Napisane przez: Hanuś | 2013/03/29

Rio Sierpe

Jeden z nurkowych dni na Wyspie Cano Mariusz zamienił na wycieczkę dla całej ekipy w głąb rzeki Sierpe, mającej ujście w Zatoce Drake’a. Łódka, mogąca pomieścić nas wszystkich odebrała nas około 0900 rano i ruszyliśmy z naszym przewodnikiem Erickiem w górę rzeki. Okazało się, że od nurkowania bardziej interesują go ostatnio lądowe wycieczki z wypatrywaniem ptaków i zwierząt w dżungli. Rejony rzeki Sierpe zna on bardzo dobrze, gdyż stąd właśnie pochodzi. Jego rodzina nadal mieszka w wiosce o tej samej nazwie co odwiedzana przez nas rzeka.
By dostać się do rzeki z Drake Bay pokonać trzeba wysokie fale przybojowe. Jednak dla niewielkiej łódki, ale za to z ogromnym, bo 200-konnym silnikiem oraz doświadczonym kierowcą nie okazało sie to problemem. W samej rzece było już bardzo spokojnie. Co jakiś czas opuszczaliśmy główny nurt, by udać sie w mniejsze odnóże w poszukiwaniu najróżniejszych gatunków zwierząt. Mieliśmy dużo szczęścia, gdyż spotkaliśmy tego dnia wiele okazów. Małp spotkaliśmy aż trzy różne gatunki, w tym całe stado bawiących się małp wiewiórczych. Erick wypatrzył na drzewach także tukany, papugi ary i wiele innych gatunków ptaków, mieniących się najróżniejszymi kolorami. Spotkaliśmy też iguanę zieloną oraz jaszczurkę, zwaną Jezusem Chrystusem. Niestety nie widzieliśmy jej popisowego biegu po wodzie, a jedynie kamuflaż na drzewie. Z gadów dodać możemy do naszej kolekcji jeszcze kajmana, który pozwolił nam zbliżyć się do siebie na niespełna pół metra.
Gdy dopłynęliśmy do rodzinnej wioski Ericka, do Sierpe, zaproponował nam obiad w restauracji Kokopelli-Kokomana prowadzonej przez jego kuzyna. Lokalizacja nad samą rzeką bardzo przypadła nam do gustu, a i menu nie pozostawiało powodów do narzekań. Zarówno krewetki, jak i steki w domowym stylu nas zachwyciły.
Podczas płynięcia do Sierpe nie udało nam się spotkać nietypowego węża boa, bo mieszkającego na drzewach, o którym dużo opowiadał nam nasz przewodnik. Nie chciał byśmy wrócili z wycieczki nie zobawczywszy tego zwierza. Po obiedzie, zamiast od razu ruszyć w gół rzeki w drogę powrotną, zabrał nas jeszcze wyżej w górę rzeki, gdzie w końcu, na jednej z palm ukazał nam się leżący boa. Można się było do niego zbliżyć na odległość kilku centymetrów. Wąż ten wyleguje się na drzewach przez kilka dni i rusza z niego dopiero, gdy zgłodnieje.
Na łódkę wróciliśmy późnym popołudniem. Następnego dnia, czyli w czwartek 21 marca, popłyneliśmy jeszcze bardziej na południe wzdłuż Półwyspu Osa, by spędzić dzień w uroczej zatoce otoczeni bujną roślinnością tego zakątka Kostaryki. Ten rejon nie ma dokładnych map, ale takie miejsca są nam chyba bliższe. Przy zachowaniu maksimum ostrożności, echosondzie patrzącej w przód, znaleźliśmy bezpieczne miejsce do zakotwiczenia w zatoce w pobliżu San Pedrillo.
W piątek czas było wracać w stronę cywilizacji, gdyż w niedzielę część ekipy opuszczała łódkę. Najpierw popłyneliśmy do Zatoki Herradura, gdzie planowaliśmy zatrzymać się w marinie Los Suenos, położonej 30 mil na północ od Quepos, ale niestety nie było tam dla nas miejsca. Wymiana załogi i zaprowiantowanie łódki poprzez ponton na stojącą na kotwicy łódkę nie należy do najwygodniejszych, dlatego w sobotę popłynęlismy do dobrze nam już znanego Quepos. Wszyscy z radością wróciliśmy do tej niewielkiej, ale bardzo urokliwej miejscowości.
W niedzielę w stronę stolicy Kostaryki San Jose i dalej do Polski pomknęli Beata, Robert, Tomek i Jurek. W niedzielę z tego samego lotniska, tylko do Kanady, polecieli rodzice Mariusza.
W poniedziałek dotarła do nas nowa ekipa, z którą ruszamy na Wyspę Cocos. Na nurkowe szaleństwa przylecieli z Tajlandii Piotr z Małgosią, z Kanady nasz kochany Zbylutek, a z Polski Iwona i Wojtek. Pod wodą nie zabraknie z nami także Romy i Kuby.
Myślę, że czekają nas emocjonujące nurkowanie… Załatwienie formalności związanych z możliwością zejścia pod wodę przy tej niezamieszkałej kostarykańskiej wyspie wymagało od Mariusza niemałego wysiłku. Nie jest to także najtajsza z tutejszych atrakcji… Cała zabawa wymaga wykupienia specjalnego zezwolenia dla jachtu, jak również dla poszczególnych członków wyprawy oraz wynajęcia wykwalifikowanego przewodnika nurkowego. Dodatkowo Mariusz zorganizował dużą łódź, która na miejscu będzie nas transportować na nurkowiska. Choć Katharsis II nazywamy naszym centrum nurkowym, to ponton nie jest w stanie zabrać więcej niż pięciu nurków z akwalungiem, a to też tylko przy płaskiej wodzie i dogodnych warunkach. Poza łodzią udało się wypożyczyć dodatkowe butle, gdyż 7 sztuk, które mamy na pokładzie nie wystarczyły by dla całej ekipy. Wszystko wskazuje na to, że cała nurkowa wyprawa pod hasłem “Cocos 2013” jest dobrze zorganizowana i już nie mogę doczekać się zejścia pod wodę!!!


Responses

  1. Radosnych i cieplych Swiat Wielkiej Nocy>
    A u nas zima…biało i zimno…….
    Dzieci na spacer z sankami…..:-)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: