Napisane przez: Hanuś | 2014/02/25

Oban na Wyspie Stewart

Golden Bay, w której zakotwiczyliśmy, jest jedną z zatok naturalnego portu, jakim jest Peterson Inlet. Jedyną osadą na wyspie jest Oban, które leży na półwyspie pomiędzy Peterson Inlet a Halfmoon Bay. Mieszkańcy zajmują się tu przede wszystkim rybołówstwem oraz turystyką. Ważnym elementem życia na wyspie jest także ochrona środowiska i zabezpieczanie rzadkich gatunków ptaków. W ostatnich latach ruch turystyczny na Wyspie Stewart zwiększył się. Główną atrakcją jest możliwość obserwowania wielu gatunków ptaków morskich, jak również typowych gatunków zamieszkujących nowozelandzkie lasy i gaje paprociowe. Poza tym osoby zwiedzające kraj Kiwi chcą dotrzeć jak najbardziej na południe i stąd popularne są jednodniowe wypady promem z Bluff. Także duże statki wycieczkowe wybrały Oban jako jedną z atrakcji rejsów po Nowej Zelandii. Podczas naszego 5-dniowego postoju w Golden Bay aż dwa wycieczkowce przypłynęły na Stewart Island. Bywają dni, że na wyspie przebywa co najmniej dwa razy więcej turystów niż mieszkańców. W Golden Bay stało także kilka jachtów, jednak większość wyglądała na zakotwiczone na dłużej. Możliwe, że należą do lokalnych żeglarzy. Dwa jachty przybywające z północy spotkaliśmy w Port Pegasus, a poza tym cisza i spokój.
Z Port Pegasus w okolice Oban przenieśliśmy się w niedzielne popołudnie. Prognoza zapowiadała na poniedziałek ulewne deszcze przez cały dzień i stwierdziliśmy, że nie ma co zostawać w uroczym Port Adventure, gdyż i tak nie będzie warunków na korzystanie z tutejszych plaż. Poza tym miał przyjść silny północny wiatr i nie chcieliśmy się z nim zmagać. Tym sposobem do cywilizacji dotarliśmy 16 lutego przed zachodem słońca. Widok rozradowanego Misia trzymającego przy uchu telefon i łapiącego kontakt z Polską był jednym z tych, za które „nie zapłacisz kartą MasterCart”.
W poniedziałek, zgodnie z zapowiedziami synoptyków, lało przez cały dzień. W taką pogodę nie chciało nam się ruszać z łódki. Niemniej porządkowo-technniczny dzień pod pokładem całkiem się przydał. We wtorek obudziło nas już słonko i zaraz po śniadaniu ruszyliśmy na ląd. Spacerując drogami Oban byliśmy zadziwieni bujnością roślinności. Wyspa Stewart słynna jest z odwiedzających ją silnych sztormów i częstych deszczy, więc spodziewaliśmy się przyrody osmaganej przez wiatry i surowej. A tu, ku naszemu zaskoczeniu – mnóstwo kolorowych kwiatów, gęsto zarośniętych zagajników, wysokich drzew. Widocznie ta część wyspy jest dobrze osłonięta i wiatry nie przeszkadzają przyrodzie. Nie bez powodu osiedlający się tu w XIX wieku wielorybnicy wybrali to miejsce na założenie osady.
Podczas naszej pierwszej wizyty na lądzie odwiedziliśmy lokalne muzeum. Jest tam trochę historii maorysów oraz pierwszych osadników, jednak mnie najbardziej podobały się gabloty z muszlami występujących na Stewart Island małży i homarów. Z punktów wskazanych w przewodniku jako wartych odwiedzenia był także South Seas Hotel, przypisującym sobie tytuł najbardziej położonego na południu hotelu świata. Jednak twierdzenie to zakłada, że na Patagonii nie ma hoteli. Jednak wiem, że takowe tam występują, więc śmiem podważać to stwierdzenie. Niemniej hotel odwiedziliśmy i wypiliśmy lampkę domowego wina. Na drugi dzień zaś wybraliśmy się na lunch. Restauracja tego hotelu oferuje czasem w swoim menu gołębie tasmańskie. Smakują podobno jak baranina o rybnym aromacie lub ryba z nutką baraniny. Zupełnie nie byłam ciekawa smaku tego specjału i nawet nie pytaliśmy o dostępność. Za to lokalny homar z grilla był wyśmienity i aż się uśmiechałam do talerza. Chłopacy wybrali chowder z owocami morza, czyli gęstą zupę z kawałkami homara, małżami i rybą.
W ramach zwiedzania Oban zeszliśmy dwa tutejsze szlaki piesze. Pierwszy z nich – Golden Bay Deep Bay Track prowadził z Halfmoon Bay wzdłuż północnego brzegu Peterson Inlet do nabrzeża w Golden Bay. Kolejny znajdował się praktycznie w centrum Obanu – Fuchsia Walk. Ciekawie wyglądały ścieżki prowadzące do prywatnych posesji bezpośrednio ze szlaku turystycznego. Spacery po okolicy Oban bardzo nam się podobały. Po dłuższym pływaniu i spędzaniu większości czasu na jachcie, miałam ochotę ruszyć na jakąś wędrówkę, żeby poobcować z lądem, a przede wszystkim poruszać się.
W Obanie udało nam się spotkać i sfotografować (a dokładniej Mariuszowi) tutejszego tui. Są to typowe dla Nowej Zelandii ptaki, które charakteryzują się białą kryzą na podgardlu, a przede wszystkim głośnym naśladowaniem otaczających ich dźwięków. Na Wyspie Północnej spotkaliśmy kilka – tamtejsze były czarne, a te ze Stewart Island są granatowo-niebieskie.
Na oglądanie ptaków wybraliśmy się na Wyspę Ulva oddaloną od naszego kotwicowiska o około 1,5 mili. Jest to popularne miejsce wycieczek, których celem jest wypatrywanie ptaków. Nie skorzystaliśmy z lokalnej taksówki wodnej, tylko popłynęliśmy własnym pontonem. Mieszkaniec obsługujący te wycieczki patrzył na nas niezbyt przychylnym okiem – w końcu uciekło mu 120 dolarów od osoby. Popłynęliśmy późnym popołudniem, kiedy większość turystów wróciła już do Obanu. Przynajmniej nie deptaliśmy po piętach żadnej wycieczce. Poza dwiema osobami spotkanymi na samym początku i turystami odjeżdżającymi ostatnim kursem taksówki, nie spotkaliśmy poza ptakami i cykadami żywej duszy. Obeszliśmy wszystkie wyznaczone na wyspie Ulva szlaki piesze, co zajęło nam ponad trzy godziny i przed zachodem słońca wróciliśmy na Katharsis. Myślę, że mieliśmy dużo szczęścia, gdyż wypatrzyliśmy kilka gatunków i uchwyciliśmy je na zdjęciach. W zaroślach udało nam się dostrzec Stewart Island Weka i Toutouwai, a na drzewach papugi: Kaka i Kakariki. Wciąż niestety nie widzieliśmy Kiwi. Ale nie tracimy jeszcze nadziei. Może gdzieś się na nie natkniemy. Trudność w wypatrzeniu Kiwi polega na ty, że są to ptaki nocne i dopiero po zmroku wychodzą ze swoich kryjówek na żer.
Ciekawa byłam mieszkańców Oban. Niestety nie udało mi się zweryfikować wcześniej zasłyszanych opinii o Nowozelandczykach z Wyspy Stewart. Wydaje mi się, tłumy turystów w okresie letnim utrudniają spotkania z nimi. Tak jakby chowali się przed masą napływającą do nich. Pewnie lepiej jest przyjechać tutaj zimą, kiedy mieszkańcy nie są zajęci turystami, tylko w chłodne i wietrzne popołudnia przesiadują wspólnie w barze. Zagadałam jednego z rybaków na nabrzeżu, gdzie mogę znaleźć dobre zielone małże. Pokazał mi miejsce i radził, żebym popłynęła tam na niskiej wodzie. Niestety dłużej nie udało mi się z nim porozmawiać, gdyż zaraz czmychnął. Ale wskazane miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę. W jeden z deszczowych dni wyciągnęłam Mariusza na połowy. Ja ubrana w piankę i uzbrojona w nóż oraz wiaderko, a Mariusz po uszy opatulony w sztormiak,, pojechaliśmy ma poszukiwania małż. Poza ogromnymi okazami zielonych małż nowozelandzkich nazbierałam także kilka ostryg. Niektóre otwierały się przy odrywaniu ze skał i Mariusz na miejscu je degustował. Z zielonych małż przygotowaliśmy kolejne danie z naszej nowozelandzkiej książki kucharskiej – małże po marokańsku (czyli z orientalnymi przyprawami, czerwoną i zieloną papryką, czarnymi oliwkami i skórką z cytryny, zapieczone z serem feta). Nowa kombinacja okazała się równie pyszna jak poprzednie. Tylko tym razem musieliśmy się wspomagać nożami, bo małże były tak duże, że nie dało się ich zjeść na jeden kęs.
Mieliśmy wrażenie, że utknęliśmy w Oban. Z pewnością miała wpływ na to pogoda. Zostaliśmy uwięzieni tutaj o dwa dni dłużej, niż planowaliśmy. Liczyliśmy na to, że po dopłynięciu na samo południe Nowej Zelandii rozpocznie się dla nas okres spokojnej żeglugi z wiatrem na północ. A tu okazało się, że w układzie pogodowym nastąpiła zasadnicza zmiana i na wschód od Nowej Zelandii osadził się wyż, który powoduje utrzymywanie się wiatrów z kierunku północno-wschodniego wzdłuż wschodniego wybrzeża Wyspy Południowej. Mogliśmy liczyć na korzystny kierunek wiatru tylko z nadejściem niżów. Wiatrom tym towarzyszą jednak zimne fronty, tworzące sztormowe warunki. Stąd tak niewielu żeglarzy zapuszcza się w te rejony. Wyspę Stewart opuściliśmy w piątek 21 lutego przed zachodem słońca i obraliśmy kurs na północ. Czas miał nas umilać sztorm nadciągający z nad Oceanu Południowego.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: