Napisane przez: Hanuś | 2015/10/05

Palau – baza na miesięczny pobyt Katharsis II

Na przełom sierpnia i września planowaliśmy krótką przerwę w żegludze i odwiedzenie kraju. Wspomniałam już wcześniej, że Palau wydawało się nam bezpiecznym miejscem na zostawienie Katharsis na miesiąc. Na jacht wrócił Tomek, który w takich momentach stara się zadbać o łódkę. Bojka, przy której staliśmy nie wzbudzała naszego zaufania i Mariusz poradził Tomkowi, że w razie wystąpienia bardzo silnych wiatrów bezpieczniejszym miejscem wydaje się to koło Soft Coral Arch, na którym przeczekaliśmy dwa pierwsze dni pobytu Natalii na łódce. Huraganowych wiatrów na szczęście nie było, ale przez większość czasu wiatr był porywisty i wyjątkowo niestabilny. Którejś nocy podmuchy zerwały Katharsis II z bojki. Tomek zachował zimną krew i mimo bliskości skał zdążył uruchomić silnik i bezpiecznie zakotwiczyć. O mało nie doszłoby do tragedii, tym razem sprzyjało nam szczęście.
Okolice Koror, z ich przepięknymi Rock Islands oraz niepowtarzalnym Jellyfish Lake odwiedzaliśmy z trzema różnymi ekipami. Najpierw z załogą, która przypłynęła z nami z Papui, następnie po ich wylocie, z Natalką i Olką oraz pod koniec września (po krótkiej mojej i Mariusza wizycie w kraju) z załogą na kolejny etap, czyli Kaśką, Weroniką, Anią, Tomkiem i Michałem.
Na jedyną lądową eskapadę wybraliśmy się w czwórkę – Natalia, Ola, Mariusz i ja. Mariusza intrygował parlament, który wybudowano w szczerym polu w stanie Melekeok, gdzie przeniesiono z Koror stolicę Palau. Na zdjęciach w folderach wyglądał on bardzo okazale. Chcieliśmy przekonać się, czy to efekt sprytnie zrobionego zdjęcia, czy może rzeczywiście władze 21-tysięcznego społeczeństwa obradują w budynku przypominającym Biały Dom. Ja z kolei bardzo chciałam zobaczyć tradycyjny dom spotkań wodzów, nazywany na Palau Bai. W drodze na wycieczkę zatrzymaliśmy się jeszcze w Koror na małą przekąskę w jednej z restauracji. Kończyła się już pora lunchowa i kuchnia nie wydawała ciepłych dań. Zdecydowaliśmy się wszyscy na sashimi z tuńczyka. Surowa ryba nie była jednak najświeższa i ja szybko się o tym przekonałam… Na szczęście jakoś się pozbierałam, co nie popsuło nam wycieczkowych planów, ale do Drop Off Bar już na pewno więcej nie pójdziemy! Zaopatrzeni w leczące trunki ruszyliśmy w głąb wyspy Babeldaob.
Po godzinnej jeździe za miasto dotarliśmy do wioski Airai, gdzie znajduje się jeden z najstarszych Bai. Ma on ponad 200 lat i jest domem spotkań wodzów, do którego wstępu nie mają kobiety. Podczas posiedzeń wodzów omawiane są ważne kwestie dla społeczności. Tradycyjne Bai jest drewnianym budynkiem z dwuspadowym, stromym dachem. Szczytowe ściany oraz belki we wnętrzu ozdobione są malowidłami i płaskorzeźbami, mającymi przekazywać legendy oraz historie ważne dla wioski. Airai Bai uważane jest za święte miejsce. Prowadzi do niego kamienna ścieżka otoczona drzewami i kwiatami. Po dotarciu tam, obejrzeliśmy budynek z zewnątrz i zrobiliśmy kilka zdjęć wnętrza przez otwarte wejście. Gdy pierwszą atrakcję mieliśmy zaliczoną, pomknęliśmy do Melekeok, by obejrzeć budynek parlamentu i sądu. Już z głównej drogi, zza gęstwin zarośli, wyłonił się ogromny budynek z monumentalnymi kolumnami i białą, połyskującą w słońcu kopułą. Takiego widoku, na jednej z niewielkich wysp Pacyfiku, nie spodziewałam się! Zdjęcia w folderach to nie był żaden trik. Ta budowla rzeczywiście jest ogromna i przypomina budynki rządowe w Stanach Zjednoczonych. Nam nawet nasunęło się porównanie do Watykanu. Po odwiedzeniu tradycyjnego miejsca spotkań wodzów Palau, który był wkomponowany, jakby wklejony w wioskę, widok wyrastającego ponad dżunglę ogromnego budynku parlamentu, wyglądał w pewien sposób komicznie. Zupełnie nie pasował mi do tego krajobrazu. Niemniej mieliśmy porównanie siedzib władz na Palau– tradycyjnej i nowoczesnej.
Miłym zaskoczeniem podczas naszego pobytu na Palau było spotkanie z mieszkającymi tu Polakami – rodzeństwem Michałem i Iwoną. Michał jest malarzem i prowadzi w Koror galerię, w której poza swoimi obrazami, sprzedaje także piękne rzeźby stworzeń morskich i ręcznie robioną biżuterię. Michał jest zafascynowany kulturą Palau i wiele ciekawostek na temat historii oraz zwyczajów mieszkańców tego malutkiego kraju poznaliśmy od niego. Projektowana przez niego biżuteria nawiązuje do symboliki tutejszej kultury. Ciekawe, że jedyny mieszkający na Palau Polak prowadzi najlepszą galerię, a z kolei partner jedynej Polki Iwony – Robert, ma restaurację Taj, cieszącą się reputacją jednej z najlepszych w Koror. Kilkukrotnie mieliśmy okazję się przekonać, że opinia jest w pełni zasłużona.
Robert, poza ugoszczeniem nas w swojej restauracji, pomógł nam także w zaopatrzeniu łódki w wino. Nasze zapasy z Nowej Zelandii powoli się kończyły, a Indonezja, do której się wybieramy, nie słynie specjalnie z dobrych win. Wręcz przeciwnie – w ogóle trudno kupić tam dobre wino, a ceny są horrendalne. Robert zorganizował nam przez swojego dostawcę degustację win, dzięki czemu w niezwykle miłym otoczeniu i towarzystwie mogliśmy dokonać selekcji. Mariusz sporządził listę, a Robert zorganizował transport win pod keję, z której już tylko wystarczyło przewieźć parę kartonów na łódkę.
Mieliśmy sporo szczęścia przy zaprowiantowaniu w świeżynkę. Mieszkańcy Palau niestety prawie nic nie uprawiają. Nie ma tu lokalnego targu, tak chętnie przez nas odwiedzanego na innych wyspach. Z pomocą przyszedł Michał, który dopiero co założył uprawę ogórków i pomidorów, dzięki czemu mogliśmy skosztować owoce pierwszych jego plonów. Po ponad miesięcznej przerwie, spowodowanej hulającymi na północ od Palau tajfunami, przypłynął w końcu transport z zaopatrzeniem, co również podreperowało nasze zapasy.
Podczas wrześniowego rejsu po Rock Islands udało nam się dopiero zrealizować kilka zejść pod wodę. Tomek naprawił skrzynię biegów dużego pontonu, bez którego musieliśmy sobie radzić w sierpniu. Małą Hondą, jak nasz zapasowy Z odiak nazywała Olka, nie byliśmy w stanie popłynąć na porządnego nurka na zewnątrz rafy. Tym razem nastawiliśmy się na podwodne szaleństwo. Stojąc Katharsis II na bojce w Koror poznaliśmy Torstena, który mieszka na jachcie ze swoją żoną Marine. Torsten jest przewodnikiem nurkowym i pracuje w Sam’s Tour. Już po przypłynięciu do Palau zamieniliśmy kilka zdań i od razu poczuliśmy pozytywną energię. Okazało się, że Torsten jest Niemcem. Dwa tygodnie spędził w Polsce na wymianie szkolnej, więc od razu meldował nam najpraktyczniejsze zwroty po polsku, jak na przykład: „czas na piwo”. Z kolei nasz rejs po Papui Nowej Gwinei interesował go niezwykle, gdyż na Manus, jednej z wysp Papui, urodził się i spędził pierwsze lata swojego życia. Torsen zaproponował nam , że może do nas dołączyć na trzy dni i pokazać nam swoje ulubione nurkowiska.
Przed nurkowaniami zaliczyliśmy jeszcze obowiązkowy punkt programu atrakcji na Palau, czyli pływanie z meduzami w Jellyfish Lake. Sama kąpiel w jeziorze to relaks i zabawa, ale dostanie się do niego, wymaga wdrapania się po stromych schodach na górę, a następnie zejścia po nierównych i wąskich stopniach do pomostów, z których wskakuje się do wody. Pokonanie tej trasy było szczególnie dużym wyczynem dla Kaśki, która dzielnie pokonywała stopień po stopniu, a następnie przepłynęła samodzielnie całe jezioro w jedną i drugą stronę. Mariusz był z niej bardzo dumny. Po raz kolejny meduzy nie zawiodły i było ich mnóstwo, dając wszystkim dużo radości.
Torsnen dołączył do nas na trzy dni, które wykorzystaliśmy intensywnie nurkowo. Po raz pierwszy pod wodę w tropikach zeszła z nami Weronika i od razu zaliczyła nurkowania z rekinami w silnym prądzie. Ale o tym to już kiedy indziej…
Palau opuściliśmy 1 października 2015 roku o godzinie 1630. Wykorzystaliśmy krótki moment bezwietrznej pogody, by nie bić się z silnym i dominującym w tym czasie wiatrem wiejącym z południa. W drodze do Sorong w Indonezji zatrzymaliśmy się na jeden dzień przy Helen Reef należącej do Palau.


Responses

  1. Dzięki Hanuś. Jak zwykle ciepło, spokojnie i pięknie. Zdjęcia też ujdą ( 😛 ) Pozdrawiam.
    Uśmiechnij się

  2. Niezmiernie nam miło że realna cząstka naszej rodzinki jest z Wami. Pozdrowienia dla wszystkich.

  3. No , od razu mi lepiej. Pozdrawiam, Krzychu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: