Napisane przez: Hanuś | 2015/06/29

Wspomnienie z zeszłorocznego nurkowania na Luizjadach (wrzesień 2014) i wyczekany konik morski

mój wyczekany Konik Morski HL

mój wyczekany Konik Morski HL


We wrześniu zeszłego roku, płynąc z Wysp Salomona do Australii, zatrzymaliśmy się na kilka dni przy Luizjadach. Doszło tam do przesympatycznego spotkania z mieszkańcami tych wschodnich krańców Papui Nowej Gwinei, o czym udało mi się już opowiedzieć na blogu: https://katharsis2.com/2014/11/10/papua-nowa-gwinea-luizjady/
Nie zdążyłam niestety napisać o naszym spotkaniu ze światem podwodnym. Byliśmy wówczas w mocno nurkowym składzie: Mariusz, jego szwagier Kuba – świetny nurek, profesor oceanografii i nasz nurkowy kompan Piotrek Kukliński oraz wilczysko morskie i podmorskie Zbylutek oraz ja. Z pokładu wspierały nas Roma, siostra Mariusza i jego córa Kaśka.

Nurkowania na Luizjadach zaliczam do rewelacyjnych zejść pod wodę. W plebiscycie naszego centrum nurkowego Katharsis plasują się bardzo wysoko na liście. Podobnie jak na Salomonach nie spotkaliśmy tutaj zbyt wiele dużej ryby, za to różnorodność korali, ich form oraz barw była oszałamiająca. Nie zabrakło też małych ryb i ślimaków, które z zapałem fotografowałam, podczas gdy Mariusz z Piotrem zatrzymywali w kadrze kompozycje krajobrazu. Nurkowanie w miejscach, które nie są opisane w publikacjach należą do niezwykle podniecających. Nigdy nie wiadomo, co może spotkać nas pod wodą.
Pierwszy nurek przy przesmyku Hudumu – Iwa na północno-wschodnim obrzeżu Atolu Calvados nie powalił nas na kolana, mimo lazuru wody. Kolejne dwa razy zeszliśmy pod wodę przy Kunawak Island, wewnątrz atolu, gdzie wypatrzyłam żółtego ślimaka, nazwanego przez nas Pokemonem. Sprawił mi on mnóstwo radości, bo takiego okazu jeszcze wcześniej nigdzie nie widziałam. Następnie nurkowaliśmy na zewnątrz rafy otaczającej Panasia Island, gdzie ogrody koralowe zaparły dech w piersiach! Nurkowaliśmy w przesmyku i na ścianie na zewnątrz Horrara Gowan Reef. Rafa ta nie jest smagana falami pasatu południowo-wschodniego i znaleźliśmy ją w doskonałym stanie. Bogactwo korala to jedno, ale to tutaj w końcu udało mi się wypatrzeć konika morskiego. Zanim przypłynęliśmy na Luizjady dużo nurkowaliśmy na Wyspach Salomonach. Słyszałam o występujących tam małych konikach morskich, które upodobniają się do korali, na których żyją. Bardzo chciałam taką rybę zobaczyć, ale niestety na Salomonach nie wypatrzyłam żadnej. Dopiero na Luizjadach, podczas ostatniego nurka, dostrzegłam na biało-różowo-czerwonym koralu mojego wyczekanego konika morskiego. Małe stworzonko siedziało spokojnie zawieszone ogonkiem do korala. Mój konik miał około 2 centymetry wzrostu i przybierał barwy oraz strukturę swojego gospodarza. Gdyby nie ruch brzuszka, to pewnie bym go nie wypatrzyła. Ale udało się! Miałam swojego konika morskiego i był to rzadki okaz Pygmy seahorse. Jest to najmniejszy z koników morskich, nie przekraczający 2 cm. Został odkryty dopiero w tym wieku!!! Gdy go wypatrzyłam, to myślałam, że radość mnie rozsadzi od środka! Wiedziałam, że nie mogę z tego miejsca odpłynąć, dopóki nie zrobię zadowalającego mnie zdjęcia. Koło mnie był Zbyszek, któremu pokazałam moje znalezisko. Pokazałam też na aparat i na siebie – wskazałam konika. Zbyszek zrozumiał, że chcę zostać i robić zdjęcia. Popłynął do Mariusza i Kuby, który byli już mocno z przodu. Przyprowadził ze sobą Mariusza, który pokazał, że możemy zostać, a on z Kubą będą płynąć wzdłuż ściany. Nie było prądu, więc mogliśmy sobie pozwolić na takie rozwiązanie. Wdzięczna byłam bardzo Zbyszkowi, który z cierpliwością pływał koło mnie ponad 15 minut, podczas gdy ja starałam się uchwycić w obiektywie moje wyczekane znalezisko, mojego konika.

Luizjady będą naszym pierwszym miejscem, gdzie na krótko zatrzymamy się przed odprawą na Papule Nowej Gwinei. Skoro nie mogliśmy popłynąć na Vanuatu, to chociaż odwiedzimy rodzinę Jacka na Panasia. Mile pochłaniamy z dużą zawziętością, mimo skromnej liczebnie załogi. Odnotowujemy niemalże regatowe tempo. Ostatniej doby pożarliśmy 245 mil morskich. Wygląda na to, że ponad 2000 milową trasę pokonamy w mniej niż 10 dni i jutro rzucimy kotwicę przy Panasia Island.

Jest 29 czerwca 2015 roku, godzina 1830 czasu łódkowego (UTC+11), nasza pozycja: 13°57’S, 153°31’E. Płyniemy kursem 335° z prędkością 10,5 węzła. Wieje wschodni wiatr o sile 7 – 8B.


Responses

  1. http://wyborcza.pl/1,75400,17251336,Zagadka_pomaranczowych_konikow_morskich__Wreszcie.html
    więcej ciekawych informacji o pławikonikach Hippocampus bargibanti dla Hani.

  2. Jak zwykle – niezwykłe miejsce. Myślałem, że ta Panasia jest bezludna, ale w końcu wypatrzyłem dwie chałupki po drugiej stronie, otoczone regularnie sadzonymi palmami… Udanych nurków.

  3. Świetny blog na pewno będę śledzić wasze przygody! Pomyślnych wiatrów!!
    Pozdrawiam
    a wolnej chwili zapraszam do siebie pod-pokladem.blog.pl


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: