy więc całkowicie grota i na samym sztakslu wyruszyliśmy w morze.
Sztaksel całkiem nieźle radził sobie z coraz silniejszym wiatrem i szybko narastającymi falami. Płynęliśmy na północ bardzo ostro pod wiatr. Coraz większe fale nie pozwalały rozpędzić się nam powyżej 4 węzłów. By utrzymać kurs na watr musieliśmy mieć ster wychylony całkowicie na prawą burtę. Wyraźnie brakowało nam grota. Z drugiej strony, trudno sobie wyobrazić płynięcie w takich warunkach z prędkością powyżej 5 węzłów. Groziłoby to spadaniem w otchłań z rosnących z każdą godziną fal.
Wiatr zacinał śniegiem. Smagał twarze, pomimo gogli i kominiarek zawsze znajdywał drogę, by kąsać skórę. Cierpły od chłodu dłonie. W takich warunkach tylko gumowe rękawice nie przepuszczają wilgoci. Sztormiaki zostały zastąpione przez jednoczęściowe kombinezony (nasze żółtaczki Musto), które skutecznie chronią przed falami przelewającymi się przez pokład.
Dookoła nas nie brakowało gór lodowych i okruchów lodu, który trzeba było wypatrywać i omijać. Sztormowy wiatr spychał jacht w bok, utrudniając manewry i dodając do naszego kursu ponad 30o dryf. Po dwunastu godzinach wyczerpującej i nieprzynoszącej pożądanego celu żeglugi, zrobiliśmy zwrot. Tak duży boczny dryf spowodował, że po zwrocie zaczęliśmy się cofać.
Po kolejnych dwunastu godzinach znaleźliśmy się w okolicach rozpoczęcia sztormowania, tylko że przesunięci o kilkanaście mil na zachód. O tyle też przesunął się pak lodowy. Znaleźliśmy się w jego cieniu, otoczeni dużą ilością lodowego gruzu. Tak olbrzymia ilość lodu spowodowała wygładzenie się morza. Okazało się, że jest to najlepsze miejsce na przeczekanie drugiej doby sztormu. Dryfowaliśmy w cieniu paku, bez większego problemu korygując nasze położenie względem niego. Czuliśmy się bardzo bezpieczni, mimo że kilkakrotnie otarliśmy się o przepływające growlery.
W bezpiecznych warunkach można było znaleźć czas na sen i regenerację sił. Po kolejnych 18 godzinach wiatr zelżał do 30 węzłów. Awaria hydrauliki obciągacza bomu została usunięta. W sobotnie popołudnie (13 stycznia) podnieśliśmy grot na trzecim refie i wróciliśmy do żeglugi w pożądanym kierunku. Po prawie trzech dobach od dopłynięcia do Zachodniego Lodowca Szelfowego po raz kolejny przekroczyliśmy 85. południk. Tym razem mogliśmy go na dobre zostawić za rufą i wpłynąć na Morze Davisa.


Responses

  1. Pełen podziwu. Może czas wzmocnić dziób płytami stalowymi:)

  2. Ale jazda,orzeszku !!!!!!!!! 3 majcie się. Jesteśmy z WAMI cały czas!!!!!

  3. Podziwiam was i trzymam kciuki

  4. Proszę Was tylko o jedno…wróćcie bezpiecznie do domu !!! Jestem całym sercem nie tylko z moim mężem ale z całą załogą. Haniu trzymaj się dzielnie i dbaj o siebie Słonko 🙂 Pozdrawiam Was Kochani bardzo cieplutko Andżela.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: